Na rozpoczęcie Tygodnia Misyjnego do Lubina zaglądnęli misjonarze z Wolontariatu Misyjnego "Salvator".
W parafii pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego w Lubinie tegoroczna Niedziela Misyjna przebiegała pod znakiem wolontariatu misyjnego Salvator, działającego pod egidą zgromadzenia salwatorianów.
Z wiernymi spotkali się świeccy wolontariusze oraz o. Mirosław Stanek SDS, dyrektor wolontariatu misyjnego, którzy opowiedzieli jak wyglądała ich droga do wolontariatu misyjnego, formacja, a także sama praca na misjach. Pierwsza o swojej życiowej przygodzie opowiedziała Julia, która angażuje się w to dzieło od 6 lat.
- Na naszą formację składają się przede wszystkim comiesięczne spotkania w różnych miejscach w Polsce, na przykład w Gdańsku, w Warszawie, w Krakowie czy we Wrocławiu. Raz na trzy miesiące odbywają się też spotkania ogólnopolskie, gdy przyjeżdżają wszyscy wolontariusze z całej Polski, aby wspólnie trwać na modlitwie, uczestniczyć w warsztatach, konferencjach. A wszystko po to, żeby właśnie jak najlepiej przygotować się do wakacyjnej posługi. Wyjeżdżamy w bardzo różne miejsca na całym świecie. W Europie, na przykład w Rumunii, Albanii czy w Gruzji, głównym zadaniem wolontariuszy jest prowadzenie półkolonii dla miejscowych dzieci i młodzieży z elementami ewangelizacji czy praca z osobami z niepełnosprawnością. Ale oczywiście jeździmy też na inne kontynenty, gdzie praca jest już bardzo różnorodna. Moje doświadczenie misyjne to m.in. miesięczna posługa w Albanii. To kraj muzułmański, więc możemy powiedzieć, że jest to takie idealne miejsce na prowadzenie zajęć dla dzieci. Natomiast przez kolejne trzy lata jeździłam na Węgry. Można zapytać po co? Po co jeździć do kraju, który jest tak blisko, który choćby pod względem gospodarczym jest tak podobny do Polski i czy w ogóle misję tak blisko domu możemy nazwać misją? Ale to właśnie na Węgrzech młodzież powiedziała, że jesteśmy pierwszymi młodymi ludźmi, z którymi oni mogą w takiej szczerości i otwartości porozmawiać o Panu Bogu, o swojej wierze, ale też o tym, co często przeżywają w związku z tym, że są osobami wierzącymi, bo w szkole rówieśnicy ich często wyśmiewają. To właśnie na Węgrzech po jednej Mszy św. podszedł do nas jeden pan i powiedział, że on już co prawda w naszych zajęciach uczestniczyć nie może z racji wieku, ale że dla niego wystarczającym świadectwem jest nasza obecność i modlitwa z parafianami na codziennej Eucharystii. Mówił, że to właśnie nasza obecność daje mu motywację do działania tam na miejscu, przy parafii. W wolontariacie wierzymy, że nie jest to do końca istotne, jak daleko i na jak długo na taką posługę pojedziemy, bo mocno żyjemy słowami błogosławionego ojca Jordana, założyciela salwatorianów: "Dopóki żyje na świecie choćby jeden tylko człowiek, który nie zna i nie kocha Jezusa Chrystusa, Zbawiciela Świata, nie wolno ci spocząć" - mówiła Julia.
Wolontariusze misyjni z Salvatora w ostatnich latach podjęli się misji m.in. w Albanii, Białorusi, Gruzji, Kazachstanie, Rosji, Tanzanii, Rumunii, Ukrainie.
- Pomagamy np. w domach dla niepełnosprawnych, które są na przykład w Ziemi Świętej. Tam siostry salwatorianki prowadzą dom dla niepełnosprawnych fizycznie albo psychicznie arabskich kobiet. Nasze wolontariuszki pomagają codziennie w pracy związanej z opieką nad tymi ludźmi. Na Filipinach czy w Afryce nasi wolontariusze pomagają misjonarzom tam na miejscu prowadzić szkoły, organizować edukację. Bo misjonarz nie da rady zrobić wszystkiego. Jeden z naszych księży, ksiądz Artur, postanowił wybudować szkołę w slumsach Manili. Oczywiście nie ma szans wybudować szkoły takiej, jak w naszych realiach. Kupił więc kilka kontenerów blaszanych, wyciął w nich drzwi, okna i tak powstały małe szkółki, do których mogą przyjeżdżać wolontariusze z Polski, z Niemiec, z Austrii, wolontariusze salwatoriańscy i prowadzić tam zajęcia - opowiadał o. Mirosław Stanek SDS, dyrektor wolontariatu misyjnego.
Wolontariusze opowiedzieli też o procesie beatyfikacyjnym Heleny Kmieć, zamordowanej w Boliwii wolontariuszce Salvatora. W kościele stanęła też specjalna wystawa poświęcona Helenie Kmieć.