• facebook
  • rss
  • Widzimy to w ich oczach

    dodane 10.03.2016 00:00

    O „walce” o spowiedników, wodzie, której nigdy nie zabraknie, oraz turystach, z których rodzą się pielgrzymi, z Grzegorzem Żurkiem, kierownikiem sanktuarium Matki Bożej Łaskawej w Krzeszowie, rozmawia Roman Tomczak.

    Roman Tomczak: Są takie sanktuaria (mam wrażenie, że jest ich większość), gdzie gośćmi są prawie wyłącznie pielgrzymi i osoby, które szukają modlitwy i skupienia. Są też takie, gdzie bardziej od sfery sacrum dla niektórych liczy się ich wartość estetyczna. Krzeszów nie należy ani do jednej, ani do drugiej kategorii. a jednocześnie harmonijnie łączy oba aspekty. Jak to się udało?

    Grzegorz Żurek: Dla nas głównym aspektem działalności sanktuarium jest jego walor duchowy i nigdy nie będzie on na drugim miejscu. Uroczystości kościelne, Msze św., pielgrzymi – te sprawy traktujemy zawsze pierwszoplanowo. Ale żeby być w 100 proc. wiarygodni zarówno dla pielgrzymów, jak i dla turystów, nie możemy być „zbyt elastyczni”. Już wyjaśniam, o co chodzi. Mianowicie, nie może być tak, że przybywa do nas zapisana wcześniej wycieczka, która chce zwiedzać bazylikę, a w tym czasie przyjeżdża grupa niezapowiedzianych pielgrzymów i chce odprawić tu Mszę św. Nie możemy nagle powiedzieć turystom, żeby usunęli się z bazyliki. Wtedy grupa pielgrzymkowa zaczeka na swoją kolej, a turyści będą zwiedzać. Czasami udaje się nam namówić pielgrzymów, żeby przeszli za balaski, czyli w bezpośrednie pobliże ikony Matki Bożej Łaskawej, i tam odprawili Eucharystię. Zazwyczaj są takim rozwiązaniem zachwyceni. A turystów prosimy, aby podczas Mszy św. zachowywali się bardzo cicho.

    Słuchają?

    Zawsze. Tym bardziej, że podczas sezonu turystycznego Msza św. o godz. 12 jest dedykowana wyłącznie pielgrzymom.

    Ile osób odwiedziło bazylikę w ubiegłym sezonie?

    Mogę podać dane łączne, bo czasami nie wiemy, czy ktoś jest pielgrzymem, czy turystą. A przecież zdarza się, że do sanktuarium wchodzi turysta, a wychodzi pielgrzym. I daj Boże jak najwięcej takich przypadków w przyszłości. W każdym razie oceniamy, że rocznie odwiedza nas ok. 120 tys. osób.

    To naprawdę dużo. Czy w okolicy jakiś ośrodek kultu albo centrum cieszy się podobną popularnością?

    Różne miejsca różnymi cyframi się posługują. Czasem wydaje mi się, że niektórzy nie do końca są świadomi, ile to jest sto tysięcy osób. Słyszałem, że Górę św. Anny odwiedza rocznie 400 tys. osób. Byłem tam kilka razy i przez porównanie ruchu turystycznego u nich i u nas mam prawo wątpić w rzetelność niektórych wyliczeń (śmiech).

    Na czym, Twoim zdaniem, polega fenomen Krzeszowa? Zarówno w aspekcie duchowym, jak i turystycznym?

    Słyszę, jak ci, którzy przyjeżdżają się tu modlić, mówią często, że w bazylice słychać ciszę. Że to nie jest tak, jak np. w Częstochowie, gdzie stale jest ruch, harmider, nawał ludzi. Tu z łatwością można znaleźć dla siebie taki moment, kiedy słychać ciszę. Zatrzymać się, znaleźć kąt w zaciszu bazyliki, modlić się i kontemplować. I to widać gołym okiem, że ludzie przyjeżdżają tu jednak głównie z powodów religijnych. Szukają księży do spowiedzi, czasami prawie „walczą” o nich, a ci robią, co mogą, aby sprostać oczekiwaniom wiernych. Także piękno tego miejsca inspiruje ich do przeżyć duchowych. Widzimy to w ich oczach, kiedy wychodzą z bazyliki. Są inne, błyszczące.

    No dobrze, ale bazylika zachwycała od zawsze. Co poza tym zrobiliście, przyciągnąć tu kolejnych pielgrzymów i turystów?

    Ubiegły rok był szczególny, jeśli chodzi o nowe propozycje. Obok zwykłej trasy dla zwiedzających, obejmującej zwyczajowo bazylikę, kościół św. Józefa, kaplicę Marii Magdaleny i Mauzoleum Piastów Śląskich, powstała tzw. trasa rozszerzona. Bogatsza o nie lada atrakcje. To był eksperyment, w który włączyliśmy zwiedzanie poddasza i wieżę bazyliki oraz jej piwnice, a właściwie podziemia pod głównym transeptem. A do tego każdy może już wejść do muzeum w Domu Opata i zwiedzić słynny pawilon na wodzie. Uwierz mi, że tego typu propozycje okazały się naszym hitem turystycznym.

    Wierzę. Sam się dałem namówić na trasę rozszerzoną...

    Właśnie! Zauważyliśmy zwiększoną liczbę osób odwiedzających nas indywidualnie oraz rodzin. Ten proces wyraźnie przybiera na sile. Zwłaszcza w niedzielne popołudnia obserwujemy coraz więcej odwiedzin rodzinnych. Dzięki współpracy z byłym opactwem w czeskim w Broumovie mamy u nas także coraz więcej Czechów. Niemcy i Serbołużyczanie to nasi tradycyjni odwiedzający. Oni w większości jednak przyjeżdżają w grupach zorganizowanych.

    Ten rok będzie, zdaje się, jeszcze atrakcyjniejszy. I to nie tylko turystycznie, ale także duchowo. Zdradź, co przygotowujecie z okazji 1050. rocznicy chrztu Polski.

    Chrzest to dla chrześcijanina w pewien sposób sięganie do źródeł jego wiary i początków naszej państwowości. Chrzest to woda, której tu, w Krzeszowie, zawsze mamy pod dostatkiem dzięki gigantycznemu, geologicznemu rezerwuarowi pod ziemią. Według legendy, to właśnie z niego wybiło źródło w puszczy, które dało początek temu klasztorowi. Nota bene, prawdopodobnie znaleźliśmy tę legendarną studnię. Teraz, po odkopaniu i konserwacji, jest dostępna dla wiernych i zwiedzających! Chcemy, aby dołączyły do niej trzy kolejne źródła: jedno pod podłogą Ciemnicy, drugie w Kaplicy Piłata (stacje Drogi Krzyżowej – red.) i trzecie na placu przed bazyliką. Warto przypomnieć, że źródło w Ciemnicy biło wodą o cudownych właściwościach – podobno przywracało wzrok ociemniałym. Wiemy o tym z zapisków o. Luterottiego, mnicha cysterskiego, który był tu archiwistą, ale i z opowiadań pierwszych powojennych osadników. Jeśli się uda, będzie to kolejna atrakcja dla turystów i nowy powód odwiedzin pielgrzymów.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół