Nowy numer 32/2022 Archiwum

Początkiem jest głoszenie Słowa

Biskup Andrzej Siemieniewski mówi o pierwszym roku posługi w Kościele legnickim.

Jędrzej Rams: Czy dużo zmieniło się w ciągu ostatniego roku w życiu Księdza Biskupa?

Bp Andrzej Siemieniewski: Zmiana posługi biskupa pomocniczego na posługę biskupa diecezji to zmiana liczby spotkań, tempa życia, ale przede wszystkim wezwanie przez Pana Boga do innego myślenia. Myślenia o Kościele na ziemi legnickiej, o tutejszych wiernych, zgromadzeniach zakonnych, rodzinach. To Kościół aktywny i poszukujący łaski Bożej. Jest to zmiana, która przypomina przełożenie zwrotnicy na torowisku, kiedy tramwaj zaczyna jechać inną trasą niż do tej pory.

Ksiądz Biskup, przychodząc do naszej diecezji, stał się członkiem naszej wspólnoty.

Tak jest, ponieważ każdy duchowny należy do jakiejś diecezji bądź zakonu czy zgromadzenia zakonnego. I ja od 29 czerwca zeszłego roku jestem członkiem diecezji legnickiej. Przypomina to przystąpienie do nowej rodziny, która wiąże się z poznawaniem jej zwyczajów, członków, historii, tradycji.

Czy był czas, który można nazwać miesiącem miodowym? Na pewno wiele spotkań odbywało się po raz pierwszy, a to wiąże się z sympatyczną i miłą atmosferą.

Wszelkiego rodzaju radości, problemów, błogosławieństw i wyzwań było sporo już od pierwszego dnia, a nawet od pierwszej godziny urzędowania. To akurat się nie zmienia. Ale to prawda, że trwa poznawanie życia diecezji. Są oczywiście wzniosłe elementy, ale i są trudności wynikające ze słabości ludzkiej. Nie dzieliłbym więc tego minionego roku na miesiąc miodowy i czas już po nim, ale powiedziałbym, że jest życie realne, pełne wielu łask Bożych, ale i wyzwań. Po ostatnim spotkaniu Episkopatu Polski w Zakopanem mocno podkreślano konkluzję, że bardzo mocno osłabł przekaz wiary w polskich rodzinach. Przekazywanie wiary jest o wiele słabsze niż było to w poprzednich pokoleniach. Na taką konkluzję można zareagować na dwa sposoby. Pierwszym będzie bezradne rozłożenie rąk i powiedzenie, że najmocniejsza metoda przekazywania wiary osłabła, a więc przyjmijmy do wiadomości, że teraz już będzie tylko gorzej z powszechną wiarą. Ale można też zareagować w inny sposób. Można przypomnieć sobie Dzieje Apostolskie, kiedy to pierwsi chrześcijanie nie mieli okazji i możliwości być wychowywanymi w rodzinach chrześcijańskich. Przekazywanie wiary odbywało się przez świadectwo tych, którzy doświadczyli ukrzyżowana i zmartwychwstania Jezusa. Jednym słowem, przyszłych chrześcijan poruszała kerygmatyczna ewangelizacja. Ona potem znajduje kontynuację w przekazywaniu z pokolenia na pokolenia, ale początkiem jest głoszenie Słowa. W tym sensie Kościół jest domem Słowa. Tu brzmi Słowo i ono powinno brzmieć klarownie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama