• facebook
  • rss
  • Dmuchany biznes

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 46/2012

    dodane 15.11.2012 00:00

    W Wilkowie pod Złotoryją, tuż powyżej sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej, przycupnął niewielki rodzinny zakład. To tu powstają choinkowe cudeńka.


    To już jedna z niewielu takich wytwórni w Polsce. Kiedyś świąteczne bombki produkowały duże zakłady i spółdzielnie pracy. Ale upadły, kiedy zalała nas fala chińskich produktów. Na szczęście konsumenci doceniają oryginalne produkty małych manufaktur, ot, chociażby tej z Wilkowa.

    Każda z produkowanych w nich bombek ma swój uznany wzór. Osobom z pamięcią absolutną zdecydowanie odradzam wycieczkę do takiego zakładu. Wszystko przez to, że ogromny hałas, zapach farb, prędkość produkcji oraz sprawne ręce przerzucające paczki z gotowymi produktami mogą zabić w nich cudowne skojarzenia z wigilijną atmosferą.

    
Bombka to produkt szklany, który trzeba urobić w wysokiej temperaturze i przy użyciu specjalistycznych przyrządów. Produkcja jednej trwa trzy dni. Kawałki szklanej rurki, podgrzane przez wielkie palniki, stają się rozciągliwe, dlatego można je bez problemu ciąć. Tak powstają fioleczki, które po ponownym podgrzaniu będą rozdmuchane do wielkości konkretnej bombki. I tak z fiolki o średnicy kilkunastu milimetrów powstaną nawet kilkunastocentymetrowe bańki. 


    Podczas zmiany jedna osoba jest w stanie rozdmuchać nawet 800 fiolek! Tak ukształtowane trafiają do malowania. Ale malowanie nie odbywa się na powierzchni zewnętrznej, lecz… od środka. Jak to się robi – niech pozostanie tajemnicą godną rozwiązywania przy wigilijnym stole. Pokolorowane, chociażby na czerwono bądź niebiesko, bombki trafiają do suszarni. A stąd już zaczyna się droga ku piękności.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół