Nowy numer 48/2020 Archiwum

Artysta kompletny

W ostatnich dniach grudnia w Pawilonie Czterech Kopuł we Wrocławiu została otwarta jedna z najważniejszych wystaw malarskich powojennego Dolnego Śląska.

Wystawa nosi nazwę „Michael Willmann. Opus Magnum” i potrwa do 26 kwietnia. Drugi człon tytułu mówi o tym, co widz może ujrzeć na miejscu. W Pawilonie Czterech Kopuł znalazło się prawie 100 prac tego najwybitniejszego śląskiego artysty. Dr hab. Piotr Oszczanowski, dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu i kurator wystawy, uważa wręcz, że można go wymienić na jednym wydechu z takimi sławami jak Rembrandt, Michał Anioł czy Leonardo da Vinci.

– Jeżeli mamy się kimś szczególnie szczycić na Śląsku, to na pewno tym kimś jest Willmann. To artysta, który odcisnął piętno swego rodzaju na sztuce tamtej, doprawdy niezwykłej, barokowej epoki – mówi. – Zaczęliśmy myśleć o wystawie, którą uczcimy kilka wielkich dla nas rocznic. W 1959 r. w Muzeum Śląskim (dawna nazwa naszego muzeum) miała miejsce pierwsza wystawa dzieł tego twórcy. W 2019 r. świętowaliśmy 60. rocznicę publikacji pierwszego numeru „Roczników Sztuki Śląskiej”, a także wydania pierwszego tomiku z serii „Śląsk w zabytkach sztuki”. Zatem jest wiele powodów, by cieszyć się dawną sztuką śląską, a na myśl o niej w głowie zapala się od razu lampka: „Michael Leopold Willmann”. Ostatnie dwadzieścia lat i nieoceniona praca prof. dr. hab. Andrzeja Kozieła nad popularyzacją jego sztuki pozwoliły na nowo odkryć geniusz tego malarza. Poza tym trzeba podkreślić, że ekspozycja jest prezentowana w Pawilonie Czterech Kopuł. Nasze muzeum pokazywało już kilkakrotnie w ramach wystaw obrazy Willmanna, ale dopiero przestrzeń pawilonu pozwala nam zebrać tak wielką liczbę jego dzieł, a wśród nich także te najokazalsze, których do tej pory nie mogliśmy pokazywać w naszym gmachu głównym – tłumaczy Piotr Oszczanowski.

Na wystawie możemy podziwiać zaledwie ułamek ogromnego artystycznego dorobku, jaki pozostawił po sobie artysta. Znawcy mówią, że był pracoholikiem, tytanem pracy. Był to też artysta kompletny. – Imponują nam liczba i różnorodność stworzonych przez niego dzieł. Niewielu artystom zdarza się być równie sprawnym w malarstwie sztalugowym i olejnym, malarstwie temperowym, polichromiach, akwafortach... Na pewno nie jesteśmy w stanie konkurować z takimi miejscami jak kościół pw. św. Józefa, gdzie liczba i wielkość, a także naturalne otoczenie fresków sprawiają, że nie jest możliwe pokazanie ich gdzie indziej. Sięgniemy zatem po bogatą spuściznę jego malarstwa sztalugowego. Jednym z najlepszych przykładów będzie obraz ukazujący Anioła Stróża, który został stworzony dla cystersów w Lubiążu, ale od 1848 r. był w kościele pw. św. Jana Chrzciciela w Prochowicach. Znakomity, pełen głębokich treści, wieloznaczny. Obraz erudycyjny, który można czytać na wiele sposobów – mówi Piotr Oszczanowski.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama