Nowy numer 38/2018 Archiwum

Przezorny nie zawsze ubezpieczony

Jeśli choć część roślin nie odbije w ciągu cieplejszych dni, straty będą ogromne – załamują ręce rolnicy z terenu diecezji. Obsiane na jesieni pola zwarzył mróz.

Gdzie tej zimy śnieg nie spadł, a była to zdecydowana część Dolnego Śląska, na posiane jesienią rzepak, pszenicę czy jęczmień, tam nie będzie co zbierać latem. Dla większości rolników oznacza to wyrzucone w błoto pieniądze, wydane na jesienne zasiewy. To także konieczność ponownych zasiewów, tym razem wiosennych. Przez ponad tydzień rolnicy w całej Polsce z napięciem czytali prognozy pogody, zwłaszcza te nocne. Niestety, dla wielu z nich spełniły się najgorsze oczekiwania.

– Jestem załamany. Choć na rzetelną ocenę trzeba zaczekać jeszcze kilka tygodni, to już teraz wiem, że straty spowodowane mrozem będą duże, nawet bardzo duże – mówi Andrzej Kosior z Bolesławic k. Bolesławca, który obsiał ponad 300 ha użytków. – Najgorzej jest u mnie z jęczmieniem zimowym i pszenicą zimową. Oba w niezbyt dobrej kondycji, mocno przemarznięte. Być może w jakimś procencie odbiją, jeśli przyjdą ciepłe dni i będą miały czas się rozkrzewić. Jeśli nie, trzeba będzie ponad 300 ha obsiać jeszcze raz odmianami jarymi. A to są ogromne koszty – mówi. Na niskie temperatury najbardziej wrażliwy jest rzepak. Jak mówi prof. dr hab. Andrzej Kotecki z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, coraz więcej rolników w Polsce kupuje do siewu odmiany nieodporne na mróz, bo są bardziej wydajne. – Nie oznacza to, że wszystko stracone. Z danych instytutu w Poznaniu wiem, że tamtejsza pszenica odbiła mimo mrozów – informuje prof. Kotecki. Gospodarująca w Ocicach Bożena Długosz zwraca jednak uwagę, że temperatury w Wielkopolsce były wyższe niż na Dolnym Śląsku. – Jednej z nocy temperatura w okolicach Bolesławca spadła do minus 21 stopni! To oznacza dramat dla wielu naszych rolników. Tych dużych i tych małych. Większość spłaca kredyty, maszyny, nawozy. Nie wiadomo, czy będą mieli z czego zapłacić raty – mówi. Sama oddała okolicznym rolnikom w pacht ponad 3 ha ziemi pod siew. Czy otrzyma od dzierżawców zapłatę? – Jestem przygotowana na to, że nie – mówi z rezygnacją. Zima nie rozpieszczała także Adama Zielonego ze Ścinawy. Ale jego 100 ha rzepaku i 200 ha pszenicy chyba udało się przetrwać mrozy. – Wczoraj jeszcze chodziłem po polu, wygląda na to, że wszystko jest OK. To dlatego, że w naszym rejonie takich mocnych mrozów nie było. Po drugie, kupiłem odmiany mrozoodporne. Są droższe, ale było warto. W zeszłym roku kupiliśmy z ojcem w centrali zwykłe nasiona i musieliśmy na wiosnę siać drugi raz odmiany jare. To podwoiło koszty. Tym razem byliśmy przezorni – mówi. Bożena Długosz zwraca uwagę, że w przypadku strat spowodowanych pogodą najbardziej poszkodowani są drobni gospodarze. Oni też najrzadziej ubezpieczają zbiory. – Znam takich osób całe mnóstwo w okolicy. Bardzo ciężko pracują, mają skrawki pola albo dzierżawią od innych, żeby jakoś żyć. Przy 7–8 ha część muszą przeznaczyć np. na truskawki. Nie stać ich, żeby kupić nasiona na całe pole. Potem sprzedają te truskawki na targowiskach w Zgorzelcu, Lubaniu czy Lwówku Śląskim. To jest dla nich jakieś zabezpieczenie, na które mogą sobie pozwolić. Bo na ubezpieczenie już nie – mówi B. Długosz. Ale uprawy w stale zmieniającym się klimacie to prawdziwa loteria nie tylko dla tych najmniejszych. Najwięcej włożonej pracy i pieniędzy ryzykują posiadacze największych areałów. Jak mówi Adam Zielony, koszt obsiania ok. 300 ha to wydatek rzędu 50–60 tys. złotych. – Z doświadczenia wiem, że warto się zabezpieczyć, czy to ubezpieczając zbiory, czy kupując odmiany odporne na pogodę. Ja tak robię. Wolę spać spokojnie – mówi. Wiele wskazuje na to, że tych przezornych jest coraz więcej. Do dolnośląskich placówek Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego na Dolnym Śląsku wpływa coraz mniej wniosków o umorzenie zaległych składek z tytułu. Na przykład do placówki w Polkowicach w ubiegłym roku wpłynął tylko jeden. Ale jeśli prognozy co do strat wywołanych mrozami się sprawdzą, to trudny rok czeka nas wszystkich. – Konsekwencje mogą być dotkliwe nie tylko dla rolników – uważa prof. Kotecki. – Już teraz brakuje nasion zbóż jarych i nie wszyscy będą mogli dosiać uprawy na wiosnę. A i tak wiosenne odmiany dają średnio 20–25 proc. plonów mniej. Może to oznaczać wzrost cen produktów zbożowych pod koniec roku.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma