Nowy numer 39/2022 Archiwum

Oni tutaj są

Niełatwa rocznica stała się okazją do pięknych wspomnień.

We wtorek 9 sierpnia minęła 31. rocznica męczeńskiej śmierci błogosławionych Zbigniewa Strzałkowskiego i Michała Tomaszka. Błogosławieni franciszkanie są szczególnie bliscy mieszkańcom Pieńska, z których wielu pamięta jeszcze uśmiechniętego franciszkanina na rowerze, do którego lgnęli zwłaszcza najmłodsi.

– Jestem wychowanką bł. Michała Tomaszka, uczył mnie religii. Był również związany z moją rodziną, dlatego traktowałam go jak starszego brata. Było wiele wspólnych spotkań, spontanicznych wyjazdów. Gdy wyruszył na misje, postanowiłam codziennie chodzić na Eucharystię w jego intencji – opowiada s. Longina, salezjanka.

– Pokora, cierpliwość, gitara i dobry humor – wspomina Agnieszka Białaszczyk, którą franciszkanin uczył gry na instrumencie. – Byliśmy z nim na festiwalu piosenki religijnej w Łodzi. Tam cierpliwość do nas była mu bardzo potrzebna – dodaje ze śmiechem.

Błogosławiony Michał w Pieńsku posługiwał od czerwca 1987 do lipca 1989 roku. Po jego wyjeździe z miasteczka pani Agnieszce udało się go jeszcze przypadkowo spotkać. – Jechaliśmy z mamą i bratem do mojego taty do Bułgarii. Na schodach ruchomych dworca w Katowicach zauważyłam znajomą twarz. To był on! Miał wtedy szczepienia na choroby tropikalne przed wylotem do Peru – wspomina ostatnie spotkanie, zakończone wizytą w cukierni.

Michał miał wrócić. – Misjonarze co trzy miesiące przyjeżdżali na urlop. Zaczęliśmy w gronie znajomych spotykać się i zastanawiać, co mu przygotujemy – s. Longina wspomina nigdy niezrealizowane plany.

Dziś miejsce, w którym zabity przez terrorystów franciszkanin uczył religii i spotykał się z młodzieżą, nazywane jest przez jego wychowanków Michałówką. – Mamy tutaj oratorium, odbywają się spotkania dla młodzieży, oaza, a w sezonie zimowym posługujemy zagubionym ludziom – opowiada pani Agnieszka. – Ojciec Michał był opiekunem ministrantów. Graliśmy w ping-ponga, były wycieczki, modlitwa. Prowadził nas przez dwa lata. Był bardzo łagodny, troskliwy. Nieustannie się do niego zwracamy, opiekuje się naszą wspólnotą. Jego obecność jest cały czas wyczuwalna – dodaje jej mąż Marek. Małżonkowie współtworzą dziś grupę „Wypłyń na głębię”. – To wspólnota rodzin muzykujących. Każdy, kto do niej należy, posługuje w naszej diakonii muzycznej – opowiada pan Marek.

Diakonia zapewniła oprawę sierpniowego spotkania w parafii pw. św. Franciszka w Pieńsku. Po modlitwie Krucjaty Różańcowej „W obronie przed terroryzmem” odbyła się Eucharystia pod przewodnictwem o. Ignacego Tomaszewskiego OFM Conv, a po niej przyszedł czas na wspomnienia. Adoracja Najświętszego Sakramentu, pieśni i wyświetlane zdjęcia, na których parafianie mogli znaleźć samych siebie. – Mój mąż był starszym ministrantem, Michał odwiedzał nasz dom. Kiedy usłyszałam, że będzie coś o naszych męczennikach, od razu postanowiłam, że przybędę! – opowiada pani Teresa. – Byłam z nim na pielgrzymce Teresin–Niepokalanów–Licheń. Kiedy sprawował Mszę św., przez witraże przebiło się piękne słońce. Powiedziałam do koleżanki: „Popatrz, on wygląda jak święty!” – opowiada Danuta Kajzerek. – Prowadził mojego syna do I Komunii Świętej. Przyjeżdżał rowerem na naszą ulicę, grał w badmintona z chłopakami, mieliśmy wiele wspólnych wspomnień, nawet ze świniobicia – śmieje się pani Teresa, wspominając nieplanowany przyjazd rowerem o 22.00.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy