Nowy numer 47/2020 Archiwum

Żyj raczej skromnie

O napięciu w dobie epidemii koronawirusa oraz o tym, czy wiara może być pomocna, by sobie z nim radzić, mówi Bartłomiej Walczak, psycholog i psychoterapeuta.

Jakub Zakrawacz: Jakich rad udzieliłby Pan osobom, które w stanie epidemii nie do końca dobrze radzą sobie ze stresem?

Bartłomiej Walczak: Pozwolę sobie odwrócić to pytanie i wskazać czynniki, które przeszkadzają nam zaadaptować się w obecnej sytuacji. Należą do nich: subiektywne poczucie kontroli, strefa bezpośredniego komfortu oraz predyspozycje osobiste.

Na czym one polegają?

Dążymy do tego, by nasz świat był poukładany i przewidywalny. Chcemy panować nad naszym zdrowiem, finansami, dziećmi, samopoczuciem. Wydaje nam się również, że kontrolę mają inni: lekarze mają kontrolę nad naszym zdrowiem, policjanci nad przestępcami, sądy nad sprawiedliwością itp. W psychologii mówimy o subiektywnym poczuciu kontroli, ponieważ nigdy nie będziemy jej mieli w 100 procentach. Nowa sytuacja może nam pomóc w zrozumieniu, że jednak nie wszystko od nas zależy i zadanie dla nas, czy też wyzwanie, polega na tym, by nauczyć się to akceptować, bez prób usilnego zmieniania tego, czego zmienić się nie da.

Czym jest strefa bezpośredniego komfortu i w jaki sposób może nam obecnie przeszkadzać?

Po pierwsze, współczesny człowiek ma rzeczywistość tak zorganizowaną, że w zasadzie niczego mu nie brakuje. Przyzwyczajamy się do pewnego poziomu życia i dobrobytu. Pozamykane granice, galerie handlowe obiektywnie uderzają w naszą strefę komfortu. Najwięcej tracą osoby zamożne, przyzwyczajone do niemal nieskrępowanego korzystania z możliwości, jakie daje im życie. Po drugie, strefa osobistego komfortu jest ograniczona do rzeczywistości bezpiecznej, poukładanej, która nie wymaga wychodzenia poza nią, a więc konfrontowania się z sytuacjami, od których dotychczas po prostu uciekaliśmy. Teraz, aby przetrwać, musimy wyjść ze swojej strefy komfortu, a więc zmierzyć się z nowymi sytuacjami, również z naszym lękiem.

A jaki wpływ na znoszenie stresu mają osobiste predyspozycje? Czy warto się nimi zajmować, skoro tacy po prostu jesteśmy?

Ze znoszeniem stresu wiąże się przeżywanie frustracji. W sytuacji epidemii szczególny nacisk kładziony jest na sumienność, zdyscyplinowanie i samokontrolę. Te cechy kształtujemy w trakcie całego życia, czyli mamy na nie wpływ. Sytuacja zagrożenia wirusem może skonfrontować nas z tym, na ile potrafimy i mamy rozwiniętą zdolność tolerowania frustracji. Zakres takiej tolerancji jest cechą temperamentalną, która wyznacza, na ile każdy z nas potrafi znosić obciążenia, stres.

A co zrobić w tej chwili, gdy lęk przejmuje nad nami stery?

Kiedy pojawiają się przesadne emocje, np. wybuchy złości, nieracjonalny lęk, ciągłe zamartwianie itp., to zawsze musimy powracać do naszego stałego punktu odniesienia, jakim jest zdrowy rozsądek. Sprawdźmy, na ile to, co czytamy i dopuszczamy do naszej głowy, to rzeczywiście fakty, a nie wyobrażenia nasze czy innych ludzi. Im więcej tych drugich, tym trudniej o zachowanie spokoju i trzeźwy osąd sytuacji.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama