Nowy numer 47/2020 Archiwum

Wiosenny poranek i wełniany welon

Posługiwały w różnych miejscach, zawsze blisko ludzi. W Szklarskiej Porębie boromeuszki prowadzą dom dla osób, które chcą wypocząć i cenią kontakt z Bogiem w spokoju i ciszy.

Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia Świętego Karola Boromeusza (boromeuszki trzebnickie) prowadzi w Szklarskiej Porębie Dom Wypoczynkowy „Marta”. S. Bernarda Janusiewicz, przełożona domu, tłumaczy pewną zależność. – Św. Karol Boromeusz jest patronem naszego zgromadzenia, a nie jego założycielem. Tym był świecki człowiek, młody francuski adwokat Joseph Chauvenel, który poruszony dramatyczną sytuacją po wojnie 30-letniej pomagał swoim rodakom – tłumaczy zakonnica. – Zgromadził on wokół siebie pobożne dziewczyny, które wspierały go w opiece nad chorymi. W końcu sam zaraził się dżumą i zmarł. Wszystko powierzył w testamencie ojcu, który urzeczywistnił jego plany. Wkrótce powstała wspólnota zakonna. Jako że jej nazwa była dość długa (Wspólnota Sióstr Miłosierdzia Służebnic Świętej Rodziny) a nad wejściem stała figura niedawno kanonizowanego św. Karola Boromusza, dziewczęta nazywano „siostrami św. Karola” – mówi s. Bernarda.

W domu w Szklarskiej Porębie posługują trzy siostry. – Na wzór Świętej Rodziny – śmieje się s. Bernarda. – Przed przyjazdem do Szklarskiej Poręby posługiwałam w różnych miejscach, w tym przez 18 lat w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym w Gliwicach – tłumaczy s. Fidela Rumowska. – Mieliśmy wielką pralnię. Lubiłam tę pracę, spełniałam się tam. Cieszyło mnie to, że mogę składać ubranie, a później starsza pani znów ubierze je czyściutkie. Tutaj też się spełniam. Kiedy żegnamy gości, ogromną radość sprawia mi przygotowanie nowej pościeli na przyjazd kolejnych – dodaje z uśmiechem.

Dlaczego siostry wstąpiły do klasztoru? – Przyprowadziły mnie tu sen i wyrostek robaczkowy – śmieje się s. Bernarda. – Będąc w liceum, trafiłam na oddział chirurgiczny, gdzie po raz pierwszy spotkałam boromeuszki. Pewnej nocy miałam sen – wspomina zakonnica. – Była wojna. Szkoła i internat zostały otoczone przez wojska. Wyjść mogły jedynie siostry. Poprosiłam jedną z nich, bym mogła przebrać się w ich habit. Po otworzeniu drzwi, zamiast wojny, ujrzałam wiosenny poranek, krople rosy na trawie. Obudziłam się szczęśliwa – wspomina siostra, której sen zmienił spojrzenie na świat i doprowadził ostatecznie do podjęcia życiowej decyzji.

– Powołanie wymodliła mi mama. Już kiedy chodziłam do liceum, chowała mi listy od chłopaków – śmieje się s. Aniela Zimniak. – Miała z tego powodu wyrzuty sumienia, ale pewnego dnia, gdy odprowadzała mnie na autobus, zobaczyła moje szczęście i kamień spadł jej z serca – uśmiecha się s. Aniela, która doczekała się już złotego jubileuszu ślubów zakonnych. W trakcie swojej posługi siostra przez 12 lat pracowała w rezydencji ówczesnego ordynariusza diecezji legnickiej bp. Rybaka. – On był dla nas jak ojciec. Człowiek niezwykle skromny, wdzięczny za wszystko. Codziennie przychodził podziękować za przygotowany posiłek – wspomina z sentymentem s. Aniela.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama