Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Śmierć przyszła cicho

Gigantyczne zwały śniegu zeszły ze stoku nagle. W niedalekim Karpaczu nikt ich nie usłyszał. 20 marca 1968 r. w w Białym Jarze w Karkonoszach lawina zabiła 19 osób. To największa tragedia w historii polskich gór.

Wieść o tej tragedii rozeszła się po mieście lotem błyskawicy. Przez miasto zaczęły na sygnale gnać karetki, potem ciężarówki zaczęły zwozić żołnierzy z Jeleniej Góry. Ale pierwsi na miejscu byli żołnierze Wojsk Ochrony Pogranicza, ludzie ze schronisk: Strzecha Akademicka, Samotnia oraz górnej stacji wyciągu na Kopę.

Dzięki Romanowi Piątkowskiemu, ówczesnemu dowódcy strażnicy WOP pod Śnieżką, na miejsce w błyskawicznym tempie dotarli pogranicznicy czechosłowaccy. Razem z nimi ratownicy górscy i mieszkańcy Karpacza.

Był wśród nich 19-letni wówczas Andrzej Brzeziński. Brał udział w akcji ratunkowej jako ochotnik. Jak wspomina, ciągle „kręcił’ się koło goprowców.

Codziennie służby zwoziły na dół kolejne zwłoki   Codziennie służby zwoziły na dół kolejne zwłoki Valerian Spusta, ze zbiorów Wiktora Szczypki - O lawinie dowiedziałem się na mieście. Ludzie masowo i spontanicznie szli pomagać. Poszedłem i ja z dwoma, trzema kolegami. To, co zobaczyłem na miejscu... Tego nie da się opowiedzieć słowami. Tam trzeba było być. Potworne ilości śniegu. Nigdy czegoś takiego nie wiedziałem. Tego nie da się zapomnieć - opowiada.

Zima 1968 roku była śnieżna. Wiosna - kapryśna i mroźna. Na szczytach Karkonoszy szalał porywisty wiatr, nawiewając coraz więcej śniegu na granie i w kotliny. Pod Śnieżką i mniejszą od niej Kopą, zwłaszcza nad lejkowatym Białym Jarem, zebrał się ogromny nawis śniegu. Goprowcy doskonale wiedzieli, czym to grozi.

I rzeczywiście. 17 marca w Białym Jarze zeszła pierwsza tej wiosny lawina, zasypując wędrujących tamtędy turystów. Cudem przeżyli. Druga odsłona dramatu miała być tylko kwestią czasu.

Trzy dni później z samego rana trasą w górę Białego Jaru wyruszyła 24-osobowa grupa turystów, głównie ze Związku Radzieckiego i Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Warunki były paskudne. Choć to była sobota, wyciąg na Kopę tego dnia nie działał. Wiał zbyt silny wiatr.

Z Rosjanami i Niemcami na szlak zabrało się też kilku Polaków. Przed południem pilot wycieczki wybrał trasę marszu. Szli luźną grupą, śmiejąc się i rozmawiając, kiedy nagle z góry zaczęła pędzić na nich ściana rozszalałego śniegu. Lawina zabierała ze sobą wszystko - drzewa, leśne zwierzęta - i ludzi.

Impet śniegu wyrzucił w górę kilka osób z wycieczki i odgarnął ich poza biały jęzor. Pozostałych zabił niemal na miejscu, grzebiąc w tysiącach ton białej śmierci.

Po zejściu lawiny wszystko ucichło. Nawet ptaki nie śpiewały. Kiedy pierwsi ludzie przybyli na ratunek zasypanym, ich oczom ukazał się obraz jak z najgorszych snów. Lawina miała ponad 110 metrów długości i 30 szerokości. Gruba na 20 metrów, ciężka, śnieżna pierzyna, piętrzyła się na czole jeszcze wyżej. 770 metrów pokonała w zaledwie 48 sekund.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • Szolga
    20.03.2018 09:28
    Wprowadzacie ludzi w błąd. Informacja, że to zdarzenie z dalekiej przeszłości powinna być albo w tytule artykułu, albo w streszczeniu pod zdjęciem widocznym jeszcze ze strony głównej. Wygląda mi to na typowy Clickbait, a taki jest formą manipulacji.
    doceń 6
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma