Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Subsaharyjski budowniczy

Z 25 lat swojego duszpasterzowania, 18 spędził na misjach w Zambii, Malawi i Zimbabwe, wznosząc szkoły i ucząc zawodu setki młodych mężczyzn.

Ksiądz Czesław Leńczuk, salezjanin, na pierwszą misję wyjechał jeszcze jako diakon. Nie wahał się, choć droga była daleka, a przyszłość – niewiadoma. – Od początku oddałem się pod opiekę Matce Bożej Wspomożycielce Wiernych. Była ze mną od dzieciństwa, tak mi się spodobała postać z obrazków, które rozdawał mój proboszcz w rodzinnym Sobinie – wspomina.

Pamięta też dobrze innego proboszcza, ks. Ignacego Bubulę, również salezjanina, który powiedział do niego: „Życzę ci, żebyś został księdzem”. – Dlaczego akurat ja?! – chciało mi się krzyknąć. Co ja takiego zrobiłem? – śmieje się na tamto wspomnienie. – A tak naprawdę, to to przekonanie było we mnie od dzieciństwa: posługiwanie przy ołtarzu, pielgrzymki na Jasną Górę, dobrzy ludzie spotykani po drodze wcale nieprzypadkowo. Tak, jak nieprzypadkowe były książki o ks. Bosko wpadające mi w ręce. To wszystko zaprowadziło mnie do salezjanów – uważa ks. Czesław. Kiedy znalazł się po raz pierwszy w Afryce, miał nieco ponad 20 lat i wielką misję do wypełnienia. Najpierw cztery lata studiów w Kenii, potem święcenia kapłańskie z rąk abp. Adriana Mugandu w Chingola, piątym co do wielkości mieście Zambii. To było 17 kwietnia 1993 roku. A potem już od razu budowa szkoły zawodowej. Pozwolenia, materiały, wykonanie. Następnie wyposażenie klas, narzędzia i zebranie uczniów. – Edukacja jest w Afryce bardzo ważna. Rządy starają się pomagać misjom, ale to od misjonarzy wiele zależy. Uczyłem młodych Afrykańczyków stolarstwa, elektrotechniki, rolnictwa, budowlanki, krawiectwa. – Skąd to wszystko umiałem? Nie wiem. Chyba z asystencji Ducha Świętego – mówi z uśmiechem. Te szkoły budował przez następnych kilkanaście lat w Zambii, później w Malawi i Zimbabwe, nie bacząc na przeszkody formalne, biurokrację i... malarię. – Kiedy przyjechałem do Afryki, dawałem sobie 2–3 lata życia. Mój kolega z roku zmarł po 11 miesiącach. Pierwszy raz zapadłem na malarię jeszcze w Kenii. Najgorsza jej odmiana, malaria mózgowa, zaatakowała mnie w Malawi. Raz „przywiozłem” ją do Polski. Tu nie tak łatwo było ją rozpoznać, bo jak powiedziała lekarka, ostatni raz widziano ją podczas I wojny światowej – wspomina salezjanin. Jednak we Wrocławiu udało się opanować chorobę. – Do Malawi wróciłem jak nowo narodzony – dodaje. Swoją misjonarską epopeję zakończył w 2014 roku. Ale czy to na pewno koniec afrykańskiego, subsaharyjskiego ewangelizowania? Ewangelizowania trwałego, bo zostawiającego swój ślad w postaci szkół i wykwalifikowanych pracowników. Nie wiadomo. 25. rocznicę święceń kapłańskich ks. Czesław Leńczuk spędził w rodzinnym Sobinie. Wspólnota miejscowej parafii pw. św. Michała Archanioła z proboszczem ks. dr. Mariuszem Szymańskim przygotowała mu nie lada przyjęcie. Ale najlepszym prezentem była „margaretka” – duchowy dar stałej modlitwy siedmiu osób z parafii.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma