Nowy numer 4/2023 Archiwum

400 lat patrzy w duszę

Eucharystia, nabożeństwo światła, Teatr Ognia, koncert, procesja maryjna − to wydarzenia, które odbędą się wkrótce w Krzeszowie. Wszystko po to, by uczcić królującą tam Matkę Bożą Łaskawą.

W niedzielę 18 grudnia w krzeszowskim Domu Łaski Maryi będziemy mogli uczcić 400. rocznicę odnalezienia ikony Matki Bożej Łaskawej. Warto tam pojechać.

Święto światła

Od kilkunastu lat w krzeszowskim diecezjalnym sanktuarium Matki Bożej Łaskawej tuż przed świętami Bożego Narodzenia odbywa się Święto Światła. Nie jest to święto kościelne, jednak podobnie jak rokrocznie świętujemy urodziny, tak w Krzeszowie celebrowane są ponowne narodziny tutejszej ikony.

Wydarzenie z 18 grudnia 1622 roku, jak się później okazało, miało epokowe znaczenie dla opactwa. Żeby to zrozumieć, trzeba wyobrazić sobie obecny Krzeszów bez ogromnej barokowej bryły bazyliki mniejszej. Po pierwsze, urealnia się opowieść, ponieważ w miejscu, w którym dzisiaj znajduje się bazylika pw. Wniebowzięcia NMP, stał wówczas kościół pw. św. Jana Chrzciciela. Budowlę wzniesiono w stylu gotyckim, ze strzelistą wieżą i wąskimi, podłużnymi oknami. Zapewne wnętrze było o wiele skromniejsze, bez olbrzymich malowideł, wielkich kolorowych obrazów w ołtarzach bocznych i mnóstwa figur świętych spozierających z każdego zakątka. Świątynia służyła przede wszystkim licznym mnichom cysterskim mieszkającym w opactwie. Nie pielgrzymowano tam w taki sposób, jak rozumiemy to współcześnie. Grudniowy dzień roku pańskiego 1622 zmienił jednak prawie wszystko.

Patrząca w oczy

Jak głoszą zapisy kronikarskie, podczas remontu zakrystii kościoła pw. św. Jana Chrzciciela natrafiono na znajdującą się pod posadzką skrzynię. W kronikach opactwa czytamy: „Dnia 18 grudnia 1622 r. zimne podmuchy wiatru próbowały przedostać się przez nieszczelne okna zakrystii. Na kamiennej posadzce klęczał młody mnich Matthäus. Pomimo modlitewnej pozycji właśnie realizował drugą część dewizy zakonu – ora et labora. Mnich przez długie godziny żmudnie naprawiał stare płyty posadzki. Mroki rozświetlał tylko niewielki kaganek, który zakonnik postawił obok siebie, gdy zabudowania klasztorne zaczęła wypełniać spiżowa melodia dzwonu, zwołującego cystersów na wieczorną kompletę. Matthäus wstał i obrócił się w stronę drzwi wejściowych wykonanych z matowego, czarnego drewna. W tym momencie zastygł w przerażeniu. Nie miał wątpliwości, że widzi smugę światła padającą na pękniętą posadzkę. Budził w nim trwogę fakt, że smuga nie miała naturalnego źródła. Padł na kolana, unosząc kamienną płytę. Pod nią grube grudy ziemi oblepiały zmurszałą, dębową skrzynię. Niezwykła światłość zgasła, a wieczorną pomrokę znów rozświetlał tylko kaganek. Zaniepokojony nieobecnością mnicha na komplecie opat Adam przekroczył próg zakrystii. Gdy jego wzrok przyzwyczaił się do mroku, dostrzegł na środku pomieszczenia zakapturzoną postać. Matthäus trzymał w dłoniach bizantyjską ikonę. Oczy Bogurodzicy wpatrzone były w najgłębsze zakamarki jego duszy. Hodegetria – ta, która wskazuje. Ta, która prowadzi. Jej dłoń wskazywała na serce i na Chrystusa – dwa bijące źródła łaski”.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy