• facebook
  • rss
  • My z obozu w Grüssau

    Roman Tomczak, Janusz Skowroński


    |

    Gość Legnicki 43/2013

    dodane 24.10.2013 00:00

    Historia. – Co jakiś czas przyjeżdżała do klasztoru komisja, żeby nas zbadać 
i zapisać na volkslistę. Ojciec się nie zgodził, to go wcielili do Wehrmachtu.


    Trzy kobiety. Przez całe życie więcej je łączyło, niż dzieliło. Mówią, że wszystkie pochodzą z Bukowiny, choć jedna z nich urodziła się na Dolnym Śląsku, w klasztorze zamienionym na obóz. Kiedy wspominają tamte dni, zwyczajowo mówią: „Grüssau”, zamiast Krzeszów. Czyli tak, jak ich rodzice, kiedy tu z nimi przyjechali jesienią 1940 roku.


    Esesman przyniósł nam dziecko


    Janina Menich, Marta Zjawin i Olga Michalina Guła, zwana Liną. Znają się wszystkie od urodzenia. I tak już chyba zostanie na zawsze, bo i teraz mieszkają w jednej wsi, Pisarzowicach pod Lubaniem. Ale w Krzeszowie, który tak mocno odcisnął się w ich pamięci, bywają rzadko. – Czasami z pielgrzymką się przyjedzie. Ale to tak wiadomo – grupowo: „Szybciutko, raz, raz, tędy proszę! A teraz z powrotem, bo autokar już czeka”. 
Janina wolałaby mieć więcej czasu dla siebie. Może wtedy podreptałaby nieco bliżej murów klasztoru benedyktynek, gdzie jako 5-letnie dziecko spędziła kilka wojennych miesięcy. Najstarsza z ich trójki jest Olga. Kiedy zakwaterowali ją z rodzicami i dziadkami w jednej z cel klasztoru, miała 11 lat. Dobrze pamięta komendanta lub – jak woli mówić – lagerführera Schulza, esesmana, jedynego żołnierza w obozie. 
– Schulz na własnych rękach przyniósł nam do klasztoru Martę – wspomina Olga. Marta była pierwszym dzieckiem, które przyszło na świat w Umsiedlungslager 119 Grüssau, czyli obozie dla przesiedleńców z Bukowiny. Dlatego pamięta już tylko to, co później opowiadała jej mama. – Komendant na moje chrzciny podarował ojcu beczkę piwa – mówi i śmieje się. Ale wtedy nie zawsze było do śmiechu. Kiedy mama Marty była sina z wyczerpania po porodzie, a ojciec nad nią płakał, Schulz powiedział do niego: „Nie płacz, znajdziemy ci nową, lepsza żonę, Niemkę”. Musiały minąć 73 lata, żeby te trzy kobiety jeszcze raz mogły wyjrzeć przez okna, z których oglądały świat jesienią 1940 roku. 


    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół