Nowy numer 42/2019 Archiwum

Łamanie tabu na Dżabal Tubkal

W tym wyczynie było wszystko – szalony pomysł, trud przygotowań, „pot i krew”, ale ostatecznie – szczęśliwe zakończenie i łzy radości.

Podopieczni Warsztatów Terapii Zajęciowej w Polkowicach wzięli udział w wyprawie na szczyt Dżabal Tubkal w Maroku. Na szczyt nie byle jaki, bo najwyższy w Afryce Północnej, wznoszący się na wysokości 4167 m n.p.m. Idea wyprawy narodziła się w głowie Stanisława Rapczuka, szefa polkowickiego WTZ. On sam, kiedy tylko może, chodzi po górach. Doskonale wie, że liczy się tam zarówno przygotowanie fizyczne, jak i psychiczne.

– Bo głowa w górach jest najważniejsza. Zwłaszcza gdy idzie się w góry wysokie. Tam potrzebna jest oczywiście dobra kondycja fizyczna, ale nic nam po niej, gdy warunkom i trudom panującym na tej wysokości nie sprosta umysł, czyli nie starczy determinacji, ukierunkowania na cel – tłumaczy S. Rapczuk. I właśnie w tym tkwi unikatowość całej wyprawy z Polkowic. – Byli zapaleńcy z niepełnosprawnością ruchową, którzy zdobyli nawet Mount Everest. Jednak ciągle nikt nie chce brać na siebie ryzyka zabierania w góry wysokie osób z niepełnosprawnością umysłową. Pomyślałem, że może warto zaryzykować i przełamać to tabu – mówi Stanisław Rapczuk. I tak powstał projekt „Niepełnosprawni bracia na dachu Afryki Północnej”. Do dwóch braci, Sylwestra i Tomasza z Radwanic, dołączył ich znajomy – Łukasz z Polkowic, również z niepełnosprawnością umysłową.

Ruszyły przygotowania, sprawdzano teren, były rozmowy z rodzinami. Tymczasem okazało się, że tylko jedna firma w Polsce zgodziła się podjąć ubezpieczenia wyprawy, ponieważ podopieczni chorują na schorzenia wymienione w ramach 160 chorób dyskwalifikujących w Unii Europejskiej w zakresie uprawiania turystyki wysokogórskiej. Jednak, jak komentuje Jan Dudarowski z Klubu Wysokogórskiego w Lubinie, istnieją dwa rodzaje ryzyka podczas takich wypraw – obiektywne, czyli „sama potęga gór”, i subiektywne, czyli przygotowanie uczestników.

– Na pierwsze nie mamy wpływu. Co do drugiego – tutaj przygotowanie wyprawy było wzorowe – uważa J. Dudarowski. – Organizatorzy doskonale znali swoich podopiecznych. Ja bym się nie podjął takiego wyjazdu, ponieważ nie znam tych ludzi. Ale bardziej miałbym obawy o sam lot samolotem czy kondycję fizyczną. Na pewno rejon Dżabal Tubkal jest stosunkowo bezpieczny, ponieważ jest dobrze zagospodarowany; są tam dwa schroniska, szlak jest bardzo mocno uczęszczany. Stosunkowo blisko jest ze schroniska na szczyt, a ten jest łatwy do podejścia. Tamte góry są zupełnie inne niż Alpy. Nie ma takich przewyższeń. Mogę je nawet porównać do naszych Karkonoszy.

Nawet jeżeli na wysokości 3,5 tys. m pojawiają się objawy choroby wysokogórskiej, to są to tylko nieprzyjemne objawy. Rejon zagrożenia życia z takimi objawami to dopiero 7 tys. m n.p.m. Wyruszyli też w dobrym okresie – końca zimy i początku wiosny, kiedy już nie jest tak zimno, a słońce jeszcze mocno nie grzeje. Uczestnicy wyprawy jednak lekko nie mieli. Także dlatego, że od czasu zamordowania w Maroku dwóch turystek władze zaostrzyły regulacje dotyczące turystyki górskiej. Nie zrażając się jednak, ekipa wyruszyła do Maroka. Początkowo pogoda sprzyjała wyprawie, jednak w dniu planowanego ataku na szczyt zaczął bić grad i padać mocny śnieg. Kiedy sytuacja się ustabilizowała, siedmioosobowa ekipa ruszyła na szczyt. Po drodze pojawiły się tradycyjne objawy choroby wysokogórskiej. – W tak trudnych warunkach nawet zdrowe osoby muszą cały czas obserwować reakcje swojego ciała, by ocenić, czy są w stanie dojść na szczyt i zejść. My mieliśmy ze sobą osoby, którym trzeba było zawiązywać buty, musieliśmy też dbać o ich regularne wypróżnianie, dbać o przyjmowanie leków przepisanych przez lekarza, kontrolowaliśmy nawet ich oddech podczas snu... – wymienia Stanisław Rapczuk.

W pewnym momencie pojawiły się myśli, żeby odpuścić atak na szczyt i zadowolić się samym przekroczeniem magicznej granicy 4 tys. m n.p.m. Ostatecznie na szczyt weszło dwóch podopiecznych – Łukasz i Tomek. Sylwester miał problemy z dojściem do celu i wówczas ochroniarz wynajęty przez rząd Maroka, który towarzyszył cały czas ekipie, a był bardzo sceptycznie nastawiony do całej ekspedycji, zaproponował, że to on sam mu pomoże i wejdzie z nim na górę. Odpuszczono, bo i tak dokonano „niemożliwego” – osoby niepełnosprawne weszły na minimalną wysokość, która kwalifikuje do przystąpienia do Polskiego Związku Alpinizmu. – Taka wyprawa pokazuje, że osoby niepełnosprawne nie muszą być zamykane w obiektach, gdzie tworzy się świat tylko dla nich – uważa Jan Dudarowski. Teraz członkowie wyprawy będą odwiedzać miejscowe szkoły i opowiadać o swoich doświadczeniach. W ten sposób dopną drugi cel projektu „Niepełnosprawni bracia na dachu Afryki Północnej”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL