Nowy numer 4/2023 Archiwum

Wieści od samego chana

Niepostrzeżenie minęła rocznica bohaterskiej wyprawy mnichów aż do serca „imperium zła”, czyli do Mongolii.

Kiedy 9 kwietnia 1241 r. sługa Boży książę Henryk II Pobożny ginął na Dobrym Polu pod Legnicą od śmiertelnych ciosów Tatarów, jak mawiano o ludach mongolskich, Europa ciągle niewiele wiedziała o tych strasznych przybyszach ze stepów. Budzący trwogę wojownicy, „psy Tartaru”, byli ludem z odległych od Europy stepów Mongolii. Trzeba było takich tragedii, jak ta pod Legnicą, aby Europejczycy zapragnęli poznać i zrozumieć tę dziwną nienawiść napędzającą Tatarów.

Chrześcijańska Europa z jednej strony przeżywała wówczas okres rozkwitu uniwersytetów, a z drugiej – definitywnie traciła Ziemię Świętą na rzecz muzułmanów. Tymczasem z Azji przyszło jeszcze gorsze zagrożenie w postaci niezwykle zręcznych, wytrzymałych i szybkich wojowników na koniach. Mongołowie byli absolutną nowością dla Europejczyków. Przewyższali ich mobilnością, ich model społeczny w żaden sposób nie przystawał do modelu chrześcijańskiego, wierzyli w licznych bogów, a jednocześnie to ich przywódca miał niejako status boski. Byli okrutni i bezwzględni, a jednocześnie potrafili być niezwykle honorowi. Atakując Europę, pragnęli pokonać papieża, który – według ich rozeznania – był realnym przywódcą chrześcijańskiego świata. I to ten „władca” Innocenty IV postanowił dowiedzieć się, kim są Mongołowie. Dlatego sfinansował wielką wyprawę mającą udać się do wielkiego chana.

O wyruszenie zostali poproszeni franciszkanie Jan z Pian del Carpine i Benedykt Polak. Ten drugi znał ponoć języki ludów Wschodu. Dołączyli do nich tajemniczy dla nas mnisi br. Czesław i br. C. de Bridia. Dwaj pierwsi wyruszyli już 16 kwietnia 1245 r., a więc prawie równo 4 lata po tragedii pod Legnicą, na wielką wyprawę do Mongolii. Rozpoczęła się ona w Lyonie i tam też zakończyła się 18 listopada 1247 roku.

W tym czasie zakonnicy zdołali przejechać szlak przez Śląsk do Kijowa. Po przekroczeniu Dniepru natknęli się na pierwszych Tatarów. Jako legaci papiescy, a Mongołowie uważali papieża za „cesarza chrześcijan”, otrzymali pomoc i eskortę do Batu-chana, władcy Złotej Ordy. W dalszą drogę mogli ruszyć tylko Jan z Pian del Carpine i Benedykt Polak. Udało im się dostać do Karakorum (pokonali 5 tys. km), do letniej siedziby władcy Mongołów. Spędzili tam 4 miesiące, po czym wrócili do Lyonu. Łącznie przebyli prawie 18 tys. km.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy