GN 42/2020 Archiwum

Instrumenty. Nie karabiny

Świecki misjonarz z Lubina z gitarą w ręce daje nadzieję afrykańskiej młodzieży. − Czym byłby świat, gdybyśmy tylko jedli i pili, a nie mielibyśmy w sobie kultury? – pyta retorycznie.

Miasto Bouar, miejsce, które nie jest szerzej znane, leży na zachodzie Republiki Środkowoafrykańskiej. Tę nazwę warto zapamiętać, bo dzieje się tam wiele dobrego dla tego dużego afrykańskiego państwa, a udział w tym ma mieszkaniec dolnośląskiego Lubina – Krzysztof Gumienny.

Trzy sprawy

Ten muzyk i nauczyciel niedługo, bo już na początku października, wróci do Bouar, by znowu na kilka miesięcy zostać tam nauczycielem w pierwszej w tym kraju szkole muzycznej.

Niestety, Republika Środkowoafrykańska od dekady nie może zaznać spokoju. Sytuacja jest tam ciągle niepewna, z powodu zapoczątkowanej w 2013 roku polityczno-zbrojnej rebelii. Rebelianci obalili urzędującego wówczas prezydenta i wynieśli do władzy nowego, ten jednak bardzo szybko utracił kontrolę nad zbrojnymi grupami, które dały mu władzę. Bezsilność władz państwowych i powszechne bezprawie doprowadziły do uznania przez ONZ w sierpniu 2013 roku Republiki Środkowoafrykańskiej za państwo upadłe. Od tamtego czasu trwają starcia zbrojnych grup między sobą i między siłami rządowymi. Uznaje się, że w RŚA nawet 65 proc. dzieci jest zmuszanych do pracy fizycznej albo wcielanych do zbrojnych grup. Jeżeli istnieje gdzieś stabilne szkolnictwo, to najczęściej dzięki działalności Kościoła i misjonarzy. Do jednej z takich szkół trafił nasz bohater. − Od dzieciństwa bardzo lubiłem podróżować. Jako młody muzyk jeździłem z teatrem Ocelot po Europie, a nawet do Dubaju i Turcji. Ta żyłka podróżnicza ciągle się rozwijała. Aż do czasu, gdy niedawno przekroczyłem próg 30 lat życia i pomyślałem, że czas na ustatkowanie się, może znalezienie partnerki życiowej, zaplanowanie stabilniejszego życia. Cóż, od tych rozważań minęły dwa tygodnie i trafiłem w internecie na ogłoszenie African Music School o poszukiwaniach nauczycieli muzyki do szkoły w Republice Środkowoafrykańskiej – opowiada Krzysztof. Nie namyślając się zbyt długo, zgłosił się. Jak tłumaczy, dziwnym trafem zbiegały się w tym ogłoszeniu ważne dla niego sprawy. Po pierwsze podróże, i to w takie rejony, które są rzadko odwiedzane przez turystów. Tam, gdzie trudno dostać się samolotem, a nawet samochodem. Po drugie – muzyka. Ona jest dla niego całym życiem. − Gdziekolwiek się wybrałem w życiu, cokolwiek robiłem, to właśnie muzyka była tym najważniejszym elementem − mówi pan Krzysztof. Trzecia sprawa: – Pochodzę z rodziny nauczycielskiej. Byłem wychowywany w wizji świata, w której jeżeli ma się jakąś wiedzę, należy się nią dzielić. Na dodatek atrakcyjna wydawała mi się możliwość pojechania i nauczenia się czegoś od innych kultur – mówi lubinianin.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama