Nowy numer 43/2020 Archiwum

Kryzys to także nadzieja

Biskup legnicki Zbigniew Kiernikowski mówi o doświadczeniu wspólnoty, paradoksie wiary i duszpasterstwie w czasie pandemii.

Jędrzej Rams: Kwarantanna narodowa wpłynęła także na sposób posługiwania biskupa legnickiego. Mniej spotkań, mniej liturgii w dużych zgromadzeniach. Jak w takim czasie umacniać braci w wierze?

Bp Zbigniew Kiernikowski: Umacnianie braci w wierze ma dwa wymiary. Pierwszy jest widoczny, wiąże się z posługą sprawowania sakramentów i głoszenia słowa. Drugi jest bardziej wewnętrzny; chodzi w nim o osobiste przeżywanie tajemnicy Jezusa Chrystusa, co niekoniecznie od razu się uzewnętrznia. Jest to naturalny, chrześcijański i uczniowski sposób pogłębiania wiary, bo Jezus także na osobności wchodził w tajemnicę relacji z Ojcem.

Wybicie z pewnego rytmu życia zawsze pobudza do refleksji. Także Biskupa?

Oczywiście. Zmusza do refleksji, ale i pobudza do tego, by głębiej wejść w ten drugi wymiar. Wytrącenie z określonego rytmu i jednocześnie odbieranie informacji o trudnościach tak wielu ludzi, czemu często towarzyszy świadomość niemożności udzielenia stosownej pomocy, nie jest łatwe. Ale można też odnaleźć pozytywny element całej kwarantanny. Jako Kościół, wspólnota wierzących, nie jesteśmy społecznością wytwórczą, która musi coś wyprodukować. Mamy przeżywać tajemnicę Jezusa, a doświadcza się jej często w niemocy. Zawsze jednak możemy odwoływać się do Jezusa i Jego życia, bo On wypełnił swoją misję, wchodząc w niemoc na krzyżu. Paradoksem wiary jest to, że nasza moc doskonali się w niemocy. Dlatego sytuacja, w której jesteśmy zdani nie na swoje siły, gdy doświadczamy tej swoistej niemocy, jest okazją do rachunku sumienia, refleksji i może pewnych zmian w życiu.

Każdego tygodnia Ksiądz Biskup spotykał się dziesiątkami, a nieraz setkami osób. Czy teraz takich spotkań nie brakuje?

Bardzo, ale mam świadomość, że w posłudze biskupa nie chodzi o działanie na wzór kampanii wyborczej. Efekty mojej posługi nie wynikają wprost z licznych i hucznych spotkań w świetle reflektorów. Patrzę na działalność apostołów, która przynosiła wielkie owoce, gdy podejmowali ją w ciszy i ukryciu. Brak spotkań jest obecnie wyrazem naszej odpowiedzialności. Myślę, że spokojnie powinniśmy podporządkowywać się zarządzeniom władz państwowych, oczywiście o ile nie ingerują one w sprawy wiary czy obyczajów. Władza taka czy inna jest po to, by regulować życie społeczeństwa. Kościół umie się znaleźć w każdej sytuacji. Kościół potrafi żyć i bronić prawdy w każdej sytuacji. Odwołam się tutaj do kard. Stefana Wyszyńskiego, który szukał jakiegoś porozumienia z ówczesną władzą, ale gdy chciała ona ingerować w sprawy istotne dla życia wiary, powiedział „non possumus”. Przepisy wynikające z bezpieczeństwa sanitarnego do takich spraw się nie odnoszą, przynajmniej nie w naszym kraju.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama