Nowy numer 25/2018 Archiwum

Gdzie te abramsy?

W jednostkach wojskowych w Bolesławcu i Świętoszowie będą stacjonować amerykańscy żołnierze – poinformował MON. Niektórzy eksperci uważają jednak, że decyzje podjęte podczas warszawskiego szczytu NATO nie muszą być wiążące dla Amerykanów.

Jak poinformowało Ministerstwo Obrony Narodowej, w styczniu sojusz wyśle do Polski i państw bałtyckich cztery wielonarodowe batalionowe grupy bojowe, a Stany Zjednoczone brygadę pancerną i pododdział śmigłowców. Wiadomo, że Amerykanie zostaną rozlokowani m.in. w jednostkach w Żarach, Żaganiu, Świętoszowie i Bolesławcu. Nie wiadomo natomiast, ilu ich będzie, jaki przywiozą ze sobą sprzęt ani gdzie będą kwaterować.

– Wszystkie te informacje są na razie objęte tajemnicą. Nie mogę zdradzić szczegółów pobytu wojsk NATO w naszej jednostce – powiedział mjr Jerzy Juchaniuk z 23. Śląskiego Pułku Artylerii w Bolesławcu. Podobnie na pytania o styczniowy przyjazd Amerykanów odpowiada służba prasowa 10. Brygady Kawalerii Pancernej w Świętoszowie. – W tym momencie nie możemy udzielać w tej sprawie żadnych informacji – ucina szer. Natalia Wawrzyniak, pomocnik oficera prasowego 10BKPanc. W styczniu 2017 r. do Polski mają być przerzucone pierwsze pododdziały i sprzęt. Na początku zostaną one rozlokowane na obszarze zachodniej Polski, pomiędzy Drawskiem Pomorskim a Żaganiem. Następnie część z jej elementów będzie stopniowo rozmieszczana w innych miejscach rejonu wschodniej flanki NATO. W ramach pierwszej rotacji dowództwo brygady oraz bataliony inżynieryjny i wsparcia, 3 batalion 29. Pułku Artylerii i 4 batalion 10. Pułku Kawalerii będą stacjonowały w obiektach wojskowych w Żaganiu, Świętoszowie, Skwierzynie i Bolesławcu. Jednostka w Świętoszowie to brygada czołgów, a w Bolesławcu – pułk artylerii. Pytanie – jakie oddziały amerykańskie trafią do tych garnizonów, w jakiej liczbie i z jakim sprzętem? Jeśli weźmie się pod uwagę pewne miejsca rozlokowania, takie jak Żary, Żagań i Świętoszów, znane ze stacjonowania tam broni pancernej, można uznać, że będą to jednostki kawalerii pancernej. Obecnie w żadnym z państw NATO w Europie nie ma amerykańskich czołgów. Dlatego emocje z tym związane studzi Wojciech Łuczak, ekspert wojskowości, wydawca miesięcznika „Raport – wojsko, technika, obronność”. – Nie wiadomo, czy do zapowiadanej przez MON obecności wojsk amerykańskich w ogóle dojdzie. Tak gigantyczny przerzut wojska kosztuje miliardy dolarów, których amerykańska armia nie ma. Dlatego do Polski na pewno nie trafi żadna grupa pancerna. Mało kto wie, że obecnie w Europie nie ma ani jednego amerykańskiego czołgu. Ostatniego abramsa wycofano stąd w 2012 roku. Co widać na natowskich poligonach, to strykery – mówi Wojciech Łuczak. Opinii o zupełnej nieobecności w Polsce abramsów w ramach wschodniej flanki NATO nie potwierdza Wojciech Lorenz, ekspert wojskowości, analityk ds. bezpieczeństwa międzynarodowego i obronności. – Te czołgi tu będą. Raz ich będzie mniej, raz więcej. Chodzi o to, że czołgi amerykańskiej brygady pancernej, która do Polski przyjedzie w styczniu, po jakimś czasie wyruszą do państw bałtyckich, do Rumunii, Bułgarii i Niemiec. Potem będą stamtąd wracać; zatrzymają się znowu w Polsce – tłumaczy. Amerykańska brygada to średnio 4–5 tys. żołnierzy. Operuje 60–90 czołgami, kilkudziesięciu armatohaubicami oraz transporterami opancerzonymi. W skład brygady wchodzą także służby pomocnicze – saperzy, zaopatrzenie, służba ruchu, warsztaty. Dziwić mogą opinie, że Amerykanie mogą sobie nic nie robić z umów zawartych latem w Warszawie i potwierdzonych teraz przez MON. Jednak w USA wybrano właśnie nowego prezydenta. Donald Trump obiecywał w kampanii wyborczej prowadzenie zupełnie innej polityki niż ta realizowana przez Baracka Obamę i proponowana przez Hillary Clinton. Trump nie ukrywał swoich fascynacji Putinem i zapowiadał, że za jego prezydentury armia amerykańska skupi się na obronie własnych granic, ograniczając, a nawet rezygnując z misji zagranicznych. – Trump jest daleki od pompowania miliardów dolarów w tzw. wschodnią flankę. Obietnice w Warszawie złożyła administracja Obamy. I choć Trump zacznie rządzić formalnie dopiero w styczniu, to i tak sprawa wysłania do Europy tak wielkiej liczby wojska stoi pod wielkim znakiem zapytania. Wojska lądowe US Army mają teraz naprawdę bardzo pod górkę finansowo – komentuje Wojciech Łuczak. Pod uwagę trzeba brać nie tylko zmianę na stanowisku prezydenta USA, ale także to, że wiosną odbędzie kolejny szczyt NATO, który może zweryfikować postanowienia podjęte w Warszawie. Zdaniem Wojciecha Lorenza, faktu planowanego przyjazdu do Polski wojsk amerykańskich nie można rozpatrywać bez zdawania sobie sprawy z czasowego charakteru stacjonowania oraz rotacyjności pełnionej służby. – Amerykanom chodzi o to, aby odpowiednio mocno zaznaczyć swoją obecność w tej części Europy ze względu na rosnące ambicje militarne Kremla. Chcą jednak to zrobić tak, aby nie dać Rosjanom podstaw poczucia zagrożenia i podjęcia jakichś niedających się naprawić kroków – mówi. Analityk nie ma wątpliwości, że do Świętoszowa i Bolesławca Amerykanie jednak przyjadą. – Można, oczywiście, brać pod uwagę, że nowa administracja będzie inaczej definiowała pojęcie zagrożenia ze strony Rosji i zamiast wydawać pieniądze postara się dogadać z Putinem. Jednak takiego scenariusza nie brałbym obecnie pod uwagę – mówi.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma