Nowy numer 42/2018 Archiwum

Posłanie w duchu ks. Bosko

Na południu Etiopii, jednego z najbiedniejszych krajów Afryki, właśnie rozpoczęła swoją posługę studentka rodem z Osiecznicy.

Dla Magdaleny Dul przygoda, a może raczej misja życia rozpoczęła się 6 lipca. Tego dnia ruszyła z Polski na południe Etiopii, do salezjańskiej misji w Fullasie. Będzie tam przez dwa miesiące pomagała salezjanom opiekować się dziećmi w parafii, organizowała kurs języka angielskiego dla młodzieży i wspierała misjonarzy w ich pracy duszpasterskiej. Do Polski wróci 28 sierpnia. Widocznym znakiem wyjazdu Magdaleny z Polski na dwa miesiące jest specjalny certyfikat przyjaźni z misjonarzami, jaki wolontariat misyjny salezjanów wystawił parafii pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego w Osiecznicy.

– Nie, nie tracimy jej. Ona jest bardzo zaangażowana w życie parafii, nawet mieszkając we Wrocławiu. Jej przykład jest na pewno widocznym znakiem, że Bóg powołuje, kogo chce i gdzie chce. Od kiedy jestem proboszczem w Osiecznicy, regularnie modlimy się w intencji świętych i licznych powołań zakonnych i misyjnych. Może przyłożyliśmy też do jej wyjazdu modlitewną część? – mówi ks. Artur Kaproń. Magdalena Dul przyznaje, że o wyjeździe na misje pierwszy raz pomyślała w gimnazjum. – To była taka przelotna myśl, przebłysk, pragnienie. Ale szybko uciekła – mówi dziewczyna. Lata mijały i maturzystka musiała wybrać uczelnię, na której mogłaby kontynuować naukę. Wybór padł na Papieski Wydział Teologiczny we Wrocławiu. Tam poznała koleżankę. I kiedyś w drodze na uczelnię wywiązała się rozmowa, z której wyniknęło, że obie mają dziwną słabość do misji. Postanowiły więc poszukać miejsca, w którym dowiedzą się czegoś więcej na ten temat. Trafiły do Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego we Wrocławiu. Tutaj zawiązywała się grupa dziewcząt gotowych na formację przygotowującą do pomocy misjonarzom. Tak zaczęło się poznawanie niełatwych prawd o trudach i radościach misji w najbardziej odległych zakątkach świata. Były spotkania z misjonarzami świeckimi i zakonnymi, szlifowanie języka i – co chyba najważniejsze – formacja duchowa. Bo po co jechać na drugi kraniec globu, gdy się nie wie, dla Kogo się to czyni? – Już po roku, w listopadzie 2017 r., złożyłam swoją prośbę, gotowość do wyjazdu. Rodzice początkowo łapali się za głowę i odradzali. Dzisiaj patrzą na to inaczej – mówi wolontariuszka. Potwierdzenie chęci wyjazdu jest zawsze niejako w ciemno. Nie wiadomo, dokąd się pojedzie. W tym roku zapotrzebowanie na pomoc zgłosiły dwie skrajnie odlegle od siebie placówki – pierwsza w Mongolii, druga w Etiopii. Magdalena została skierowana do Etiopii. Nie pojedzie tam sama. Wraz z nią będzie też m.in. koleżanka, która już piąte wakacje spędzi w ten sposób. Zwieńczeniem formacji w salezjańskim wolontariacie była uroczystość we wrocławskiej katedrze pw. św. Jana Chrzciciela. Przewodniczył jej inspektor Inspektorii Wrocławskiej ks. Jarosław Pizoń SDB. W homilii wspomniał o salezjańskim rysie wyjazdów misyjnych posyłanych wolontariuszek. Patronuje im bowiem św. Jan Bosko. – Jadą w imieniu Chrystusa, ale z uśmiechem ks. Bosko, z sercem bijącym charyzmatem salezjańskim, aby objawić prawdę i miłość, dać radość i siebie. Jesteśmy powołani i musimy pytać, jak wygląda nasze życie po wołaniu! – apelował salezjanin. Po powrocie przed Magdą czwarty rok studiów teologicznych. Na pewno czasu na misjach nie żałują Małgorzata i Robert Marxowie, którzy spędzili ponad rok w Ghanie, również w ramach misji salezjańskich. Dzisiaj mówią zgodnie, że zyskali coś, czego czasami nie można się dowiedzieć na studiach. – To nas nauczyło, by nie planować za wiele i pozwolić prowadzić się Duchowi Świętemu, zawsze mieć otwarte dłonie i serca dla ludzi, do których zostajesz posłany. Im więcej dajesz, tym więcej otrzymujesz, to w nas ma się dokonać ta największa przemiana – to jest misja Boga dla nas – mówią Marxowie.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy