Nowy numer 38/2018 Archiwum

Niemożliwe staje się drogą

Ks. Michał Gołąb mówi m.in. o tym, czy chodzenie po górach warte jest życia człowieka.

Jędrzej Rams: Już wiemy, że w Sokolikach w Rudawach Janowickich podczas wypominków za ludzi gór pojawi się jedna intencja więcej...

ks. Michał Gołąb: Właściwie można powiedzieć, że takie jest życie. Śmierć jest wpisana w historię ludzkiego losu. Odchodzą nasi bliscy, sąsiedzi, przyjaciele... odchodzą także himalaiści – może ci ostatni inaczej niż reszta, bo najczęściej pośród majestatu gór (tam, na wysokościach) i medialnej wrzawy (tu, na dole). Chodzenie po górach zawiera w sobie ryzyko śmierci. Wiem, że nikt z alpinistów nie chodzi w góry, by igrać z życiem, choć z pozoru wspinaczka górska czymś takim się wydaje. Tym, którzy odeszli, winni jesteśmy pamięć i modlitwę. Każda śmierć, jej czas i miejsce są tajemnicą – tajemnicą Bożego wezwania. Niektórzy mają tę łaskę, że Bóg powołuje ich do wieczności z gór. Istotne, by człowiek na to najważniejsze w jego życiu spotkanie szedł przygotowany.

Przeżywa Ksiądz osobiście takie wydarzenia jak pod Nanga Parbat?

Oczywiście. Każda górska tragedia porusza taką strunę, która na co dzień jest skrywana głęboko, pod zasłoną codzienności. Wobec górskiej śmierci, czyjejś samotności, bezsilności wobec potęgi gór to, co z pozoru wydaje się czymś odległym, nieobecnym i „nie naszym”, zaczyna niepokoić, zmusza do mnóstwa pytań. Szczególnie to nieodparte pytanie o sens górskiej wspinaczki, o sens życia na krawędzi, o to, czy warto.

A warto...?

Żadne góry i żaden szczyt nie są warte ludzkiego życia. Człowiek wspinający się w górach wysokich podejmuje ogromne ryzyko. Chodzi jednak o to, by to ryzyko kontrolować i poprzez podejmowanie określonych działań zmniejszać do minimum. W naturze człowieka, którą stworzył Bóg, jest zapisane przekraczanie siebie, dążenie ku czemuś nowemu i nieznanemu, zarówno w wymiarze wewnętrznym – duchowym, jak i zewnętrznym – materialnym. Człowiek ze swej natury wchodzi na takie drogi, które mogą ostatecznie okazać się bardzo niebezpieczne, z pozoru niemożliwe do przejścia. I ta pozorna „niemożliwość” pociąga człowieka jeszcze bardziej. Przypominam tu sobie myśl P. Evdokimova, którą wydrukowałem na swoim obrazku prymicyjnym: „To nie droga jest niemożliwa, to niemożliwe staje się drogą”. W górach dla alpinisty pociągająca nie jest sama droga, ale to, że wydaje się ona niemożliwa do przejścia.

Jest Ksiądz także ratownikiem górskim. Jakie są szanse powodzenia akcji ratowniczej w górach wysokich?

Trzeba pamiętać, że jestem ratownikiem w Karkonoszach, a to góry zdecydowanie niższe od tych najwyższych. Wanda Rutkiewicz, himalaistka, komentowała kiedyś realne szanse powodzenia akcji ratowniczej w górach wysokich, mówiąc, że tam ostatecznie nikt nikomu nie jest w stanie pomóc, nie może wziąć go na plecy i znieść na dół. Może jedynie zmobilizować tego, który potrzebuje pomocy, by sięgnął do swoich rezerw. Może stworzyć mu złudne poczucie bezpieczeństwa, przywrócić mu wiarę we własne siły, zachęcić do dalszego działania. Do walki o życie. Wobec tej sytuacji, która wydarzyła się na Nanga Parbat, pytanie o „ewentualne szanse” sprowadzają się do jednej odpowiedzi: „Szansę przeżycia miał tylko ten, kto potrafił zejść o własnych siłach”. Pozostaje podziwiać tych, którzy podjęli się heroicznej próby ratowania zaginionych. Postąpili bowiem w myśl tego, co przyswoił sobie każdy ratownik górski, a co lapidarnie ujęła w prostym zdaniu Grażyna Woysznis-Terlikowska: „...iść na ratunek – to znaczy wyczerpać wszystkie możliwości, to znaczy nie odstępować nie tylko wtedy, kiedy jest nadzieja, ale nawet wtedy, gdy istnieje choćby cień cienia nadziei...”.

Pod informacjami o śmierci Tomasza Mackiewicza przetaczała się fala negatywnych komentarzy. Jak do nich podchodzić?

Z rezerwą i modlitwą... Każdy ma prawo wyrazić swoją opinię. Nie można oceniać jednak gór wysokich, ludzkiej tragedii, walki o życie innych w ekstremalnych warunkach z pozycji kanapy i herbaty w ręku. Władysław Krygowski pisał, że „do gór trzeba dorastać, a nie góry obniżać do siebie”. Jeśli nie mogę, z różnych przyczyn, „dorosnąć do gór”, zrozumieć pasji ich zdobywania, to powinienem jak najdalej odsunąć od siebie pokusę ich „obniżania do siebie” przez hejterski komentarz w sieci. Św. Paweł pisał: „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść” (1Kor 6,12). Hejt nikomu korzyści nie przynosi.


jedrzej.rams@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma