Nowy numer 39/2020 Archiwum

Wynik jak najbardziej pozytywny

W najmniej spodziewanym momencie Bóg sprawi, że w ciemnościach zaświeci światło. Nawet w izolatce, kiedy nie możesz wstać z łóżka.

Wszystko zaczęło się na początku marca od złego samopoczucia, kilka dni po przyjeździe z dwutygodniowego wyjazdu do Rzymu. Już wtedy w północnych Włoszech trwała walka z koronawirusem, ale w Polsce panował względny spokój. Po paru dniach od powrotu pani Barbara zaczęła odczuwać silne bóle pleców i żołądka. Nie mogła jeść. Nie spodziewała się, że najbliższy miesiąc zapamięta do końca życia.

Od Annasza do Kajfasza

– Zadzwoniłam do sanepidu, ale jak usłyszeli, że nie mam gorączki, duszności i kaszlu, po prostu spokojnie odesłali mnie do lekarza rodzinnego. Na drugi dzień zostałam zbadana, dostałam jakieś leki, ale nie pomagały. Dalej nie jadłam. W końcu kolejna wizyta u lekarza, kroplówki, ale bez skutku. Moje samopoczucie się nie poprawiało – opowiada pani Barbara.

W końcu do mieszkanki Legnickiego Pola przyjechał zespół ratownictwa medycznego. Przebadano ją. Lekarz wiedział, że dwa tygodnie temu wróciła z Włoch, nie zauważył jednak objawów koronawirusa. Z podejrzeniem ostrego zapalenia wyrostka robaczkowego ratownicy zabrali ją jednak do szpitala w Legnicy. – Tam to się naczekałam. Jedna konsultacja, potem druga. Okazało się, że mam zapalenie płuc. Przeleżałam na SOR do rana. Był 15 marca. Jeden z lekarzy po zobaczeniu wyników badań stwierdził, że mam koronawirusa. Wszyscy byli bardzo zdziwieni, nie wykazywałam przecież typowych objawów – wspomina Barbara. Wysłano ją ambulansem do Wrocławia, do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. J. Gromkowskiego. Tam po wywiadzie stwierdzono, że jednak nie może mieć koronawirusa, więc… odwieziono ją z powrotem do Legnicy. Na wszelki wypadek pobrano jeszcze materiał do testu na COVID-19.

– W Legnicy mnie odizolowano. Na drugi dzień, w niedzielę, dowiedziałam się, że test wyszedł dodatni! I znowu czekała mnie szybka przeprowadzka do szpitala we Wrocławiu. Przy przyjęciu zrobiło się zamieszanie. Bo jak to, znowu ja… Wczoraj przecież już tu byłam. Rozdzwoniły się telefony. I ostatecznie zostałam, bo okazało się, że to jednak koronawirus. Wtedy, w czasie tego kursowania między miastami, czułam się fizycznie najgorzej – wspomina mieszkanka Legnickiego Pola.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama