GN 42/2019 Archiwum

Trzy dni w ogniu

„W ciemności i dymie idziemy po schodach. Trzy »strzały« w sufit, żeby schłodzić gazy. Potem piętro niżej: drzwi do sypialni, pali się łóżko. Rozgorzenie duże, gazy podsufitowe się palą, kuchnia też”...

Na terenie Jednostki Ratownictwa Górniczo-Hutniczego KGHM w Sobinie przez trzy dni parkował jedyny w Polsce mobilny trenażer do symulowania pożaru w pomieszczeniach. – To jest symulator do treningu z żywym ogniem. Strażacy mogą tu trenować gaszenie źródeł ognia w jego różnych postaciach, jakie występują w zamkniętych pomieszczeniach, np. mieszkaniach. To dużo bardziej wymagające ćwiczenie niż trenowanie na wolnym powietrzu. Tu skala trudności jest nieporównywalnie większa, a podobieństwo do rzeczywistego pożaru jest niemal stuprocentowe – tłumaczy Tomasz Małyszczyk z firmy Draeger.

Nad całością czuwa najnowocześniejsza elektronika. Trenażer jest naszpikowany sensorami, które nie tylko dawkują dym i płomienie, dostosowując automatycznie warunki do potrzeb, ale także mogą w każdej chwili przerwać ćwiczenie bez szkody dla strażaków. Cały proces zapewniania bezpieczeństwa odbywa się z umieszczonej wewnątrz kapsuły. Odpowiednio wyszkolony operator przez cały czas widzi na podglądzie każdy zakamarek trenażera i ćwiczących strażaków. – Do trenażera wchodzimy czteroosobową rotą – dwóch ratowników i dwóch zabezpieczających. Na sobie mamy ok. 40 kg sprzętu, m.in. butlę, aparat tlenowy, szelki do samoratownia, hełm. To trochę utrudnia ruchy, zwłaszcza w ciasnych pomieszczeniach, ale jest niezbędne, głównie ze względu na niebezpieczne gazy przy pożarze – wyjaśnia Tomasz Łastowiecki, ratownik. Trenażer pożarniczy Draegera spędził w Sobinie trzy dni. W tym czasie skorzystali z niego wszyscy strażacy należący do Górniczego Pogotowia Ratowniczego (GPR), wchodzącego w skład Jednostki Ratownictwa Górniczo-Hutniczego KGHM w Sobinie. W sumie to prawie 80 osób. – Schodziliśmy po schodach. Oczywiście, wcześniej trzy „strzały” w strefę podsufitową, żeby wychłodzić gazy. Następnie schodziliśmy piętro niżej. Pokonaliśmy drzwi i weszliśmy do sypialni. Tam paliło się łóżko. Rozgorzenie bardzo duże, zapaliły się gazy podsufitowe. Kiedy je ugasiliśmy, okazało się, że pali się jeszcze kuchnia, a konkretnie garnek na kuchence. Po kuchni był jeszcze pożar pod schodami. Na koniec wyszliśmy na dach, gdzie w płomieniach stała instalacja solarna – opowiada Dariusz Popęda, dowódca zastępu, przodownik. Na przejście całego toru przeszkód zamkniętego w ciasnym trenerze zawodowcy z GPR w Sobinie potrzebowali od 7 do 10 minut. Po zakończeniu szkolenia będzie czas na analizę, co jest jeszcze do poprawy i co sprawia największe kłopoty strażakom z GPR. – Ten trenażer pomaga oswoić się z sytuacjami, jakie mogą spotkać strażaka w prawdziwej akcji. Wnętrze pełne jest zakamarków, są schody, pomieszczenia zagospodarowane tak jak w prawdziwym mieszkaniu, a więc pokój dzienny, kuchnia, piętra. Wewnątrz panuje niemal całkowita ciemność. Przestrzeń wypełnia symulowany dym i ogień, jest ponadto bardzo wilgotno i ciasno – wymienia Tomasz Małyszczyk z Draegera. W całej Polsce jest tylko jeden tego typu mobilny trenażer. Pozostałe dwa to stacjonarne urządzenia znajdujące się w szkołach pożarniczych. Mobilny trenażer Draegera odwiedził ratowników górniczych w Sobinie po raz pierwszy. Był już testowany m.in. przez kilka jednostek zawodowej straży pożarnej, ale coraz częściej korzystają z niego także hufce Ochotniczych Straży Pożarnych. – To bardzo zaawansowany technologicznie sprzęt, gotów odtworzyć niemal każdą sytuację pożarową i rzeczywiste warunki panujące wtedy w pomieszczeniach zamkniętych. To dla nas niepowtarzalna okazja, żeby przetrenować ważne elementy sztuki pożarniczej – uważa Paweł Perzyński, kierownik wydziału w Górniczym Pogotowiu Ratowniczym w Sobinie. Ze szkolenia zadowoleni są także strażacy. – Możemy dogrywać się w rocie, przećwiczyć niektóre ważne sytuacje. To coś zupełnie innego niż trening na wolnym powietrzu, gdzie trudno o takie zadymienie, ciemność i temperaturę. No i adrenalina jest znacznie większa – zapewnia Tomasz Łastowiecki. Jarosław Marchewka, dyrektor sprzedaży na Polskę systemów dla służb ratowniczych firmy Draeger, wie, że w Sobinie szkoliła się na nim elita. – To dla nas zaszczyt pomagać w szkoleniu tak znakomitej grupie zawodowców. Ratownicy z najwyższej półki dostali trenażer z najwyższej półki. Dało im możliwość kontaktu z żywym ogniem, niedostępnym w inny sposób. Trudno jest kilkadziesiąt razy podpalić kuchnię – mówi z uśmiechem. Pewien dalszej współpracy z Draegerem jest Paweł Perzyński z GPR. – Stałe symulatory mają tę wadę, że się nie ruszają z miejsca. Trzeba zorganizować wyjazd na takie szkolenie, najlepiej kilkudniowy. Ale bardzo często w nawale zadań i szkoleń trudno jest znaleźć na to czas. Ten trenażer sam do nas przyjechał, dlatego korzystamy, ile możemy – mówi. Oprócz strażaków Jednostka Ratownictwa Górniczo-Hutniczego KGHM ma w swoim składzie także inne grupy specjalistyczne, m.in. ratowników wysokościowych i płetwonurków. Od niedawna stworzono tu także grupę poszukiwawczo-ratowniczą.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama