Nowy numer 44/2020 Archiwum

Wolność za wszelką cenę

O fali protestów, epidemii koronawirusa oraz mentalności Amerykanów mówi posługujący w Miami ks. Roman Wróblewski SDS.

Jakub Zakrawacz: Jak to się stało, że z Olszyny trafił Ksiądz aż do Stanów Zjednoczonych?

ks. Roman Wróblewski SDS: Mam w sobie ducha misyjnego i ducha kosmopolity. Tuż po przyjęciu święceń kapłańskich poleciałem do naszej salwatoriańskiej wspólnoty w zachodnio-północnej Australii, gdzie przez ponad dwa lata pracowałem zarówno z Australijczykami, jak i Aborygenami na terenach pustyni. Później wróciłem na rok do Polski, następnie znów była Australia. Bezpośrednio przed wylotem do Stanów pracowałem w Rzymie. Gdy mój kontrakt wygasł, miałem do wyboru Kraków, Szkocję lub Florydę. Wybrałem ostatniąopcję, ponieważ tam jest najcieplej.

Na czym polega Księdza posługa w Miami?

Prowadzę kursy lectio divina w tamtejszym college’u (seminarium), któremu patronuje św. Jan Maria Vianney. Szkoła stanowi początkowy etap formacji przyszłych kapłanów. Nauka trwa tu cztery bądź odpowiednio dwa lata w przypadku osób wykształconych. Pracę w szkole łączę z weekendową posługą w lokalnych parafiach.

W południowych stanach USA trwają demonstracje przeciwko uprzedzeniom rasowym. Jak wyglądała sytuacja w Miami?

Pierwsze protesty w Miami odbyły się 29 i 30 maja. Nie doszło tu do wielkich zamieszek, aczkolwiek kilka sklepów straciło szyby w witrynach. W sumie, poza niektórymi incydentami, jest dosyć spokojnie. Demonstracje miały miejsce akurat wtedy, gdy wracałem autem do domu. Udało mi się ominąć protest, o którym dowiedziałem się już z lokalnej telewizji. Ulicami miasta przeszła demonstracja pokojowa i nikomu nie stała się krzywda. Wszystko dzięki temu, że nasze społeczeństwo jest bardzo zróżnicowane. Jest tu bardzo wielu Kubańczyków, którzy przez swoje wspomnienia związane z komunizmem i przemocą zupełnie inaczej podchodzą do życia. Inne miejscowości nie mają jednak tyle szczęścia. Największe ogniska demonstracji mają bowiem miejsce w Nowym Jorku, Waszyngtonie, Kalifornii.

Z jednej strony USA trapią masowe protesty, z drugiej – media informują o wciąż wysokim wskaźniku zarażeń i śmiertelności COVID-19. Jak do tej sytuacji podchodzą Amerykanie?

Stany Zjednoczone to kraj, którego liczba mieszkańców przekracza 300 mln. Wielu z nich to osoby starsze, rozsiane po różnorakich ośrodkach na terenie całego kraju. Właśnie w tych miejscach koronawirus zbiera swoje największe żniwo. Druga sprawa to podejście Amerykanów do ich własnych praw. Amerykanie nie biorą pod uwagę tego, że prawem można wolność chronić, lecz domagają się jej za wszelką cenę. Mieliśmy już w kraju do czynienia z protestami przeciwko obostrzeniom. U nas co stan, to inne prawo, dlatego tak trudno zapanować nad epidemią. Nie ma również mowy o przymusowej kwarantannie. Gdy szalała epidemia, ja dalej widziałem grillujących i bawiących się hucznie ludzi. Spodziewamy się niebawem kolejnej fali zachorowań. Wszystko za sprawą protestów.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama