Nowy numer 49/2022 Archiwum

Rodzinna historia ze Szkaplerzną w tle

– Cieszę się, że dowiedziałem się czegoś więcej o rodzinie. A to jest prawdziwy skarb. I ja wiem, że to znowu Matka Boża zadziałała – mówi Władysław Kwaśnik, repatriant z Bośni, który dzięki ustaleniom krakowskiej genealog i artykułowi w „Gościu Legnickim” poznał losy swoich krewnych.

Długie poszukiwania

– Dostaliśmy z pewnej kancelarii w USA prośbę o ustalenie, czy żyją potomkowie rodziny Jana K., zmarłego w Phoenix w Arizonie w latach 50. XX w. emigranta polskiego pochodzenia. W notce o jego pogrzebie w amerykańskiej prasie była informacja, że w Polsce żyją jego bracia i siostra. Wiedzieliśmy o jego obywatelstwie, jego rodzicach, miejscowości, w której się urodził. Sprawa wydawała się łatwa, miła i przyjemna, a najczęściej okazuje się, że gdy wygląda w ten sposób, to nigdy taka nie jest. Problemy zaczęły się już od próby kontaktu z proboszczem w pierwszej parafii. Do dzisiaj nie odpowiedział na nasze pytania. Wdrożyliśmy więc plan B – kwerenda pozwoliła znaleźć wiele osób o tym nazwisku dookoła Kolbuszowej, skąd Jan miał pochodzić – relacjonuje pani Karolina.

– Myśleliśmy, że wystarczy tam pojechać i znaleźć groby na cmentarzu, porozmawiać z mieszkańcami. Okazało się, że nikt nie znał tych ludzi. Grobów nie było. Nawet była pani sołtys, mieszkająca tam od kilkudziesięciu lat, nic nie wiedziała. Mieliśmy zaledwie dwa tygodnie na znalezienie informacji. Kilka dni pracy nic nie dało. Staramy się rzadko przesyłać informacje negatywne. Próbujemy weryfikować informacje wszelkimi dostępnymi metodami – opowiada K. Szlęzak. – Pomyślałam, że przyszedł czas, by sięgnąć dalej, niż wskazywały dokumenty, dalej niż Podkarpacie i Świętokrzyskie. Zaczęłam szukać w całej Polsce oraz w różnego rodzaju bazach danych obejmujących miejscowości będące niegdyś w granicach Polski. Udało mi się odnaleźć informacje o rodzeństwie Jana, które urodziło się na Wołyniu. To było dla mnie ogromne zaskoczenie, bo w otrzymanych dokumentach oraz historii rodziny nie było żadnej informacji o Wołyniu! Pojawiała się co prawda informacja o miejscowości o dziwnie brzmiącej nazwie „Rakowiec”, „Rakowic”, „Rakowo”, „Rakowce”. Znaleźliśmy w końcu akt urodzenia braci Jana. Wśród nich był Michał. Zaczęliśmy szukać więc informacji, łącząc słowa „Wołyń, Michał, Rakowiec”. Nagle wyszukiwarka wyrzuciła nam artykuł w „Gościu Legnickim”, w którym Władysław Kwaśnik opowiedział historię swego stryja urodzonego na Wołyniu. Nie podał nawet jego imienia, ale wszystko zaczęło nam się składać w całość – mówi K. Szlęzak.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy