• facebook
  • rss
  • Najważniejsze są oczy

    Roman Tomczak

    |

    Gość Legnicki 28/2017

    dodane 13.07.2017 00:00

    – W kościele staram się zawsze siadać w ostatniej ławce, bo podczas Eucharystii często łzy cisną mi się do oczu – opowiada pani Daniela. Nie zawsze tak było. Ale odkąd zaczęła malować – zdarza się to coraz częściej.

    Niewielki pokój pełen jest głębokich spojrzeń świętych, soczystych kolorów płaszczy i peleryn, złotego blasku koron i jakiejś pewności, że w tym miejscu mieszka dobro. Pod oknem biurko, na nim zaczęta praca. Obok pędzle, farby i modlitwy wypisane ręcznie na kartkach. Takie, co to codziennie się je czyta, a przeszywają na wylot nigdy nie tak samo. Ikony poustawiane są rzędem na wersalce, komodzie, wiszą na ścianach. Większość ma już swoich właścicieli.

    Nie przejść obojętnie

    – Ludzie bardzo potrzebują ikon – mówi pani Daniela i jest w jej cichym zapewnieniu jakaś siła. – I to nie chodzi o obrazek na ścianę. Jest teraz u ludzi taka przemożna chęć, żeby mieć w domu miejsce, z którego bije świętość. Nawet jak ktoś weźmie ikonę tylko dla obrazka, to przecież jak przechodzi tyle razy dziennie obok niej, to w końcu się pomodli – uważa. Daniela Fabjanowska, dziś mama, babcia, gospodyni domowa na emeryturze, o malowaniu olejami myślała od podstawówki. Ale szans na realizację tych marzeń raczej wtedy nie było. – Nas było w domu siedmioro. Rodziców nie było stać na taką ekstrawagancję – śmieje się pani Daniela. Ale chęć malowania trwała w niej całe życie. Trzy lata temu zmaterializowała się w formie ikony Pantokratora. To był duchowy i artystyczny debiut. Druga była Matka Boża Nieustającej Pomocy, trzecia – Matka Boża Szkaplerzna. Dziś stoją obok siebie, na specjalnym miejscu w salonie.

    Święta Puszcza

    – Jak to się zaczęło? Z naszej parafii odchodził ksiądz. W prezencie od wiernych dostał ikonę. Zakochałam się w świetle bijącym z oczu Maryi. Pomyślałam: „A może ja spróbuję?” – opowiada. Jak tylko zadała sobie to pytanie, już była w drodze na rekolekcje połączone z warsztatami pisania ikon. Trafiła do Świętej Puszczy w Olsztynie k. Częstochowy. – Pierwszy raz dowiedziałam się o dwunastu warstwach i modlitwie do 12 apostołów, pigmentach, mieszaniu wina z żółtkiem, proporcjach, kleju, no i... modlitwie. Nakładając złoto na ikonę, pali się świece. Wtedy bije z niej taki blask, że mam łzy w oczach – przyznaje.

    Sama, ale nie samotna

    Żeby usiąść przy pisaniu ikony, trzeba być czystym wewnętrznie. Ikona nieomodlona nie ma w sobie blasku. A pani Daniela nie zawsze tak się czuła. Pisanie ikon zmieniło ją. – Czasami sama siebie nie poznaję – śmieje się. – Teraz jestem bardziej uczuciowa. Kiedy jestem na Mszy św., staram się zawsze siadać w ostatniej ławce. Kiedy jest mowa o Jezusie cierpiącym, do oczu płyną mi łzy. 15 lat temu zmarł mój mąż. Zostałam sama w domu. Dziś nadal jestem sama, ale nie jestem samotna. Jestem szczęśliwa – zapewnia. Trzy ostatnie lata sprawiły, że nie tylko każdy dzień ma wypełniony, ale także duszę. Codzienny udział w Eucharystii, modlitwa właściwie bez przerwy, bo przecież malowanie ikon to modlitwa najszczersza. A malowaniu poświęca się teraz bardziej niż czemukolwiek innemu. – Czasami nawet nie mogę poczęstować moich synów obiadem, bo zupełnie o nim zapomniałam – mówi, śmiejąc się z rozbrajającą szczerością.

    Popyt na wiarę

    Malowanie – czy raczej pisanie – ikon zawsze przebiega inaczej. Raz trwa parę dni, raz – parę miesięcy. Powodów jest wiele. Jednych świętych maluje się łatwo, innych – bardzo trudno. Anioła niosącego Hostię, prezent dla pierwszokomunijnego dziecka, namalowała w kilka dni. Matkę Bożą Częstochowską – w kilka miesięcy. – Najtrudniejsze są oczy. I najważniejsze. Dlatego od nich zaczynam. Obraz bł. Jerzego Popiełuszki to była męka. Dopiero jak spojrzały na mnie jego oczy, piękne, prawdziwe, dalej wszystko poszło jak z płatka – opowiada wzruszona. Pierwszy obraz zamówiła u niej właścicielka kwiaciarni. Kolejne jej siostra, później znajome siostry, i tak się potoczyło. – Ludzie czczą je w swoich domach, modlą się przed nimi, albo darują komuś bliskiemu, choremu. To piękne – uważa. – Popyt na ikony jest duży. Bo duże jest zapotrzebowanie na wiarę, na świętość.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół