Nowy numer 40/2020 Archiwum

Wolę misję niż „byle do piątku”

Ks. Mariusz Jeżewicz SDB, dyrektor Salezjańskiego Liceum Ogólnokształcącego im. ks. Jana Bosko w Lubinie, mówi o charyzmacie założyciela salezjanów i współczesnych problemach młodych.

Jędrzej Rams: Przed nami wkrótce liturgiczne wspomnienie św. Jana Bosko. Czym jest dla Księdza ten dzień?

Ks. Mariusz Jeżewicz: Odpowiem tak − zostałem zaproszony do Szczecina, by tam w kościele pw. św. Jana Bosko, w dniu odpustu, przewodniczyć Eucharystii i powiedzieć homilię. Długo zastanawiałem się, o czym mówić. Wymyśliłem, że zbuduję ją na takim porównaniu: są trzy podstawowe typy ludzi. Pierwszy to ci, którzy życie traktują jako wyścig, miejsce maksymalnego dorobienia się i kariery. Drugi typ to ludzie mający w głowie tylko myśli: „Byle do piątku”, „Kiedy będą wakacje?”, „Znowu poniedziałek”. Trzeci typ to ludzie, którzy myślą, że w życiu mają do zrealizowania jakąś misję. Takimi są ludzie święci. Takim był ks. Jan Bosko. On dla mnie jest tym, który zapala, imponuje, zachęca, motywuje. 31 stycznia nie jest więc dniem jego śmierci, ale narodzenia się dla nieba. Jest to dzień takiej dobrej śmierci. Powiem ludziom w Szczecinie, że warto przeżyć życie jako misję, tak jak ks. Bosko.

Salezjanie mają do wypełnienia misję zaczętą przez ks. Bosko. Ale chyba wówczas z opieką i wychowaniem dzieci i młodzieży było łatwiej niż dzisiaj. Jak to wygląda obecnie?

Sytuacja jest na pewno inna, niż było to 150 lat temu. Ale i zmienia się szybciej, niż myślimy. Ks. Bosko był prekursorem szkolnictwa zawodowego. Uczył chłopców zawodu, by mogli zarabiać na życie. W ten sposób ich formował i kształtował. Dzisiaj wiele z tych zadań przejęło państwo. Więc to prawda, zadajemy sobie jako salezjanie pytanie, co my możemy jeszcze zrobić, by dotrzeć do młodych. Rzeczywistość młodych bardzo szybko się zmienia. Trudno za nimi nadążyć. Państwo i jego instytucje na pewno lepiej opiekują się dziećmi, ale czy na pewno jest idealnie? Obserwujemy przecież pojawienie się świata wirtualnego, który tak bardzo zmienił nasz świat rzeczywisty. Jeszcze 20 lat temu dzieci biegające po podwórku uczyły się relacji z drugim człowiekiem przez rozstrzyganie sporów o piłkę, a zwycięstwa i przegrane w meczach na podwórkach je hartowały. Pracując z ministrantami widzę, że to pokolenie nie potrafi przeżywać porażek. Jestem pod wrażeniem mojego współbrata ks. Roberta Gajewskiego z sąsiedniej parafii, który powołał grupę ASG i z młodzieżą ćwiczy, biega po lesie, walczy w bitwach na kulki. Okazało się to ofertą nie do przebicia. Młodzi tego potrzebowali. Czyli ciągle jest miejsce na towarzyszenie młodzieży i formowanie jej. Jest to więc realizowanie powiedzenia ks. Bosko: „Pokochaj to, co kocha młodzież, a wtedy młodzież pokocha to, co kochasz ty”. Szczególnie dzisiaj widzimy, że młodzi mają potrzebę odczucia, że są dla kogoś ważni, że są wysłuchiwani, że komuś na nich zależy.

Czyli każdy może towarzyszyć młodym?

Skoro każdy może się zająć, to dlaczego się tym nie zajmują? Widać przecież gołym okiem, że jest potrzeba zajęcia się młodzieżą. Uważam więc, że jest miejsce na charyzmat księdza Bosko. Mówię to z tego względu, że nie są to słowa teoretyka, ale praktyka, bo na co dzień w naszym liceum w Lubinie mam do czynienia z młodzieżą.

Ostatnio wiele się mówi o bardzo kontrowersyjnym temacie, jakim jest pedofilia wśród księży. Czy taka atmosfera utrudnia pracę z młodzieżą?

Jest mniej młodzieży, ale to raczej przejaw niżu demograficznego. On dotyka wszystkie dzieła i instytucje istniejące dla dzieci i młodzieży. Nie jesteśmy więc jakimś niechlubnym wyjątkiem. Nie zauważyłem też przejawów wrogości związanych z aferami. Pojawiła się swoista presja, taka poprawność, ale jest ona też wśród wychowawców świeckich, wśród nauczycieli. Myślę, że każdy z nas w jakiś sposób stara się teraz w nieco ostrożniejszy sposób dobierać słowa czy gesty. Jednak nie spotkałem się w salezjańskim gronie z uwagami, że afery pedofilskie położyły się cieniem na relacje między naszą pracą kapłańską a wychowankami. Pracuję na co dzień w salezjańskim liceum i mogę powiedzieć, że bardziej pokutuje stereotyp, że uczą u nas tylko księża i zakonnice, a wszyscy absolwenci hurtem idą do zakonów i seminariów. Oczywiście to miejska legenda, ale cóż, ciągle żywa.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama