GN 42/2020 Archiwum

Kto nie lubi historii?

Jest ich w diecezji coraz więcej. Mają coraz lepsze przygotowanie merytoryczne i coraz bardziej atrakcyjny sprzęt. Grupy rekonstrukcyjne były barwnym dodatkiem niemal każdej uroczystości z okazji 11 Listopada.

Ułani, powstańcy wielkopolscy, piechota Pierwszej Kadrowej – to tylko niektóre z formacji towarzyszących obchodom 98. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Mogliśmy ich zobaczyć dzięki grupom rekonstrukcji historycznych. Jest ich w naszym kraju coraz więcej.

Niektóre powstały i działają w diecezji legnickiej. Traktujący swoje hobby bardzo poważnie, przeznaczający na to spore pieniądze, dokształcający się w dziejach swojej epoki członkowie grup rekonstrukcyjnych pozwalają nam przyjrzeć się z bliska czasom, które minęły. W Chobieni, niewielkiej miejscowości na północnym skraju diecezji, po raz drugi zaplanowano pojawienie się ułanów. Żołnierskie poczty asystują zazwyczaj podczas oficjalnych uroczystości, a potem są obiektem podziwu gapiów. Można wtedy dotknąć szabli, co wyrąbywała wolność, i plecaka, w którym schowane jest żołnierskie serce. O stworzenie tegorocznego widowiska w Chobieni poproszono członków Towarzystwa Historycznego „Victoria” z Polkowic. Grupa powstała przed rokiem, wyodrębniając się z innej. Dziś liczy 10 dorosłych członków i czwórkę dzieci. – To są organizacje ponadpokoleniowe, których zadaniem jest nie tylko pielęgnowanie historii, ale także dbałość o rodzinę oraz działalność społeczna czy nawet rola kulturotwórcza w regionie – tłumaczy Magdalena Szymaszek, założycielka „Victorii”. Jej zdaniem, do zadań grup rekonstrukcyjnych należy głównie edukacja, a potem dopiero organizowanie inscenizacji. – To coś więcej niż patriotyzm na pokaz. To także nie moda. To wielka batalia o edukację dzieci i młodzieży, zdobywanie i przekazywanie wiedzy historycznej. To nasz główny cel – deklaruje. Jak dodaje, Dolny Śląsk nie jest wdzięcznym terenem do rekonstrukcji historycznych, bo i historia ostatnich stuleci z Polską związana jest luźno. – Dlatego powinniśmy pielęgnować to, co możemy – uważa. Grupy rekonstrukcyjne czują, że właśnie nadszedł ich czas. Jednak tyle, ile pozytywnych opinii i emocji, wzbudzają także zastrzeżeń. Głównie zawodowych historyków. Zarzuca się im m.in., zaangażowanie polityczne, spłycanie naszych dziejów do hobbystycznych zabaw z bronią i zarabianie na tym interesie. Członkowie grup bronią się, argumentując, że żadna z nich nie angażuje się politycznie, choć, jak przyznają, są do tego namawiani. – Bierzemy udział w rekonstrukcjach organizowanych przez wszystkie opcje polityczne. Choć, oczywiście, żadnej tęczowej chorągiewki nosić nie będziemy – zastrzega Cezary Szarugiewicz, szef Fundacja Promocji Historii i Techniki Militarnej „Militarni Wrocław”. W internecie można też spotkać się z tezą, że poprzez rekonstrukcje patriotyzm wojenny staje się dla młodego pokolenia zawołaniem bojowym: i my jesteśmy gotowi iść na wojnę. – To patriotyzm historyczny, nie wojenny. To, że takie grupy jak nasza powstają głównie na kanwie wydarzeń wojennych, nie znaczy, że nawołujemy do wojny. Są przecież grupy, które rekonstruują historię cywilną, jak np. Grupa Rekonstrukcji Historycznej „Bluszcz”, promująca modę lat 20. i 30. ubiegłego wieku. Za rekonstruktorami średniowiecznych wojów ciągną się zawsze całe obozy cywilne. To też ktoś przecież robi – zwraca uwagę Cezary Szarugiewicz. Rekonstruktorzy historyczni są także w szkołach. Organizują lekcje i spotkania z kombatantami. – Zawodowo mam kontakt z rocznikami 20-lecia międzywojennego. Pytają często: dlaczego tak mało o nas mówicie, dlaczego nie chcecie nas słychać? My chcemy – mówi Magdalena Szymaszek. Jej grupa zorganizowała latem zabawę edukacyjną dla dzieci, w rocznicę powstania warszawskiego. Najmłodsi przechodzili przez tunel przypominający kanał, przenosili meldunki, umykali z zasadzki. – Jedno z dzieci powiedziało mi później: nie wiedziałam, że wojna była taka straszna – wspomina M. Szymaszek. Zdaniem większości członków grup rekonstrukcyjnych, przyszłość takich stowarzyszeń będzie ewoluować w kierunki edukacji, wystaw i wydawnictw. Jednak chcą, żeby osią ich działalności były nadal inscenizacje historyczne.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama