Nowy numer 46/2019 Archiwum

Pamiętam, to była środa...

– Czekaliście na nas? – spytało wzruszone jedno z maleństw, patrząc na pachnące jeszcze farbą pokoje i na swoje imiona wpisane na ścianie w Domu Dziecka w Bolesławcu.

W poniedziałek 14 stycznia w Bolesławcu w jednym ze skrzydeł Domu Dziecka prowadzonego przez siostry ze Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety otwarto placówkę opiekuńczo-wychowawczą o charakterze rodzinnym. Trafią tam malutkie dzieci lub całe rodzeństwa, niezależnie od wieku, które z różnych powodów będą musiały być zabrane z ich domu rodzinnego. Na tym etapie działań służb socjalnych rodzice najczęściej nie mają jeszcze orzeczenia sądu o pozbawieniu ich praw rodzicielskich. Dzieci pojawiające się w murach ośrodka mają więc szansę na powrót do swoich domów. Niezbędnym warunkiem jest tutaj jednak poprawa zachowania ich rodziców. Kiedy się to nie udaje, dla dzieci szuka się rodziny zastępczej bądź adopcyjnej. Ale to już inna historia...

Powołanie ośrodka było wspólnym pomysłem sióstr, Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie oraz powiatu bolesławieckiego. – Przyszłam do Domu Dziecka w Bolesławcu w sierpniu. Już po kilku dniach pojawiła się propozycja powiatu, żeby utworzyć placówkę o charakterze rodzinnym. Takich miejsc jest mało. Najbliższa tego typu jednostka znajduje się aż w Ząbkowicach Śląskich – mówi dyrektor s. Agnieszka Wieczorek. – Nasz Dom Dziecka jest placówką socjalizacyjną i może przyjmować dzieci dopiero od 10. roku życia. Istniała potrzeba stworzenia miejsca, które zajmie się dziećmi młodszymi, a w naszym domu był pusty parter. Wyszliśmy sobie naprzeciw – wspomina. Ruszyły więc prace remontowe. Jednak raczej nie „z kopyta”. Takie miejsca jak domy dziecka nigdy nie dysponują zbyt dużym budżetem. Jednak, jak mawia siostra dyrektor, „gdyby to nie miało powstać, to by nie powstało”. Na początku listopada pojawiła się bowiem pani Tatiana. Jak dobry anioł. W poniedziałek przyjechała do pracy w Bolesławcu, a we wtorek zapukała do drzwi Domu Dziecka. Dlaczego? Jak sama mówi, coś jakby ja pchało w tym kierunku. Przyszła z pytaniem, czy może uczyć dzieci angielskiego. – Następnego dnia poprosiła o rozmowę. To była środa. Przyszła i spytała, czy może jeszcze jakoś pomóc. Zaprowadziłam ją do czekających na remont pomieszczeń. Ona pomyślała przez chwilę i zadeklarowała, że zapyta swojego szefa w tej wielkiej firmie, w której pracuje, czy da pieniądze na dwa pokoje. I udało się. Przypominam: to była środa, dzień poświęcony świętemu Józefowi – mówi s. Agnieszka. To ważne, bo cały Dom Dziecka jest jemu poświęcony. Przed wejściem stoi jego figura. Podobna znajduje się w legnickim Domu Dziecka, którym siostra Agnieszka kierowała przez kilka lat. Zawsze Opiekun Zbawiciela pomagał. Na dowód tego siostra opowiada, że tydzień przed pojawieniem się Tatiany zepsuł się im kocioł grzewczy. Koszty wymiany to 10 tys. zł. W kasie domu było wtedy... 700 zł. Siostra westchnęła do świętego Józefa, że „to ją jakby przerasta”, i poszła do pobliskich ojców pijarów na Eucharystię. Jak się dzisiaj śmieje, porozmawiała z jednym z zakonników, wyżaliła się, on wysłuchał. Z troszkę lżejszym sercem wróciła do Domu Dziecka. Po godzinie zadzwonił telefon. Ojciec, rozmówca sprzed godziny, spytał, czy ma już te 10 tys. zł na kocioł. „A skąd miałyby mi one spaść? Z nieba?” – pomyślała siostra. – No bo znalazł się anonimowy darczyńca, który da wam na ten kocioł – powiedział kapłan. Siostra podziękowała w duchu św. Józefowi. Minął kolejny tydzień i, również w środę, zadzwonił domofon. – Nie potrzebujecie jakichś mebli? – zapytał mężczyzna, który okazał się stolarzem. Siostra potrzebowała do nowego ośrodka kuchni. – Widać ten ośrodek musiał powstać. W ciągu tych dwóch miesięcy pojawiało się w naszym domu sporo dobrych aniołów o wielkim sercu – nie sposób ich wszystkich wymienić. Przejawiali ogromną chęć niesienia pomocy: od pampersów poczynając, a na nowej lodówce kończąc. Jestem przekonana na 100 procentach, że to cicha „robota” św. Józefa. Święty nie mówi, tylko działa przez dobrych ludzi, których wokół nie brakuje, którzy przychodzą i chcą nieść pomoc – dzielić się tym, co mają – to piękne doświadczenie działania Bożej opatrzności w naszym życiu – opowiada. Już wprowadziła się szóstka rodzeństwa. Najstarsza dziewczynka ma 15 lat, najmłodsza – 9 miesięcy. Pochodzą spod Bolesławca. – Do tej pory byli w Legnicy i Wałbrzychu. Teraz ich mama ma do nich bliżej. Może je odwiedzać. Jest nadzieja, że może da jej to siłę poskładać się w życiu i dzieci będą miały szansę powrotu do domu rodzinnego – mówi s. Agnieszka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama