Nowy numer 32/2020 Archiwum

Jak z chodzeniem po linie

Paweł Cwynar, pisarz i ewangelizator, nawrócony gangster, opowiada o swojej najnowszej książce.

Jakub Zakrawacz: Pawle, masz problem alkoholowy?

Paweł Cwynar: Nie wiem. Nikt tego nie ocenił, a musiałby to zrobić fachowiec. Chciałbym kiedyś jednak poznać prawdę.

Skąd zatem potrzeba napisania książki?

Zapytałem Pana Boga, co powinienem w danym momencie robić, i czekałem na Jego odpowiedź. W tym przypadku składała się ona z dwóch części. Z jednej strony sięgnąłem po statystyki dotyczące alkoholu i zdałem sobie sprawę, że ten problem może dotyczyć i mnie. Z drugiej strony świadectwo życia, które głoszę, jest dosyć obszerne i nie było w nim miejsca na poruszanie wątku alkoholowego.

Kiedy ten problem się zaczął?

Do kieliszka sięgnąłem już w dzieciństwie, kiedy bardzo chciałem czuć się dorosły. Później następowały kolejne etapy. Piłem z patologią, następnie z ludźmi ze świata przestępczego. Gdy przychodziła myśl, że przesadzam, mówiłem sobie, że nie jestem alkoholikiem, bo przecież nie leżę w rowie, a po popijawach rano golę się i biegam.

Które momenty życia oceniasz jako najbardziej naznaczone nałogiem?

To był 2005 rok, tuż przed moją odsiadką. Byłem w tak komfortowej sytuacji, że pieniądze dostawałem dosłownie reklamówkami, a większość moich poleceń wydawałem wtedy przez telefon. Piłem bez przerwy przez dwa tygodnie. Nie wiem, jak by się to skończyło, gdyby mnie wtedy nie zamknęli.

W książce poruszasz temat swoich szalonych rajdów po Legnicy.

Muszę powiedzieć, że to był już jawny kretynizm. W świecie poważnych przestępców, w którym wówczas funkcjonowałem, naprawdę nie można było sobie pozwalać na takie błędy. Jeździłem po mieście, znacznie przekraczając prędkość. Kiedy zdarzały się stłuczki, pędziłem dalej. Gdy goniła mnie policja, uciekałem, ponieważ ciążył na mnie sądowy zakaz wyrabiania prawa jazdy. Zdarzało mi się również pędzić pod prąd – na takie „wspaniałe” pomysły wpadałem właśnie pod wpływem alkoholu.

Kiedy powiedziałeś: „pas”?

Picie rzucałem stopniowo, od momentu mojego nawrócenia w więzieniu. Gdy wyszedłem na wolność, zdziwiony kolega zapytał: „A czy ty, Paweł, jesteś jakimś alkoholikiem? Wiele razy piliśmy i było przecież wszystko w porządku”. Wróciłem więc do popijania. Kiedy zacząłem głosić świadectwa, musiałem jednak jasno odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest dla mnie ważniejsze. Zobaczyłem, że alkohol zaczyna przeszkadzać większej sprawie.

W jaki sposób z nim zerwałeś? Po prostu klęknąłeś i powiedziałeś: „Panie Boże, od dzisiaj ani kropli”?

Tak, choć muszę powiedzieć, że po moim nawróceniu upijałem się rzadko. Moment radykalnej zmiany podejścia do alkoholu nastąpił jednak w 2018 roku, kiedy zwiedziony kolorowymi trunkami (których kiedyś nie było) znowu straciłem pełną władzę nad sobą. Powiedziałem sobie: „dość”. Nie mogłem pogodzić picia z moją działalnością dla Boga. Obiecałem sobie, że z chwilą, gdy zegar wybije północ, ja przywitam Nowy Rok szampanem, a potem już nigdy nie sięgnę po alkohol. Tak też się stało i trwam w swoim postanowieniu do dzisiaj.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama