Nowy numer 39/2020 Archiwum

Męczennik ciągle nieznany

Tuż przy kościele parafialnym w Ocicach powstała niewielka izba pamięci kapłana, który oddał swoje życie za Polaków.

Boże prowadzenie

Siostra Magdalena opowiada o tym, w jak przedziwny sposób jej życie było prowadzone przez Boga do tego punktu, w którym związała się z postacią ks. Antoniego. Urodziła się w Bośni, przez wiele lat mieszkała pod Bolesławcem. Wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Adoratorek. W pewnym momencie została skierowana do pracy w domu generalnym w Rzymie. Siostry z Chorwacji dowiedziały się, że jest rodem z Gumjery, i rozmawiały z nią nie po włosku, a po chorwacku. – I tak musiałam się podszkolić w tym języku. Ale to dzisiaj wyszło mi na dobre, bo mogłam uczestniczyć w przygotowaniach procesu beatyfikacyjnego ks. Antoniego. Od zawsze nurtowało mnie pragnienie, by odwiedzić miejsce, w którym zostałam ochrzczona. Było mi to dane dopiero podczas pobytu w Rzymie. Pojechałam do Bośni i… nie mogłam odnaleźć nawet fundamentów kościoła w Gumjerze. Ale udało mi się tam przynajmniej zajechać – wspomina.

Po powrocie z Rzymu siostra przygotowała w domu sióstr w Bolesławcu wystawę poświęconą patronce tego miasta, a zarazem założycielce ich zgromadzenia – św. s. Marii de Mattias. – Znalazły się tam też przedmioty z Bośni. Kilka osób mówiło mi, że one tam chyba nie pasują. I tak zaczął rodzić się pomysł na stworzenie osobnej izby pamięci o Polakach w Bośni i o ks. Antonim Dujloviciu – mówi siostraadoratorka. Dzisiaj w Ocicach znajduje się izba pamięci o kapłanie męczenniku, a tuż obok powstaje izba poświęcona niełatwemu życiu Polaków w Bośni.

Na ekspozycji znajduje się też beret księdza Antoniego. Przywiozły je do Polski siostry adoratorki wyjeżdżające z Bośni. – Opowiadała mi jedna z sióstr, że do zgromadzenia przyszła młoda dziewczyna. Chciała zostać siostrą zakonną. Jeszcze w nowicjacie pojawiło się na jej nodze okropne zakażenie, niegojąca się miesiącami rana. Leczenie nie pomagało. Zapadała decyzja, by dziewczyna wróciła do rodzinnego domu i tam podjęła leczenie, bo z taką raną nie będzie mogła zostać przyjęta do zgromadzenia. Wtedy jedna z sióstr przypomniała sobie, że ma kawałek beretu, relikwię po ks. Antonim. Przyniosła go i obłożyła nim ranę. Nie minęło kilka dni i noga była całkowicie zdrowa. My naprawdę wierzymy, że ks. Antoni umarł za nas i że cieszy się chwałą nieba. Dlatego powstała ta izba i dlatego czekamy na rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego – zaznacza s. Magdalena.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama