• facebook
  • rss
  • Już dawno jesteśmy górnikami

    Roman Tomczak

    |

    Gość Legnicki 49/2016

    dodane 01.12.2016 00:00

    Barbórka. Teren dzisiejszej diecezji legnickiej to od ponad 800 lat obszar intensywnych działań górniczych. Od średniowiecza gwarkowie i górnicy zmieniali krajobraz tej ziemi i mieli wpływ na los zamieszkujących ją ludzi.

    Pobojowisko, księżycowy krajobraz, inwestycyjna stajnia Augiasza. Brak roślinności na ogromnych obszarach, nierzadko w środku lasu. Setki drewnianych maszyn wyciągowych, szybów, tuneli, wody płynącej bez przerwy korytami na zboczach gór. Wokół tych miejsc powstawały, jak w Klondike, osady górnicze. Znikały, kiedy kończył się kruszec. Zmiany w topografii ziemi, wywołane kilkoma wiekami eksploatacji górniczej na tym terenie, widoczne są do dziś bardzo wyraźnie na zdjęciach satelitarnych. To obraz inny od tego, co dziś zwykliśmy kojarzyć z górnictwem i terenem górniczym. Głębokie na kilometr szyby Zagłębia Miedziowego to górnictwo inne od tego sprzed wieków. Ale jak tamto zmieniające krajobraz i ludzi, którzy tu żyją.

    Złoty diadem i obrona Legnicy

    Ślady starożytnego górnictwa zapisały się bardzo mocno w kraj- obrazie kulturowym tej ziemi. Szereg miejscowości, szczególnie tych o średniowiecznym rodowodzie, była związana z górnictwem. – Pierwszym i być może najważniejszym przez długie lata ośrodkiem eksploatacji minerałów była Złotoryja, pierwsze górnicze miasto w historii Polski. W 1211 r. książę Henryk Brodaty przydzielił przywileje prawa magdeburskiego „gościom ze Złota”, jak nazywano wtedy funkcjonującą już jakiś czas osadę nad Kaczawą – mówi dr Tomasz Stolarczyk z Muzeum Miedzi w Legnicy. – Kopalnie złota w Złotoryi są dobrze udokumentowane w źródłach. W 1973 r. archeologowie z Uniwersytetu Wrocławskiego gruntownie zbadali zachowane stanowiska, natrafiając na pozostałości szybów i płuczek datowanych na XIII wiek. Początki górnictwa na naszym terenie są więc bardzo odległe, ale być może wszystko zaczęło się jeszcze wcześniej – uważa dr Stolarczyk. Chodzi m.in. o słynny złoty diadem z epoki brązu, znaleziony w Sichowie w 1907 roku. Naukowcy sądzą, że mógł być on wykonany z lokalnie pozyskiwanego złota. Na stare dzieje kopalnictwa wskazuje zresztą nie tylko złoto. – Przed kilkoma laty w rejonie Kopacza odkryto skarb ponad 600 srebrnych monet. My mówimy, że było to znalezisko bardzo czułe chronologicznie, bo datowanie dało się określić bardzo ściśle na przełom X i XI w. – tłumaczy naukowiec. W tym samym czasie, kiedy powstały monety, mogła rozpocząć się u nas eksploatacja miedzi. Świadczą o tym znaleziska w rejonie legnickim, kiedy na jednym ze starożytnych cmentarzysk odnaleziono ceramiczne formy odlewnicze z epoki brązu. Największą pracownię metalurgiczną datowaną również na epokę brązu odkryto natomiast w Grzybianach. To odkrycie było nie lada sensacją. – Zakładamy, że złoża miedzi zalegające w pasie Pogórza Kaczawskiego, od mojej rodzinnej Leszczyny, przez Chełmiec, Nowy Kościół, Wilków aż do Radzimowic i Miedzianki, były najstarszymi terenami eksploatacji miedzi w Polsce. Początek eksploatacji w Leszczynie to rok 1389. Ale być może górnictwo jest tu starsze, bo legendy mówią, że górnicy z Leszczyny stawali po stronie księcia Henryka Pobożnego w bitwie z Tatarami pod Legnicą w 1241 r. – informuje dr Stolarczyk. Niestety, do tej pory nikt nie przeprowadził badań izotopowych najstarszych znalezisk z brązu czy miedzi, tak aby określić pochodzenie surowca. Bo – jak zaznacza uczony – metal mógł być równie dobrze sprowadzany do nas z terenów dzisiejszej Austrii czy Słowacji, terenów równie bogatych w rudę. – Mimo to nie można wykluczyć, że początki górnictwa w Polsce to właśnie nasz teren – uważa dr Tomasz Stolarczyk.

    Rodzi się nam górniczy stan

    Największe nasilenie prac związanych z górnictwem w całej Europie to wieki XII i XIII. Najpierw były niemieckie Goslar (922) i Freiberg (1168), Kutná Hora i Igława w Czechach, Bańska Bystrzyca na Słowacji oraz Szczawnica w Polsce – prężnie rozwijające się miasta na skraju eksplorowanych górniczo obszarów. Górnictwo przynosiło ogromne profity, nie tylko właścicielom, ale także mieszkańcom i – co najważniejsze – górnikom. – Ten proces widać bardzo wyraźnie na przykładzie podlegnickich Mikołajowic. Około 1340 r. wyrosła tam ogromna osada górnicza. Jej wygląd prawdopodobnie przypominał sceny z Dzikiego Zachodu i poszukiwaczy legendarnego Eldorado. Wiadomo, że do uzyskiwania złota posługiwano się zaawansowaną jak na tamte czasy technologią. W najcięższych pracach ludziom pomagały urządzenia. – Dzięki złotu z Mikołajowic książęta legniccy mogli bić własną monetę. Pojawił się „górniczy stan”. Gwarkowie otrzymywali specjalne przywileje, w tym ten najbardziej prestiżowy – do noszenia białej broni. Ten boom trwał w Mikołajowicach kilkadziesiąt lat. Potem zniknęli stąd ludzie, a po nich osada. Wprawne oko dostrzeże pozostałości na trójwymiarowych mapach satelitarnych. Podobnie było na całym Dolnym Śląsku, gdzie jedna po drugiej znikały stare kopalnie.

    Górnicy z gór

    W połowie XVI w. wraca zainteresowanie kopaniem kruszców na tym terenie. Wielkie rody, jak Fugerowie w Europie, a u nas Zedlitzowie (Nowy Kościół, Kondratów, Leszczyna) i Schaffgotschowie (m.in. kopalnia cyny w Gierczynie), rozpoczęli poszukiwania kolejnych złóż na przemysłową skalę. Górnicy nie byli już klasą uprzywilejowaną, a zatrudnionymi przez spółki górnicze fachowcami. – Próbowano eksploatować zarówno stare zalane kopalnie, jak i nowe złoża. Ta było np. w Jerzykowie k. Chełmca. Dziś to niewielka miejscowość, zaledwie kilka domów, a w latach 30. XVI w. przedstawiciel rodu Schweinichen założył tam miasto (!) Sankt Georgenberg. Nazwa pochodziła od św. Jerzego i słowa „góra”, które do dziś jest synonimem kopalni. Mamy przecież Goldberg, czyli Złotoryję, Kupferberg, a więc Miedziankę, czy Silberberg – Srebrną Górę. To właśnie na zboczach gór powstawały bowiem pierwsze kopalnie. Polskie słowo „górnik” ma ten sam źródłosłów. Jerzyków był więc miastem z wieloma przywilejami, m.in. warzenia piwa. Podobnie było z Mikołajowicami. Zresztą o przywileje dostarczania górnikom piwa i żywności rywalizowały okoliczne miejscowości, o wiele starsze od osad górniczych. Wiadomo, każdy chciał na górnictwie zarobić – uśmiecha się archeolog. Dziś już prawie nie ma śladu po eksploatacji górniczej w Mikołajowicach czy Jerzykowie. Prawie, bo dawne kopalnie tak mocno ingerowały w środowisko, że blizny po nich udaje się dostrzec nawet dzisiaj. Jak w Złotym Lesie pomiędzy Legnickim Polem i Mikołajowicami, gdzie nadal można natknąć się na średniowieczne zapadliska górnicze. – Ten efektowny krajobraz leśny, dziś cel wędrówek i miejsce lokalizacji ścieżek dydaktycznych, w średniowieczu był jedną zaoraną pustynią. Podobnie jest w Złotoryi, choć tam nie jest to aż tak widoczne. Ale dalej na południe, pomiędzy Sępowem, Nową Ziemią a Jerzmanicami jest las, w którym od średniowiecza, a może i wcześniej, wydobywano złoto. Na mapie LiDAR, używanej przez archeologów, można to miejsce łatwo rozpoznać, bo wygląda jak po bombardowaniu lotniczym. Bo tam był szyb przy szybie. W Leszczynie dochodziły do tego sztolnie, które można rozpoznać po długich zapadliskach. To obrazuje skalę tamtych prac – mówi dr Stolarczyk.

    Ręka w rękę z gwarkami

    Zapadliska były zmorą okolicznych ziemian. Co rusz z folwarków szły skargi szlachciców do władz zwierzchnich o wypłatę rekompensat za utracone pola czy zbiory. W 1625 r. kończy się kolejny etap górnictwa na naszym terenie. Zapoczątkowały je tzw. lustracje terenów górniczych wokół Złotoryi. – W dokumentach lustracyjnych czytamy, że są to już nieczynne kopalnie księcia Henryka XI. Próby ponownego uruchomienia eksploatacji podjął książę Ludwik IV Legnicki, a po nim władcy XVIII-wieczni. Jednak były to przedsięwzięcia krótkotrwałe. Dopiero w XIX w. powstaje większy zakład górniczy z własną hutą w Leszczynie. W latach 30. XX w. Niemcy zakładają tam pierwszą od wielu lat kopalnię. Kolejne inwestycje to rok 1941, kiedy szyb łączy się z upadowymi. Po wojnie Obszar Górniczy „Leszczyna” nazywa się już „Lena” – pierwszy zakład tzw. starego zagłębia miedziowego. „Lenę” i późniejszy „Nowy Kościół” wygaszono pod koniec lat 60. ubiegłego wieku. Od tej pory państwo polskie zaczęło inwestować już tylko w nowe zagłębie, na odkrytych przez dr. Jana Wyżykowskiego pokładach pomiędzy Lubinem a Głogowem – opowiada dr Stolarczyk. Rozwój przemysłu i nowe technologie sprawiły, że po miedź możemy dziś sięgać głębiej. Niestraszny już nam księżycowy krajobraz z okolic Nowej Ziemi. Jednak szkody górnicze nadal spędzają sen z powiek mieszkańcom Polkowic czy Lubina, a kopalniane szyby ciągle determinują krajobraz ogromnego obszaru diecezji legnickiej. To nas ciągle łączy z dawnymi gwarkami, kopaczami spod Złotoryi, Miedzianki i Jerzykowa.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół