Nowy numer 49/2022 Archiwum

Rodzinna historia ze Szkaplerzną w tle

– Cieszę się, że dowiedziałem się czegoś więcej o rodzinie. A to jest prawdziwy skarb. I ja wiem, że to znowu Matka Boża zadziałała – mówi Władysław Kwaśnik, repatriant z Bośni, który dzięki ustaleniom krakowskiej genealog i artykułowi w „Gościu Legnickim” poznał losy swoich krewnych.

70 krewnych

I faktycznie. W historii rodziny pana Władysława złożyło się tak, że stryj, będąc młodym chłopakiem, postanowił wyemigrować do USA, a ojciec pana Władysława urodził się w Bośni. Po osiedleniu się już pod Bolesławcem ojciec pana Władysława otrzymał w 1952 roku informację z USA o śmierci brata oraz o tym, że miał on trzy córki. – Ale później kontakt się urwał. Wiadomo, jakie były czasy – mówi bohater historii.

Jak dodają historycy-detektywi, wszystko ułożyło im się w logiczną całość. Problem był tylko jeden – to był już czwartek wieczór, a do złożenia raportu zostały niecałe dwie doby. Z każdą godziną dalszych poszukiwań zagłębiali się krok po kroku w niesamowitą historię osadnictwa w Bośni, życia Polaków między Chorwatami i Bośniakami, przesiedleń na Dolny Śląsk. – We Wrocławiu znaleźliśmy informację w Archiwum Państwowym o ulokowaniu rodziny pana Władysława w Parzycach. Ale to było już po odnalezieniu pana Władysława.

Próba skontaktowania się z panem Władysławem to tak naprawdę materiał na kolejną opowieść. Nie mogliśmy dodzwonić się do księdza proboszcza. Próbowaliśmy przez urząd gminy. Nikt nie był w stanie nam pomóc, bo nikt nie kojarzył pana Władysława. Pani sołtys z Parzyc akurat wyjechała i obiecała pomóc, ale dopiero po weekendzie… – mówi K. Szlęzak.

– Ostatecznie przez Facebooka udało się nam znaleźć stronę Koła Gospodyń Wiejskich z sąsiedniej Zebrzydowej. Po dwóch godzinach córka pana Władysława zadzwoniła do mnie z informacją, że to właśnie on. Z wioski pod Kolbuszową, przez Wołyń, Bośnię i Stany Zjednoczone trafiliśmy do Parzyc. I co ciekawe – od sytuacji, w której jeszcze w czwartek wieczór nie mieliśmy ani jednego żyjącego członka rodziny, dzisiaj mamy ich aż 70 – mówi pani Karolina.

Zaskoczenie i radość pana Władysława, kiedy córka przyszła z pytaniami o stryja oraz wyjaśnieniem, kto i dlaczego o to pyta, były wielkie. Dowiedział się m.in. o śmierci ostatniej córki stryja, a także o spadku. – Wieczorem zadzwoniła do mnie też pani z Krakowa. Wtedy uwierzyłem, że coś jest na rzeczy, że to prawda. Bardzo cię ucieszyłem i nie mam na myśli majątku. Ja się cieszę, że dowiedziałem się czegoś więcej o rodzinie. A to jest prawdziwy skarb. I ja wiem, że to znowu Matka Boża zadziałała – mówi W. Kwaśnik.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy