GN 42/2020 Archiwum

Pamięć obdarowanych

Odsłonięto pomnik siostry elżbietanki, która była aniołem. Przynajmniej tak mówią w tym mieście.

Niewielki Lubomierz ma szczęście, bo praktycznie cała jego kilkuwiekowa historia jest jakoś związana z żyjącymi tutaj przez prawie cały ten okres siostrami zakonnymi. Raz były to benedyktynki, potem urszulanki. Później jeszcze karmelitanki i elżbietanki. Jak na 2,5-tysięczną miejscowość – całkiem sporo.

Natomiast że było to dobre miejsce dla samych sióstr do wzrastania w świętości, pokazuje uroczystość, która odbyła się na początku listopada. Staraniem mieszkańców i władz postawiono, odsłonięto i poświęcono pomnik z piaskowca. Na cokole widzimy kobietę z naszyjnikiem i krzyżem na szyi. Według twórców nawiązuje do miejscowej legendy – s. Heleny Bujary. – Jest to również doskonała okazja, aby złożyć hołd naszej ukochanej siostrze elżbietance, która całe życie poświęciła Bogu i niesieniu pomocy potrzebującym. Pragnę przytoczyć cytat z wiersza Barbary Urbanowicz, który został napisany specjalnie na tę uroczystość: „Ukochałaś skromność, pokorę, modlitwę Tyś nasza lubomierska była jak matka” – mówił Wiesław Ziółkowski, burmistrz Lubomierza. Na uroczystość przyjechały też siostry elżbietanki m.in. z Wlenia, Krzeszowa i Wrocławia. – Znałam osobiście s. Helenę. Przez dwa lata z nią mieszkałam. Bardzo się cieszę z tego upamiętnienia, ponieważ wiemy, że to była całkowicie oddolna inicjatywa. Ona miała takie swoje powiedzenie: „dobrze, dobrze”. Powtarzała to w kółko. Była dobra i służyła innym – wspomina s. Anna Hałabis, elżbietanka. Siostra Helena była z zawodu pielęgniarką. W 1934 r. ukończyła z wynikiem bardzo dobrym dwuletnią szkołę pielęgniarską przy szpitalu św. Józefa w niemieckim wówczas Wrocławiu. Pracowała na oddziale noworodków oraz sali operacyjnej. Pracowała tam do lutego 1945 r., gdy została przeniesiona do Lubomierza. Wierna spuściźnie matek założycielek Zgromadzenia Sióstr Elżbietanek, pomagała wszystkim bez wyjątku, nie mając względu na pochodzenie, światopogląd czy status materialny. Liczył się tylko człowiek cierpiący. Z narażeniem własnego życia uratowała niejednego żołnierza przywiezionego do małego szpitalika w Lubomierzu. Przez całe swoje życie każdego dnia służyła drugiemu człowiekowi z wielką troską i ujmującym uśmiechem na twarzy. „Skromna, prostolinijna, ofiarna, przepełniona dziecięcą ufnością, pracowita do utraty zdrowia” – wspominają ją w Lubomierzu. Odeszła do Pana 5 lipca 1995 roku.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama