W PRL był ważnym działaczem NZS i członkiem KIK. W wolnej Polsce zajął się publicystyką i sprawami społecznymi. 1 marca przypada 10. rocznica śmierci Tomasza Bedyńskiego.
Jego biogramu nie znajdziemy w Wikipedii ani w jej gdańskim odpowiedniku – Gedanopedii. Bedyński – pamiętany przez krąg przyjaciół i dawnych współpracowników – nie funkcjonuje szerzej w świadomości społecznej mieszkańców Pomorza. To zaskakujące, bo od drugiej połowy lat 70. XX w. do śmierci pozostawał ważnym punktem odniesienia – w PRL dla środowisk opozycyjnych, a w wolnej Polsce dla samorządowców czy działaczy kulturalnych. Pierwsze spotkanie z Bedyńskim, przed Sierpniem '80, wspomina Grzegorz Bierecki, w okresie tzw. karnawału Solidarności współtwórca Niezależnej Federacji Młodzieży Szkolnej: – Po każdej dyskusji na temat literatury na Uniwersytecie Gdańskim Bedyński zapraszał chętnych do swojego domu, gdzie kontynuowaliśmy rozmowy o poezji, historii, filozofii i polityce. To właśnie tam zetknąłem się z pierwszymi bezdebitowymi wydawnictwami, przede wszystkim gazetkami Studenckiego Komitetu Solidarności. Uformowany przez Bedyńskiego zacząłem przenosić zaczerpnięte od niego idee na poziom liceum.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł