Nowy numer 42/2019 Archiwum

Po prostu Willmann

Piotr Oszczanowski, dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu, mówi o przygotowaniach do wystawy największego śląskiego malarza.

Jędrzej Rams: Trwają u Was przygotowania do ekspozycji „Michael Leopold Willmann. Opus magnum”. Dlaczego akurat ten artysta?

Piotr Oszczanowski: Jeżeli mamy kogoś, kim powinniśmy szczególnie szczycić się na Śląsku, to na pewno jest to Willmann. To artysta, który zostawił trwały ślad na sztuce tamtej – doprawdy niezwykłej – epoki baroku. Dlaczego o nim pomyśleliśmy? Planowaliśmy wystawę, którą uczcimy kilka wielkich dla nas rocznic. W 1959 r. w Muzeum Śląskim (dawna nazwa naszego muzeum) miała miejsce pierwsza wystawa dzieł tego twórcy. W 2019 r. świętujemy 60. rocznicę publikacji pierwszego numeru „Roczników Sztuki Śląskiej”, a także wydania pierwszego tomiku z serii „Śląsk w Zabytkach Sztuki”. Jest zatem wiele powodów, by cieszyć się dawną sztuką śląską, a gdy myśli się o niej, w głowie zapala się od razu lampka: „Michael Leopold Willmann”. Ostatnie 20 lat i nieoceniona praca nad popularyzacją sztuki Will- manna prof. dr. hab. Andrzeja Kozieła pozwoliły na nowo odkryć geniusz tego malarza. Poza tym trzeba podkreślić, że wystawa będzie prezentowana w Pawilonie Czterech Kopuł. Nasze muzeum pokazywało już kilkakrotnie w ramach wystaw obrazy Willmanna, ale dopiero przestrzeń pawilonu pozwala nam zebrać tak wielką liczbę jego dzieł, a wśród nich także te najokazalsze, których do tej pory nie mogliśmy eksponować w naszym gmachu głównym.

To wystarczy, by Muzeum Narodowe zajmowało się Ślązakiem, Niemcem?

Po II wojnie światowej na ziemiach odzyskanych, czyli terenach przyłączonych do państwa polskiego, powołano we Wrocławiu Muzeum Państwowe. Bardzo szybko jednak, bo już po kilku latach, przemianowano je na Muzeum Śląskie. Stało się tak dlatego, że Polacy zastali na miejscu sztukę o wyjątkowej wartości. Na dodatek my sami, przybywając tutaj – chociaż czasownik „przybywać” jest stwierdzeniem eufemistycznym – przywieźliśmy ze sobą wraz ze swoją tożsamością własną bogatą kulturę i dzieła sztuki. Wystarczy spojrzeć przez okno mojego gabinetu, by zobaczyć jedno z tych dzieł – Panoramę Racławicką. To wszystko uczyniło nas odpowiedzialnymi za to, co zastaliśmy, jak i za to, co udało nam się przywieźć. Od 15 lat jesteśmy częścią struktur Unii Europejskiej – zatem ta odpowiedzialność nie tylko się nie skończyła, ale jest coraz większa. Proszę pamiętać, że na Dolnym Śląsku od czasu zakończenia II wojny światowej urodziło się kilka pokoleń mieszkańców. Na dolnośląskich cmentarzach spoczywają już nasi przodkowie. To czyni nas w pełni świadomymi i odpowiedzialnymi mieszkańcami tej części świata. A więc i wielowiekowa kultura też już stała się naszą. Dlatego spuścizna Michaela Willmanna jest też częścią naszej kultury. Zwłaszcza że zajmował się on sztuką chrześcijańską – w najlepszym tego słowa znaczeniu. My ją rozumiemy, podziwiamy, kontemplujemy, a to sprawia, że chcemy dzieła tego malarza pokazać i promować. Obrazy Willmanna współtworzą to, co można określić mianem genius loci – geniuszu i wyjątkowości miejsca. On nas kształtuje, my z niego czerpiemy. Są ponadczasowe, ponadnarodowe, ponadlokalne.

Czy będą też obrazy z diecezji legnickiej? Znajduje się w niej wiele dzieł samego artysty, jak i jego uczniów. Kościół pw. św. Józefa w Krzeszowie jest pełen fresków jego autorstwa.

Willmann był pracoholikiem, tytanem pracy. Był to też artystą kompletnym. Imponuje nam liczba i różnorodność stworzonych przez niego dzieł. Niewielu artystów jest równie sprawnych w malarstwie sztalugowym, olejnym, malarstwie temperowym, polichromiach, akwafortach... Na pewno nie jesteśmy w stanie konkurować z takimi miejscami jak kościół pw. św. Józefa, gdzie liczba i wielkość, a także i naturalność fresków jest nie do pokazania gdzie indziej. Sięgniemy zatem po bogatą spuściznę malarstwa sztalugowego Willmanna. Jednym z najlepszych jego przykładów będzie obraz ukazujący Anioła Stróża, który został stworzony dla cystersów w Lubiążu, ale od 1848 r. był w kościele pw. św. Jana Chrzciciela w Prochowicach. Znakomity, pełen głębokich treści, wieloznaczny. Obraz, który można czytać na wiele sposobów.

Często dyrektor muzeum staje się kuratorem wystawy?

Nie, nieczęsto. Tutaj wynikało to z pewnej konieczności, bo skala przedsięwzięcia pod względem logistycznym jest ogromna. Chodziło o skrócenie procesu decyzyjnego. Zaprezentujemy prawie 90 dzieł, niektóre sporych rozmiarów, sprowadzonych z bardzo wielu miejsc. Również z Warszawy, gdzie po II wojnie światowej trafiło wiele z nich. Przywiezienie ich z powrotem na Dolny Śląsk, na naszą wystawę, jest doprawdy wydarzeniem historycznym. A robimy to wszystko w tym celu, aby zwrócić uwagę na to, jakim geniuszem sztuki był Willmann. Jemu to się po prostu należy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL