Nowy numer 44/2020 Archiwum

Odmowa, kwiaty i gołąb

Budowa papieskiego ołtarza to rzecz arcytrudna. Opowiada o tym architekt Jerzy Skupień.

Jędrzej Rams: Jak to się stało, że odpowiadał Pan za budowę ołtarza papieskiego w Legnicy?

Jerzy Skupień: Od początku istnienia diecezji legnickiej pomagałem w wielu inwestycjach, remontach i budowach. Stąd zostałem zaproszony do przygotowań do przyjazdu Jana Pa- wła II. Moja rola na początkowym etapie sprowadzała się do tego, że zajmowałem się rozplanowaniem sektorów. Chodziło o zbudowanie bezpiecznych sektorów dla 300 tys. wiernych. Było to duże przedsięwzięcie, bo koncepcji było sporo, trzeba było kilkukrotnie zmieniać plany.

I w pewnym momencie ktoś prosi o przejęcie spraw związanych z samym ołtarzem…

Na początku 1997 roku okazało się, że biuro, które zadeklarowało przygotowanie konstrukcji ołtarza, nie jest w stanie jednocześnie dopiąć zobowiązań biznesowych i wywiązać się z prac związanych z papieską wizytą. Dowiedziałem się o tym, gdy pewnego wieczoru około godziny 20 zadzwonił telefon, a dzwoniący świętej pamięci ksiądz infułat Władysław Bochnak porosił mnie o przyjście do niego. Pojechałem więc i usłyszałem pytanie, czy podejmę się zaplanowania i budowy ołtarza. Odpowiedziałem szczerze i z całą odpowiedzialnością, że absolutnie nie.

Dlaczego Pan tak odpowiedział i co się później zmieniło?

Poprosiłem o czas na spytanie kilku osób, czy stworzą ze mną zespół do wykonania tego zadania. Następnego dnia zacząłem szukać i część osób się zgodziła. Było mnóstwo znaków zapytania. Okazało się, że strona wojewódzka stwierdziła, że nie ma pieniędzy na sfinansowanie ołtarza. Musiała to zrobić sama diecezja. Czasu było bardzo mało, bo tego typu konstrukcje metalowe zleca się do wykonania fabrykom. Fabryka musi dostać zlecenie z wyprzedzeniem na konstrukcję liczoną w tonach użytego materiału, który z kolei musi sprowadzić z huty. Ograniczenia finansowe sprawiły, że mieliśmy do wykorzystania w konstrukcji określoną liczbę ton. Dodatkowo przyszły wytyczne z Warszawy, że wszyscy celebransi muszą znaleźć się pod zadaszeniem. Do tego wszystkiego trzeba było mnóstwa innych przygotowań: począwszy od zasypania wału pośrodku lotniska (poradzieckiego punktu kierowania ruchem lotniczym), na którym miał być osadzony ołtarz, przez podjęcie decyzji o tym, jak papież ma dostać się do ołtarza (dokąd będzie mógł podjechać samochód), przez zaplecze sanitarne z toaletami, podciągnięcie kanalizacji i instalacji elektrycznych, po samą wizualną stronę całej budowli…

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama