Nowy numer 44/2020 Archiwum

Siły? Chyba z góry

Jakub Należny, prezes legnickiego Stowarzyszenia „Spynacz”, obchodzącego piętnastolecie istnienia, mówi o początkach organizacji, koronawirusie i planach na przyszłość.

Jakub Zakrawacz: Dlaczego i w jakich okolicznościach powstało stowarzyszenie?

Jakub Należny: Kiedy chodziłem do szkoły, wraz z kolegami i koleżankami organizowaliśmy przeróżne akcje charytatywne, np. zbiórkę pieniędzy na piec do stołówki czy zbiórki na rzecz dzieci z domów dziecka.

Gdy 15 lat temu powstawało stowarzyszenie, byłem na etapie studiów. Wtedy podjęliśmy decyzję, że chcielibyśmy realizować się w tego typu działaniach. W Legnicy co prawda funkcjonowały wtedy różne organizacje, ale czegoś nam brakowało, czuliśmy niedosyt. Pomyśleliśmy, że dzięki założeniu własnego stowarzyszenia znacznie łatwiej będzie nam pozyskiwać pieniądze na pomoc i realizację zadań. Naszą organizację postanowiliśmy utworzyć przy legnickiej parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa. Nie ukrywam, że ojcem chrzestnym ugrupowania jest dla nas Benedykt Ksiądzyna (obecnie m.in. dyrektor Diecezjalnego Instytutu Muzyki Kościelnej; dyrektor i dyrygent Legnickiej Orkiestry Symfonicznej, przyp. red.), który w tamtym czasie prowadził już Towarzystwo Muzyczne „Pro Symfonica” i bardzo nam pomógł w kwestiach formalnych. Na początku stowarzyszenie podejmowało drobne inicjatywy, takie jak organizacja koncertów, zajęć sportowych i tanecznych dla młodzieży, działania przy parafii NSPJ w Legnicy, a także na terenie miasta.

Aż zaczęło się robić jeszcze poważniej. Co uważa Pan za największe sukcesy Spynacza? Które inicjatywy w ciągu ostatnich 15 lat najbardziej Pana cieszą?

W pierwszej kolejności pamięta się przede wszystkim o wydarzeniach, które odbywają się cyklicznie. Cieszy jednak każda inicjatywa, którą udało się rozpocząć i doprowadzić do końca: czy to był koncert charytatywny dla jakiegoś młodego człowieka, organizacja Spotkania Wigilijnego Legniczan (stowarzyszenie współorganizuje je od trzech lat), zbiórki na budowę pieców na rzecz stołówki charytatywnej czy wsparcie parafii w organizacji kolonii. Tych działań jest tak dużo… Czasem nasza aktywność przynosi jeszcze lepsze efekty od tych, których się spodziewamy. Kilka lat temu zorganizowaliśmy koncert dla ciężko chorej Renaty. Udało nam się wtedy zebrać kilkadziesiąt tysięcy złotych. Ostatecznie jednak kobieta, która potrzebowała stu tysięcy na operację, otrzymała od darczyńców aż trzykrotność tej kwoty. Okazało się, że podjęte przez nas działania uruchomiły lawinę wpłat.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama