Nowy numer 3/2021 Archiwum

Lekarstwo mamy we krwi

– Chłopie, przechorujesz, daj Boże, to idź oddać osocze – pomyślał Dawid, i tak zrobił. Jego dar ratuje chorych zarażonych koronawirusem będących w ciężkim stanie.

Liczba nowych zakażeń koronawirusem w naszym kraju nadal nie spada. W przestrzeni medialnej pojawiają się co rusz to nowe informacje o poszukiwaniach szczepionki, ale niestety niewiele z nich podkreśla, że już teraz dysponujemy ogromną bazą osób, które mogą pomóc ratować ciężko chorych pacjentów.

Każda osoba, która przeszła zakażenie, a zostało to potwierdzone badaniami PCR, może zgłosić się do Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa we Wrocławiu, Legnicy bądź Jeleniej Górze, by oddać osocze swojej krwi. Ten dar może uratować komuś życie. Oddawanie osocza trwa około 30 minut. Zawiera ono przeciwciała, które wspomagają leczenie chorych na COVID-19. Mają za zadanie eliminację koronawirusa z organizmu zakażonej osoby.

Jedyna pozytywna myśl

Sytuacja jest o tyle dramatyczna, że nie istnieją żadne zapasy tego typu osocza, a jest ono niezbędne, by ratować życie i zdrowie chorych. Ciągle też dawców jest zbyt mało w stosunku do zapotrzebowania.

Powoli idea oddawania osocza dociera do ozdrowieńców i często są to ludzie, którzy są już honorowymi dawcami krwi. – Krew zacząłem oddawać po 18. urodzinach, czyli dwa lata temu. Gdy się dowiedziałem, że jestem zakażony, to pierwsze, co mi przyszło do głowy, to: „chłopie, przechorujesz, daj Boże, to idź oddać osocze”. To była chyba jedyna pozytywna myśl związana z COVID-19. Wahań nie było żadnych. Dostałem drugi negatywny wynik i dzwoniłem do Centrum Krwiodawstwa w Katowicach – mówi Dawid Juraszek.

– Myślałem, że to jednorazowa akcja, a pani doktor powiedziała mi, że osocze z przeciwciałami można oddać nawet pięć razy, jeśli wyniki są dobre, a z jednej donacji osocza, która wynosi ok. 600 ml, korzystają trzy osoby w ciężkim stanie. Byłem pod ogromnym wrażeniem. Kiedy oddaję osocze, czy nawet krew, mówię o tym, szczególnie w rozmowach ze znajomymi, bo mało osób w ogóle wie o takiej możliwości, nawet wśród ozdrowieńców. Poza tym to, że możesz zrobić coś więcej, niż tylko przechorować, że możesz dać coś osobie, która sama może nie dać rady wyzdrowieć, to właśnie ta świadomość pobudza do działania – mówi Dawid.

Są jednak też i tacy, jak chociażby Paweł Łyżwa, którzy do tej pory nigdy nie oddawali krwi. – Oddawałem pierwszy raz w życiu. Uznałem, że nic mnie to nie kosztuje, a mogę pomóc innym. O ile wiem, takie osocze jest potrzebne jako, powiedzmy to, lek. Czy oddawanie boli? Jest to pewien dyskomfort, ale moim zdaniem nie ma się czego bać. Jeśli ktoś nie mdleje przy pobieraniu krwi, to polecam – tłumaczy mężczyzna.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama