Nowy numer 48/2020 Archiwum

Będziemy wdzięczni za każdy dzień

Ich drogi do Legnicy wiodły m.in. przez Rzym, Frankfurt, Pragę i Częstochowę. Oto dlaczego przyjechali tutaj.

Do Legnicy na pięć dni przyjechało ponad 700 osób. Byli to uczestnicy Dni w Diecezjach, czyli pierwszego etapu wielkich rekolekcji, jakimi są Światowe Dni Młodzieży Kraków 2016. Zdecydowana większość z nich pochodziła ze Stanów Zjednoczonych. Ale byli też katolicy z Niemiec, Filipin, Francji i Rosji. Dlaczego przyjechali do nas?

nie przypadek

W 160-osobowej grupie, która przyjechała z diecezji Lincoln z Nashville, znalazła się Bethany Thrun. – Byłam na Mszy św. i usłyszałam na ogłoszeniach o pielgrzymce do Polski na ŚDM. Podróż była już zaplanowana, a grupa zapraszała na sprzedaż ciasta po Mszy św. Mój brat i ja szybko poszliśmy się dowiedzieć, czy możemy wziąć udział w pielgrzymce. W tym przypadku wierzymy, że to diecezja wybrała nas, a nie my ją, i jesteśmy za to ogromnie wdzięczni. To będą moje pierwsze ŚDM. Mam nadzieję, że będziemy mogli dzielić się momentami, w których Duch Święty będzie jaśniał przez nas i będzie rozsławiana chwała Boga – mówi Amerykanka. Inaczej do piastowskiego grodu trafiła Samantha Leveugle, która przyjechała z grupą młodzieży od św. Pawła z Chino Hills (80-tysięczne miasto na południu Kalifornii). – Diecezja legnicka została nam przypisana, ale nie mogłam się doczekać, aby ją odwiedzić. Jestem szczególnie wdzięczna za możliwość pobytu w rodzinie z tej diecezji i poznania Polski z perspektywy jej mieszkańców. To jest zawsze najlepszy sposób na poznanie kraju – uważa dziewczyna.

Prawdziwe błogosławieństwo

Swój udział w wyborze miejsca miały też wieści o wydarzeniu, do którego doszło w grudniu 2013 r. w sanktuarium św. Jacka w Legnicy. – Moje myśli od razu biegną do diecezjalnego cudu eucharystycznego i do tego, jak to ukształtowało waszą wspólnotę wiary – przyznaje Bethany Thrun. – To dla mnie honor odwiedzić waszą diecezję i będziemy wdzięczni za każdy dzień. Pomijając ŚDM, Kraków wywarł ogromny wpływ na Kościół katolicki i przez długi czas był jednym z najwspanialszych miast świata. Dlatego Polska jest atrakcyjna. Mam nadzieję, że nasza pielgrzymka będzie podobna do tej Jana Pawła II, że dowiem się więcej o mieście i o tym, jak ono i jego kultura wpłynęły na papieża i pomogły mu stać się najbardziej wpływowym, wprowadzającym zmiany liderem katolickim. Jestem również podekscytowana tym, jak to doświadczenie może wpłynąć na naszą grupę. Wyzwania i przygody, które na nas czekają, są z pewnością prawdziwym świadectwem tego, że gdziekolwiek byś nie był w swej duchowej podróży, pamiętaj, że podążamy za największym przewodnikiem życia – Jezusem. – Nie mogłam się doczekać, aż odwiedzę główne miejsca o znaczeniu religijnym w Polsce, jak sanktuarium Matki Boskiej w Częstochowie czy cela św. o. Maksymiliana Kolbego w KL Auschwitz. Są wyjątkowe dla Kościoła powszechnego, a przebycie takiej drogi z możliwością ich odwiedzenia poczytuję jako prawdziwe błogosławieństwo. Jestem również zainteresowana poznaniem bogatej historii Polski z jej starymi miastami i zamkami – wymienia Samantha.

Otwarta na głos Boga

Podobne pragnienia pociągnęły do nas katolików ze Wschodu. Dzięki inicjatywie Bilet dla Brata udało się zebrać pieniądze, dzięki którym przyjechali pielgrzymi zza naszej wschodniej granicy. Bez tego wsparcia najprawdopodobniej nigdy by do nas nie zawitali na przykład goście z Aczyńska na Syberii. Jest to ponad 100-tysięczne miasto w środku Rosji, w którym istnieje niewielka parafia i gdzie pracują siostry adoratorki Krwi Chrystusa, te same, które pracują w Bolesławcu. – Bardzo się cieszę, że mogę być w waszej diecezji. Zaprosił nas tu wasz biskup pomocniczy Marek Mendyk, a wyjazd zorganizowały nasze siostry. Od początku cieszyłam się, że poznam polską wierzącą rodzinę, która wspólnie się modli, uczestniczy w niedzielnej Eucharystii; w której panuje miłość – mówi Masza z Aczyńska. – Po raz pierwszy będę uczestniczyć w ŚDM. Cieszą mnie spotkania z młodymi z całego świata, bo jest to dla mnie przede wszystkim możliwość umocnienia swojej wiary, doświadczenia, że jest tak wielu młodych, dla których Bóg w życiu jest ważny. Pragnę otrzymać Boże błogosławieństwo przez Ojca Świętego i być otwarta na głos Boga co do mojego powołania. Mym wielkim pragnieniem było nawiedzenie Matki Bożej w częstochowskiej ikonie, przejście na kolanach przed Nią, dziękowanie za dar wiary i prośba w intencji mojej rodziny i bliskich. Koleżanka Maszy, Marina, podobnie patrzy na swój wyjazd do Legnicy. – Dla mnie to wielki dar i łaska uczestniczyć w ŚDM. Przede wszystkim pragnę otrzymać błogosławieństwo Ojca Świętego, doświadczyć ducha jedności i wspólnoty Kościoła powszechnego, poczuć moc i siłę Boga, a przede wszystkim pogłębić i umocnić swoją wiarę. Polska to jeden z najbardziej katolickich narodów w świecie. Jest tu wiele świętych miejsc, jak Częstochowa, gdzie jest ikona Matki Bożej, Kraków, gdzie jest pochowana św. Faustyna i gdzie jest sanktuarium Bożego Miłosierdzia. A w Legnicy są relikwie Ciała Chrystusa! – wylicza Rosjanka.

Byłam Mu to winna

Większość z przyjezdnych to bardzo młodzi ludzie, którzy nigdy nie brali udziału w podobnym wydarzeniu. Są jednak wyjątki, jak chociażby Erin Tappan, która brała udział w wielkim spotkaniu z Benedyktem XVI w Sydney w Australii. – Co było najlepsze w ŚDM i jak to zmieniło moje życie? Oprócz oglądania wspaniałej scenerii innego kontynentu, na którym nigdy wcześniej nie byłam, najlepsze było zobaczenie papieża Benedykta XVI. Pielgrzymi przeszli z 6 mil do miejsca, w którym nocą papież celebrował Mszę św. W czasie drogi młodzi różnych narodowości zaczęli śpiewać hymn ŚDM: „Alleluja”. To była piękna pieśń i brzmiała nawet piękniej, kiedy wszyscy śpiewali ją razem. Byli tam również protestujący, ale pielgrzymi szli, dalej śpiewając – opowiada Erin. – W jaki sposób mnie to zmieniło? Mały plecak i śpiwór, który niosłam, stawały się coraz cięższe i myślałam, żeby się zatrzymać, bo byłam bardzo zmęczona. Wtedy przypomniałam sobie o Jezusie i o tym, jak ciężko miał w czasie swojej drogi na śmierć na krzyżu. Jak musiał się czuć, kiedy szedł na Kalwarię, niosąc ciężki krzyż otoczony przez protestujących, opluwających Go i biczujących. Myślałam o tym, jak wcześniej został wychłostany i ubrany w koronę cierniową. On niósł ciężki krzyż, który z pewnością ważył więcej niż mój mały plecak i przeszedł dłuższą trasę na wzgórza. I mimo że był zmęczony i przerażony, nie zatrzymał się i dotarł na Kalwarię tylko po to, żeby tam umrzeć. Wiedziałam, że jeśli On mógł przejść to wszystko dla mnie, to ja mogę przejść tych kilka kilometrów, niosąc mój plecak. Byłam Mu to winna. Właśnie tak mnie to zmieniło. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama