Nowy numer 28/2018 Archiwum

Wysłannicy Boga

Pielgrzymka jeleniogórzan wywołała w parafii Matki Boskiej Królowej Polski i św. Franciszka z Asyżu niemałe poruszenie.

Ks. Grzegorz Niwczyk: Szliśmy w intencji parafian oraz zdrowia ks. Darka. Pielgrzymka na pewno się udała. Wierzę, że będą owoce. Nie wszyscy byli świadomi że naszą intencją była przede wszystkim modlitwa za parafian i dobrodziejów budowy. Do niektórych ludzi zaczęło to docierać dopiero teraz. Tworzyły się różne grupy, które modliły się za nas w czasie drogi. Nasze pielgrzymowanie „uruchomiło” wiele osób. Myśmy szli, a ludzie zaczęli się interesować.

Dostałem esemesa: „Księże Grzegorzu, ze wzruszeniem słuchamy relacji księdza z trasy pielgrzymki do Rzymu. Coraz bardziej dociera do nas, że ta pielgrzymka jest również w naszej intencji. Dziękujemy za podjęty trud i polecamy księdza w naszych modlitwach”. To było dla mnie bardzo wzruszające, a jednocześnie dodawało siły do dalszej drogi. Parafianie odwiedzali nas na trasie. Daniel Prus: Miałem dwa tygodnie przerwy ze względu na pracę. Musiałem wrócić do Jeleniej Góry. Wyszedłem w sobotę z psem, a tu zaczepiają mnie ludzie, czy już wróciliśmy, czy się coś nie udało? Wyjaśniłem, że to tylko chwilowa przerwa. Ksiądz wieczorem zadzwonił do mnie i prosił, by na wszystkich Mszach w niedzielę opowiedzieć gdzie jesteśmy i dlaczego wróciłem do kraju. Myślę, że ludzie są dumni, że proboszcz poszedł i doszedł. Ks. G.N.: Dużo dała technika. Internet, telefon. W czasie naszej nieobecności w parafii miało miejsce wiele wydarzeń: Msza św. urodzinowa i imieninowa – zarówno moja, jak i wikariuszy. Był odpust parafialny, wspomnienie św. Floriana oraz uroczyste jego obchody (jestem kapelanem strażaków w powiecie jeleniogórskim), rocznica I Komunii Świętej. Podczas tych Mszy św., kiedy odczytywano ogłoszenia, Bogdan (który był naszym łącznikiem z parafią) nawiązywał z nami telefoniczny kontakt w trybie głośnomówiącym, dając nam możliwość obopólnego uczestnictwa w tym świętowaniu, choć dzieliły nas od parafii duże odległości. D.P.: Podczas naszego przejścia nagrywaliśmy relacje i umieszczaliśmy na parafialnej stronie internetowej mbkp.pl – w zakładce Rzym. Ludzie weszli w rytm słuchania relacji. Gdy zmuszony byłem wrócić do pracy – zastąpił mnie przyjaciel z firmy – Piotr. Musiało minąć kilka dni, zanim ksiądz złapał z nim taki rytm, żeby znowu te relacje wysyłać. Przychodzili do mnie wówczas ludzie i mówili: „Zadzwoń do nich i powiedz im, że jeżeli do wieczora nie dadzą znaku życia, to uznamy ich za zaginionych”. Otrzymywaliśmy również upomnienia esemesowe: „co to za cisza internetowa?”. Z Jeleniej Góry pomagał nam Bogdan. Zbierał intencje i przesyłał nam. Zauważyliśmy, że dopiero po przebyciu przez nas ponad 1000 km dotarło do ludzi, że idąc do Rzymu, modlimy się za nich. Ks. G.N.: Odpowiadając na wiele próśb – po naszym powrocie, po wieczornej Mszy św. w Boże Ciało zrobiliśmy spotkanie dla zainteresowanych. Przyszło bardzo dużo osób. Chcieli nas zobaczyć i posłuchać. Sam przesłuchałem część materiałów, które opublikowaliśmy. Może uda się zrobić z tego coś bardziej trwałego. Szkoda byłoby to zaprzepaścić. D. P.: Ja poszedłem na tę wyprawę z intencją przybliżenia się do Boga i pogłębienia modlitwy. Gdy wróciłem do Polski, bardzo ciężko było połączyć życie zwyczajne z intensywnością modlitwy. Ks. G.N: Po powrocie Daniel miał przyjęcie z okazji rocznicy ślubu. Była godzina 22, a do zakończenia Nowenny Pompejańskiej pozostały jeszcze 4 dni – tego dnia nie zdążyliśmy jeszcze jej odprawić. Pomyśleliśmy, że po 50 dniach jej odmawiania żal byłoby to przerwać, tym bardziej że intencja była bardzo ważna. Poszliśmy do pobliskiego parku. Goście się bawili, a my odmawialiśmy nowennę. Gdy tylko usiedliśmy na ławeczce, dopadał nas sen, trzeba było więc chodzić. I tak trwało to ponad 40 minut. Wierzymy, że Pan Bóg to przyjął. D.P.: Nieraz widzieliśmy, jak spotykani przez nas ludzie podchodzili do nas z wielkim szacunkiem. To było dla nas wręcz krępujące. Nam się wydawało, że my – zwyczajni ludzie – tak po prostu pielgrzymujemy. Okazuje się jednak, że Ci patrzący z boku widzą to inaczej. Ks. G.N.: Kiedy przechodziliśmy przez Niemcy, zostaliśmy przyjęci przez rodzinę w okolicy Monachium. Gospodarz domu – Beny –  ma amerykańskie korzenie i jest muzykiem country. Przeżyliśmy tam miły wieczór z wyjątkowym śpiewem w wykonaniu Beny. Gdy po porannej Mszy św. wyruszyliśmy na pielgrzymi szlak, jego żona zadzwoniła do nas i powiedziała: „Dzisiaj Beny, kiedy spotkał swoich kolegów w pracy, z dumą zwrócił się do nich: »Wiecie, kto dzisiaj w nocy spał w moim domu? – Wysłannicy Boga!«”.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma