Nowy numer 49/2020 Archiwum

Brat Albert przyjmuje

Osoby bezdomne mogą liczyć na pomoc schronisk. Jak miejsca wspierające najuboższych radziły sobie w czasie największych pandemicznych obostrzeń?

Z okazji przypadającego w połowie czerwca wspomnienia św. Brata Alberta Chmielowskiego przyjrzeliśmy się bliżej działaniu schronisk nazwanych jego imieniem, które funkcjonują na terenie naszej diecezji.

– Każde schronisko ma podpisaną umowę z gminą bądź ośrodkiem pomocy społecznej, który się w niej znajduje – mówi Grzegorz Malinowski, dyrektor Schroniska im. Świętego Brata Alberta w Leśnej. – Gmina jest odpowiedzialna za swoich bezdomnych. Jeśli trafia do nas człowiek z ulicy, musimy sprawdzić jego ostatnie miejsce zameldowania. Wspomniany adres pozwala nam określić placówkę, która w jego przypadku jest właściwa – dodaje dyrektor schroniska, które może pomieścić 60 osób.

Obowiązujące przepisy stanowią, że żadna placówka nie może przyjąć do siebie bezdomnego, nim ten nie przejdzie kwarantanny. Schroniska organizują więc u siebie specjalne miejsca, w których taką kwarantannę można odbyć. – Funkcjonuje u nas placówka buforowa, w której potrzebujący mogą przejść okres izolacji – mówi Bogusław Gałka, prezes Koła Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta w Jeleniej Górze, jednego z trzech w naszej diecezji obok Lubina i Zgorzelca. – Kiedy po dwóch tygodniach nie odnotujemy objawów choroby, bezdomny znajdzie u nas własny kąt. Dostanie swoje łóżko, szafkę itd. Warunek jest tylko jeden: nie wolno mu spożywać alkoholu – dodaje pan Bogusław.

Abstynencja nie wszystkim jednak przychodzi łatwo – Często spotykamy się z błędnym kołem. Trafia do nas osoba wyniszczona piciem. Kieruje się na terapię, odzyskuje zdrowie i siły, a następnie wraca do butelki. Wszystko zaczyna się od nowa, niektórzy powtarzają ten schemat nawet kilkanaście razy – mówi Grzegorz Malinowski.

W dobie koronawirusa niektóre wieści napawają jednak optymizmem i wiarą w człowieka. – Podjęliśmy decyzję o samoizolacji, stąd mieszkańcy naszego schroniska nie mogli go opuszczać. Istnieją jednak ważne potrzeby, jak wizyta u lekarza itp., dlatego teraz zaopatrujemy ich w maseczkę, rękawiczki i czekamy na powrót. Mieliśmy sporo obaw, że wielu nie wróci, Bogu dzięki, wciąż mamy komplet – tłumaczy B. Gałka. – Wzięliśmy panów z ogrzewalni, z noclegowni, jednak poinformowaliśmy ich, że nie będą mogli wyjść. Zgodzili się. Jeden z nich miał potrzebę picia, więc opuścił schronisko na własne życzenie i już do niego nie wrócił. Reszta mieszkańców dzielnie zniosła ograniczenia i do dziś przebywa w ośrodku – mówi Barbara Durka, kierownik placówek w Lubinie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama