Nowy numer 39/2022 Archiwum

Pod okiem rzymskiego żołnierza

Po trzech latach starań miasto w sercu Zagłębia Miedziowego w końcu cieszy się swoim oficjalnym orędownikiem w niebie.

W poniedziałek 4 lipca odbyły się główne uroczystości ogłoszenia św. Sebastiana patronem Pol- kowic. Pierwszy punkt wydarzenia miał miejsce w najstarszym miejscu miasta związanym z kultem świętego żołnierza. Jest nim świątynia pw. św. Michała Archanioła, najstarszy kościół w mieście. Tam to polkowiczanie w 1680 r. obiecali św. Sebastianowi kult i wdzięczność, jeżeli ocali ich od niszczącej miasto dżumy. Gdy ta minęła niespodziewanie szybko, w kościele stanął ołtarz poświęcony obecnemu patronowi miasta. To tutaj też znajdują się relikwie rzymskiego żołnierza.

W świątyni odbyło się oficjalne ogłoszenie nadania patronatu Polkowicom. Stało się to w chwili, kiedy ks. Józef Lisowski, kanclerz Legnickiej Kurii Biskupiej, odczytał po łacinie w obecności m.in. biskupa seniora Stefana Cichego oraz Łukasza Puźnieckiego, burmistrza miasta, dekret Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów o zgodzie na nadanie tego tytułu miastu.

Świątynia pw. św. Michała Archanioła ma tylko dwa boczne ołtarze. Jednym z nich jest właśnie ten poświęcony św. Sebastianowi. Dodatkowo ocaleni od dżumy mieszkańcy miasta ufundowali obraz, który miał upamiętniać cudowne, jak uważali, ocalenie ich miasta przed zarazą czarnej śmierci. Obraz nosi tytuł „Dżuma w Polkowicach”. Obecnie znajduje się on w jednej z krakowskich pracowni konserwatorskich. Ma prostą formę. W górnej części widzimy Jezusa Zwycięskiego, królującego nad ziemią, po Jego obu bokach zaś znajdują się różne postacie, wśród nich św. Sebastian. Poniżej Jezusa widzimy anioła, który trzyma w jednej dłoni ludzką czaszkę, a w drugiej płomień, symbol kary wymierzonej ludzkości – za taką karę uważano dżumę.

Najciekawszym elementem obrazu jest jednak jego dolna część. Widzimy w niej panoramę Polkowic z wiatrakami, kościołem i budynkami – najprawdopodobniej jedną z najstarszych – a także modlących się rajców pod przewodnictwem ówczesnego burmistrza tego miasteczka. W dalszej perspektywie znajdują się zaś rozbite namioty. Dlaczego? Otóż, jak mówi Kaja Głazik, krakowski konserwator sztuki, wszyscy zdrowi mieszkańcy miasta zostali wówczas zmuszeni do opuszczenia miasta. W grodzie pozostali jedynie chorzy na dżumę. To odseparowanie, ta – jak byśmy powiedzieli dzisiejszym językiem – kwarantanna trwała 40 dni. W tym czasie mieszkańcom były dostarczane medykamenty i pożywienie z odległego Głogowa. Tak o tej niecodziennej, jak na ówczesne czasy, kwarantannie pisał w swojej pracy magisterskiej ks. Łukasz Langenfeld: „Hrabia Herberstein, gubernator prowincji w Głogowie, celem zmniejszenia skutków epidemii, nakazał większości zdrowych polkowiczan opuścić miasto i zamieszkać w szałasach zbudowanych na polach w okolicy Suchej Górnej (Ober-Zauche), gdzie otrzymywali leki uodparniające. Każda osoba, która miała styczność z chorymi na dżumę, obowiązkowo musiała zamknąć się w swoim domu na czas czterdziestodniowej kwarantanny. Garncarska i Lubińska brama miasta zostały szczelnie zamknięte do odwołania. Jedynie brama Głogowska, pilnowana przez straż miejską, dawała możliwość wejścia do miasta lekarzom, dostarczenia mieszkańcom leków oraz żywności. W ten sposób Polkowice odizolowano wówczas od świata”.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy