Rok po powodzi wolontariusze Caritas wciąż niosą nadzieję
Minął ponad rok od dramatycznej powodzi, która dotknęła wiele miejscowości na Dolnym Śląsku. Dla wielu mieszkańców był to czas strachu, utraty dorobku życia, ale też - jak mówią dziś - moment, w którym odkryli na nowo siłę wspólnoty i sens słowa Caritas. W Białej Dolinie spotkali się wolontariusze, którzy w tamtych dniach nieśli pomoc innym - nie tylko fizycznie, ale i duchowo. To było spotkanie pełne wdzięczności, refleksji i wspólnej modlitwy. Wśród uczestników - przedstawiciele parafialnych zespołów Caritas, samorządowcy, sołtysi i zwykli mieszkańcy, którzy podczas powodzi stali się liderami dobra.
Helena Makowska z Caritas mówi, że to spotkanie było potrzebne, by wolontariusze spojrzeli na swoje działanie z boku i docenili, ile wysiłku ich to kosztowało
- Oni pomagali po godzinach, w soboty, w niedziele, niezależnie od pory dnia. Nie dlatego, że ktoś im kazał, tylko dlatego, że czuli, - tak trzeba. To wypływało z ich dobrego serca - z chęci bycia z ludźmi, którzy w danym momencie byli w potrzebie. To właśnie ci wolontariusze, często działający anonimowo, poświęcali swój czas i siły, żeby innym było choć trochę lżej. Formalnie biuro Caritas działa do 16.00, ale prawda jest taka, że telefony dzwoniły cały czas. Czasem ktoś z biura nie zdążył odebrać, ale mając kontakt do mnie - ludzie dzwonili nawet późnym wieczorem. To były sytuacje wyjątkowe, poza schematem. I właśnie w takich momentach widać było, ile serca i determinacji mają ci, którzy pomagają. Nieraz ktoś dzwonił i mówił wprost: „ja już nie mam siły”. Ale mimo to następnego dnia znów był w terenie, znów działał. Takie sytuacje pokazują, że wolontariat to nie tylko dobre chęci, ale też ogromna odporność psychiczna i umiejętność współpracy w trudnych warunkach- mówi Helena Makowska. - Dla nas, jako Caritas, ten weekend był też momentem spotkania - wymiany doświadczeń, odpoczynku, zatrzymania się. Bo trzeba też zadbać o siebie, żeby móc pomagać dalej. Często przez wiele dni rozmawiałem z kimś, kogo nigdy nie widziałem na oczy. Dopiero teraz, podczas tego spotkania, mogliśmy się wreszcie poznać twarzą w twarz, uścisnąć dłonie, zobaczyć, kto stoi za tymi wszystkimi telefonami i wiadomościami. Teraz nazwiska wreszcie mają twarze. To buduje wspólnotę, której nie da się stworzyć żadnym systemem czy regulaminem - dodaje.
Spotkanie z człowiekiem
Monika Kałużna, sołtys Witkowa, i Anna Krzystek, prezes parafialnego Caritasu, dobrze pamiętają tamte dni. - To nie jest coś, co się po prostu zapomina. Choć mury wyschły, w sercach ludzi ta wilgoć została - mówi pani Anna. Mieszkańcy Witkowa zmagają się z powodziami od lat. Największa przyszła w zeszłym roku, zalewając kilkadziesiąt domów. - Największy problem to rzeka. Brak regulacji sprawia, że każda większa ulewa kończy się dramatem - dodaje sołtys.
W pomoc ruszyła diecezjalna Caritas. Dary, osuszacze, żywność, środki czystości, a przede wszystkim obecność ludzi gotowych słuchać i pomagać - to wszystko sprawiło, że wielu mieszkańców spojrzało na Caritas inaczej. - Wcześniej myśleliśmy, że to organizacja z wielkich miast, że do nas nie dotrze. A tu okazało się, że przyszła, była, pomogła. Teraz ludzie patrzą z większym zaufaniem – przyznaje Monika Kałużna. Po miesiącach kryzysu zrodziło się coś więcej- wspólnota. Wolontariusze z Witkowa nie tylko pomagają w sytuacjach kryzysowych. Organizują kiermasze, „słodkie niedziele”, paczki dla dzieci i seniorów. Włączają w to mieszkańców, którzy pieką ciasta, przynoszą ozdoby, pomagają przy stoiskach.
- To nasza największa akcja- stoisko na dożynkach. Każdy coś dorzuci, a później te pieniądze przeznaczamy na paczki dla dzieci, dla samotnych. To działa, bo ludzie widzą sens - opowiadają panie z Caritasu. Dla nich pomaganie to codzienność. Wiedzą, komu trzeba pomóc, zanim ktokolwiek poprosi. - W małej wsi nikt nie przyjdzie i nie powie, że nie ma pieniędzy. My to widzimy. Czasem ktoś odmówi z pokorą, mówiąc: „inni potrzebują bardziej”. Ale większość przyjmuje pomoc z wdzięcznością - mówią zgodnie.
Spotkanie, które daje siłę
Weekendowe spotkanie w Białej Dolinie było dla wielu z nich czymś więcej niż szkoleniem. To czas zatrzymania i oddechu. - Ja po prostu odpoczęłam od codzienności - przyznaje pani Monika. - A spotkanie z księdzem Przemkiem, z psychologiem, z innymi wolontariuszami dało mi nowe spojrzenie na to, co robimy. To ma sens.
Ks. Marcin Uryga, zastępca dyrektora Caritas Diecezji Legnickiej, tłumaczy, że celem spotkania było podziękowanie i odbudowanie sił duchowych. - To ludzie, którzy dali z siebie wszystko w trudnym czasie. Pomagali innym, często zaniedbując siebie. Dlatego potrzebny był im moment refleksji i wzmocnienia - mówi duchowny. Podczas konferencji psychologicznych uczestnicy uczyli się, jak dbać o własne emocje, jak rozumieć swoje granice i motywacje. - Żeby móc dawać innym, trzeba najpierw mieć siebie - powtarzano podczas wykładów.
W spotkaniu uczestniczyli również wolontariusze z Łomnicy. Radna Violetta Walawska wspomina tamten wrzesień z drżeniem w głosie. - Była to tragedia. Ale pomoc, jaka napłynęła, była ogromna. Caritas dostarczył nie tylko żywność czy chemię, ale też osuszacze, piece, opał. I co najważniejsze - rozmowę, obecność. To podnosiło ludzi na duchu. Dziś współpraca z Caritas trwa nadal. Sołectwo organizuje paczki świąteczne, korzysta z programu żywnościowego, stara się o opał dla seniorów. - To nie tylko pomoc materialna. Dla ludzi starszych największym wsparciem jest świadomość, że ktoś o nich pamięta. Że nie są sami - podkreśla p. Walawska. W jej wsi zalanych zostało ponad sto domów. - Sześćdziesiąt z nich trzeba było wyremontować od podstaw. Wielu mieszkańców to starsi ludzie. Dziś większość już się podniosła, ale niektórzy wciąż czekają na fachowców. Pomagamy im wypełniać wnioski, rozliczać dotacje. Takie małe rzeczy, ale dla nich bezcenne.
Pomoc, która uczy współpracy
Z kolei w Świerzawie współpraca między Caritasem a instytucjami publicznymi stała się wzorem skuteczności. Alicja Pawlus, dyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej, mówi wprost: – Caritas zadziałał błyskawicznie. Gdy my czekaliśmy na decyzje i środki, oni już przywozili wodę, osuszacze, taczki. To była realna pomoc tu i teraz. Jak dodaje, współpraca ta trwa nadal. - My kierujemy osoby potrzebujące, wydajemy zaświadczenia, panie z Caritasu robią paczki i dostarczają żywność. To system, który działa bez słów, zaufaniem. Tak powinno być zawsze. Niektóre parafie dopiero dzięki tej tragedii odkryły potrzebę działania.
W Jeleniej Górze, przy parafii Matki Bożej Królowej Polski, Caritas powstał właśnie po powodzi. -To był impuls. Kiedy zobaczyliśmy, jak wiele osób potrzebuje pomocy, postanowiliśmy działać - mówi Katarzyna Stec. Dziś parafia prowadzi akcje żywnościowe, przygotowuje wyprawki dla dzieci, wspiera samotnych. - To się rozwija powoli, ale stabilnie. Poznajemy coraz więcej rodzin, które potrzebują pomocy. Chcemy, żeby Caritas został z nami na stałe, żeby to był nasz znak rozpoznawczy - dodaje.
„Pomaganie też jest powołaniem”
Spotkanie w Białej Dolinie zakończyła wspólna Msza święta i modlitwa za wszystkich, którzy w minionym roku podali pomocną dłoń. Ks. Marcin Uryga podsumował krótko: -To ludzie, którzy w chwili próby pokazali, że miłość bliźniego to nie teoria. To konkret. Oni są liderami dobra. A my jako Kościół chcemy ich wspierać, żeby się nie wypalili - dodaje.
Dziś, gdy kurz po powodzi dawno opadł, w wielu dolnośląskich wsiach i parafiach tli się coś więcej niż pamięć o tragedii. Tli się nadzieja, że dobro rodzi dobro – nawet z bólu i strat. I że prawdziwa pomoc nigdy się nie kończy.