Nowy numer 46/2019 Archiwum

Do Nepalu po śladach ojca

Maciej Pietrowicz tak naprawdę poznał swojego tatę dopiero po jego śmierci. Z dziennika wypraw wysokogórskich i opowiadań. To sprawiło, że teraz ciągnie go w Himalaje… kultowym jelczem!

Maciej Rajfur: W tym roku odbyły się obchody 40. rocznicy pierwszej wyprawy jeleniogórskiej Annapurna South, w której uczestniczył Jerzy Pietrowicz, Pana ojciec. Wtedy góra została zdobyta, ale zginęło trzech wspinaczy. W ramach tej rocznicy był Pan w bazie pod Annapurna (7219 m n.p.m.). Zainstalował Pan tablicę, by upamiętnić tragicznie zmarłych wspinaczy. Czy ta historia sprawiła, że poczuł Pan w sobie pasję do działania w dziedzinie związanej z górami?

Maciej Pietrowicz: Wyjazd w Himalaje po 40 latach od wyprawy Annapurna South’79, w celu odszukania opuszczonej bazy wspinaczy, był dla mnie szczególną podróżą. Nie miałem niestety sposobności usłyszeć od ojca o tej wyprawie. Zmarł, gdy miałem niespełna osiem lat. Do końca oddał się pasji gór. Zachował się jednak jego dziennik, z którego dowiedziałem się o mrożącym krew w żyłach zdarzeniu. I moje pełne oddanie tej górskiej inicjatywie wynika właśnie z treści owego dziennika.

Dziś, po 40 latach, dotarło do mnie, jak bardzo mogę cieszyć się życiem. Wtedy, w 1979 roku, na dzień przed atakiem szczytowym na Annapurnę South, mój tata miał wypadek. W trakcie akcji ratującej Japończyków doznał kontuzji − skręcił ścięgno u nogi. Jak wynika z faktów opisanych w jego dzienniku, uraz ten zaważył na życiu oraz powrocie z wyprawy jeleniogórzan. Podczas próby zdobycia szczytu na wysokości ok. 6000 m n.p.m. zawrócił z bolącą nogą w stronę obozu. A jego partnerzy, kierownik wyprawy Jerzy Pietkiewicz oraz Julian Ryznar, weszli wyżej i… nigdy już z tej góry nie wrócili. Ja natomiast urodziłem się dwa lata po powrocie ojca z Annapurny.

Skąd więc pomysł na powrót w Himalaje, ale tym razem… jelczem? Tak jak podróżowali najlepsi polscy wspinacze podczas złotej ery polskiego himalaizmu w latach 70. i 80.

Chcemy przypomnieć w ten sposób nie tylko wielkie dokonania tego okresu, ale przede wszystkim warunki, jakim musieli sprostać nasi lodowi wojownicy podczas podróży w najwyższe góry świata. Tak bardziej osobiście − chciałbym także poczuć podobną ekscytację, która towarzyszyła mojemu tacie podczas wyprawy jelczem w Himalaje, którą przeżył 40 lat temu.

Co ważne, wyprawa planowana na 2020 rok, w 40. rocznicę pierwszego w historii zimowego zdobycia Mount Everestu przez naszych rodaków, ma także wymiar charytatywny.

Jelczem do Nepalu zabierzemy ze sobą także dary, które rozdamy w Katmandu w związku z piątą rocznicą trzęsienia ziemi w Nepalu. Będzie to piękny gest upamiętniający całą drogę, jaką musimy pokonać.

Wsparcie, jakiego możemy przy okazji tego projektu udzielić potrzebującym, jest celem samym w sobie, niewymiernym i ponadczasowym. W 2019 roku, podczas ostatniego wyjazdu, odwiedziliśmy już jeden z przytułków dla dzieci w Katmandu. Drogą lotniczą przetransportowaliśmy dla nich kilka komputerów. Wtedy też obiecaliśmy, że wrócimy za rok. Dziś mamy ciężarówkę i ogromną skrzynię załadunkową, do której chcielibyśmy zapakować dużo więcej.

W jakim stanie jest teraz wasz jelcz i co należy jeszcze przy nim zrobić, by był gotowy do pokonania ponad 10 tysięcy kilometrów, które dzielą Polskę od Katmandu?

Jesteśmy wręcz przekonani, że podczas podróży coś nawali, jeśli wyruszymy pojazdem w takim stanie, w jakim jest teraz. 40 lat temu uczestnicy wypraw mieli nowy egzemplarz z fabryki oraz komplet części zamiennych. Nawet zapasową skrzynię biegów! My włożyliśmy wiele miesięcy starań, aby wyprawowym jelczem przemieszczać się po Polsce.

Jesteśmy jednak dopiero na samym początku tego projektu. Należy wykonać rewizję silnika, sprzęgła, wymienić koła i opony na nowe, bo nasze mają 30 lat i są dętkowe.

Czeka nas wiele innych drogich czynności, np. wymiana instalacji pneumatycznej. Dlatego ruszyła już oficjalna zbiórka na stronie internetowej: jelczemwhimalaje.pl.

W zamian za wsparcie, które przeznaczymy na przewóz darów do Nepalu i przygotowanie pojazdu, oferujemy liczne nagrody i pamiątki z wypraw. Nie ukrywam, że szukamy także sponsora tytularnego.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama