Nowy numer 49/2022 Archiwum

Pewnie spacerują razem w niebie

Ta niezwykła historia sięga poza granice naszego kraju. Krzysztof Jasiński opowiada o swoim dziadku, przyjacielu św. Maksymiliana Marii Kolbego.

– Dziadek miał swoją ulubioną trasę do Głuszycy. Szedł ślepym torem. Tam bardzo rzadko cokolwiek jechało. Maszynista znał Antoniego. Zatrąbił, Antoni szedł bokiem, ale – według relacji maszynisty – w pewnym momencie zobaczył, jakby coś rzuciło Antoniego prosto pod jego lokomotywę. Po wypadku zabroniono nam oglądać dziadka, nawet otwierać trumnę – wspomina wnuk.

– Po jego śmierci ubecja posprzątała mieszkanie do zera. Nasza babcia była zastraszana, bała się nawet powiedzieć, co stało się z jego rzeczami – wspomina. Po latach jednak okazało się, że jeden ze „skarbów” wciąż pozostawał na swoim miejscu. Opowiada o nim Stanisława Błaszczyk, 89-letnia córka Antoniego i ciocia pana Krzysztofa.

– Pewnego dnia, gdy odwiedziłam siostrę, na ziemię spadła i rozbiła się waza, w której trzymała ona różne papiery rodziców – opowiada pani Stanisława. Jej oczom ukazał się wtedy niezwykły dyplomik… z podpisem św. Maksymiliana! – Od dziecka byliśmy wychowywani w duchu, że Bóg i Kościół są najważniejsze. Ojciec miał nadzieję, że kiedy dorosnę, wstąpię do zakonu. Kiedy miałam pięć, może sześć lat, zapisał mnie do Milicji Niepokalanej. Podpis Maksymiliana jest dla mnie jak relikwia – wspomina starsza pani.

– Dziadek i św. Maksymilian byli niezwykle podobni do siebie, tak samo „szaleni” – uśmiecha się pan Krzysztof. – Pewnie obaj spacerują teraz w niebie.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy