Nowy numer 39/2020 Archiwum

Słuchanie – klucz do serca

Ks. Mariusz Majewski mówi o swoim pielgrzymowaniu oraz zmianie głównego przewodnika PPL.

Jędrzej Rams: Na Jasnej Górze zakończy się pewien etap w Księdza życiu. To będzie trudna chwila?

Ks. Mariusz Majewski: Uzgodniliśmy z księdzem biskupem, że na Jasnej Górze zakończę w tym roku pełnienie funkcji głównego przewodnika Pieszej Pielgrzymki Legnickiej na Jasną Górę. W 2005 roku, gdy obejmowałem parafię w Jeleniej Górze, redaktor napisał w artykule w „Gościu Legnickim”, że „proboszcz pielgrzymkowy” stał się „proboszczem rzeczywistym”. Kończę więc pełnić funkcję „proboszcza pielgrzymki”. Doświadczałem tutaj radości z bycia takim właśnie proboszczem, a więc pasterzem. Pasterz to ktoś, kto wyznacza kierunek i prowadzi. Nie jest pastuchem od poganiania. Więc mam doświadczenie ogromnej radości i prowadzenia do Jezusa przez Maryję.

Kiedy rozpoczął Ksiądz pielgrzymowanie?

To był rok 1987. Kończyłem wtedy 8 klasę szkoły podstawowej. Wtedy po raz pierwszy ruszyłem na pielgrzymkę. To była jeszcze pielgrzymka z Wrocławia na Jasną Górę. W kolejnych latach kilkukrotnie szedłem z nimi, a później powstała diecezja legnicka. Były dwa lata przerwy i zacząłem pielgrzymować z Legnicy, a to zbiegło się też z tym, że wstąpiłem do Wyższego Seminarium Duchownego. Jako kleryk zostałem kwatermistrzem dla grupy zgorzeleckiej. Cały czas pielgrzymowałem, aż do święceń, później jako wikariusz parafii pw. Świętych Erazma i Pankracego w Jeleniej Górze. Po powrocie ze studiów w Rzymie pieszo przeszedłem z Jeleniej Góry do nowego miejsca pracy – do Legnicy. Tak wspominając, śmiało mogę powiedzieć, że nigdy nie żałowałem swojego urlopu, by iść z ludźmi i dla ludzi pielgrzymkowym szlakiem. Z czasem zmieniały mi się obowiązki, aż przyszedł taki moment, że ks. Marian Kopko, pierwszy przewodnik Pieszej Pielgrzymki Legnickiej, objął parafię w naszym sanktuarium w Krzeszowie. I tak 2 czerwca 2009 roku zostałem oficjalnie głównym, „zadeklarowanym” przewodnikiem naszej diecezjalnej pielgrzymki.

Co ciągnęło chłopaka ze Zgorzelca na pielgrzymkowy szlak?

Trudno powiedzieć. To było tak dawno! Na pewno w dużej mierze takie młodzieńcze wyzwanie, zmierzenie się ze sobą, ale jak czas pokazał, nie tylko ze sobą. Tamtego roku albo rok później w parku poniżej wałów jasnogórskich zostaliśmy z bratem spisani przez milicjantów za posiadanie wpiętych w nasze koszulki znaczków z napisem „Nie ma wolności bez Solidarności”. Była we mnie ciekawość, duch wolności, patriotyzmu. Pamiętam, jak szliśmy jako harcerze, jako biała służba, idąca na spotkanie z papieżem. Tutaj nauczyłem się modlić m.in. Godzinkami.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama