Nowy numer 41/2019 Archiwum

Rodzinny interes

– Kat w czerwonym kapturze, ścinający toporem skazańca na środku rynku? To hollywoodzka bajka. Ścinano mieczem i zawsze poza miastem – tak było m. in. w Chojnowie, Złotoryi czy Jeleniej Górze – mówił dr Daniel Wojtucki.

Wykład „Kat i jego warsztat pracy na Śląsku od XVI do XVIII wieku”, który przedstawił w Chojnowie dr Daniel Wojtucki z Zakładu Historii Polski i Powszechnej XVI–XVIII Uniwersytetu Wrocławskiego, zgromadził pełną salę słuchaczy. Nic dziwnego. O katach wymierzających Bożą sprawiedliwość wiemy na ogół niewiele, a to, co wiemy, oparte jest na stereotypach. Zaś wiedza prelegenta była niezwykle bogata.

– Egzekucje odbywały się za miastem. Kaci nie zasłaniali twarzy, a ich zawód był niezwykle intratny. Ale nie dzięki egzekucjom – te były rzadkością. Kaci wykonywali za to cały szereg zadań, których nigdy nie podjąłby się zwykły mieszczanin. Za to mu sowicie płacono – opowiadał w podziemiach Zamku Piastowskiego prelegent. Fach, jakim było wykonywanie kary nałożonej przez sądy, był niezwykle potrzebny, a zarazem niezwykle niechętnie odbierany przez ówczesne społeczeństwo. To m.in. zaważyło na fakcie, że zawód kata wykonywały przez stulecia te same rodziny, przekazując sobie „schedę” z pokolenia na pokolenie. – Przygotowywano do tego zawodu od najmłodszych lat. Mali chłopcy ćwiczyli swoje umiejętności na zwierzętach, później pomagali przy egzekucjach, obserwując mistrza – nie szczędził szczegółów dr Wojtucki.

– Kiedy osiągali wiek18-25 lat, mogli przystąpić do egzaminu mistrzowskiego, czyli „majstersztyku”, próbując poprawnie, według kaciej sztuki, ściąć mieczem skazanego na śmierć... A jeśli nie wyszło? Okazuje się, że nie tylko skazaniec przechodził wtedy gehennę. – Za złe wykonanie wyroku kat mógł zostać ukamienowany. Tak zdarzyło się np. we Wrocławiu, gdzie egzekutor dobijał nieszczęsnego skazańca siedem razy. Z kolei za „dobry cios” otrzymywał tytuł mistrza, oklaski, a nawet dyplom – nie oszczędzał słuchaczy prelegent. Według dawnego prawodawstwa „mistrz średniej sprawiedliwości”, bo tak nazywano kata przez wieki, był wykonawcą wyroku wydanego przez Stwórcę, a więc był „przedłużeniem Boskiej ręki na ziemi”. Źródła informują, że zawód ten rozwinął się w Europie w XIII wieku. Rzemiosło katowskie na Śląsku pojawiło się między XV a XVI wiekiem. W Chojnowie nieco później.

– Swojego kata miasto doczekało się dopiero w XVIII stuleciu. Dlaczego tak długo chojnowianie musieli czekać na mistrza ścinania mieczem, łamania kołem czy topienia? Odpowiedź jest bardzo prosta: bo mieszkańcy grodu nad Skorą zachowywali się na wyraz przyzwoicie. Ale i tu, jak podają dokumentu historyczne, zdarzały się przypadki niefortunne, jak np. kradzież dóbr kościelnych, dlatego przez wiele lat to miasto odwiedzał kat z Legnicy – opowiadał dr Wojtucki. Myliłby się ten, kto by sądził, że ścinanie głów i wieszanie były jedynymi zajęciami kata. Ten zawód polegał głównie na... oczyszczaniu miasta z fekaliów i śmieci, eksterminowaniu bezpańskich psów i kotów, grzebaniu zmarłych i... torturach. Stąd, jak dowodził prelegent, kaci posiadali tak znakomitą wiedzę o anatomii. – Zdarzało się, że kaci śląscy zostawali później znanymi lekarzami i chirurgami. Świetnie leczyli poparzenia, które nota bene stosowali podczas tortur. Nie była im obca ginekologia, odbierali porody, leczyli guzy. Trwał nawet wielowiekowy spór między lekarzami i katami, bo ci pierwsi zarzucali tym drugim, że odbierają im pacjentów – zaznaczał prelegent. Jednym z zaskakujących elementów wykładu był wątek kobiet – katów.

– Po śmierci męża katowa mogła przejąć jego obowiązki na rok. Przy czym wyrok ścięcia czy powieszenia mógł wykonywać tylko mężczyzna. Ale amatorów ożenku z katową nie brakowało. Szybko ustawiał się do niej ogonek kandydatów. Zachęcał ich jej status i bogactwo – referował naukowiec. Bo mistrzowie katowscy dysponowali nawet kilkoma katowniami, a więc domami, które mogli wynajmować i czerpać z tego zyski. Byli to ludzie majętni i jak na owe czasy nieźle wykształceni. Często ich cech rzemieślniczy (sic!) łączyły nie tylko więzy zawodowe, ale i rodzinne. I tak np. córka chojnowskiego kata za rodziców chrzestnych miała katów z innych miejscowości. Podobnie było z zawieraniem małżeństw. Najbardziej znanym i najdłużej wykonującym swoją profesję rodem katów dolnośląskich byli Kühnowie. Przez ponad trzy wieki ścinali, piętnowali gorącym żelazem, torturowali, ale i leczyli mieszkańców m.in. Złotoryi, Chojnowa, Legnicy, Jawora, Świdnicy, Wrocławia i Zgorzelca. Ostatecznie kaci zeszli ze sceny w pierwszej poł. XIX. Ich rolę przejęły bardziej cywilizowane instytucje wymiaru sprawiedliwości. Warto dodać, że obecnie dr Daniel Wojtucki prowadzi prace archeologiczne przy dawnej górze wisielców w Chełmsku Śląskim.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL