GN 28/2018 Archiwum

Dom, tylko trochę większy

Hrabia Ghislain de Nicolay razem z byłymi pracownikami pegeeru od 20 lat remontuje poniemiecki pałac w Krzeczynie Małym.

Udało mu się w tym czasie przywrócić zabytkowe wnętrza do stanu z lat świetności tego miejsca i zagospodarować otoczenie. A co najważniejsze – wskrzesić arystokratycznego ducha, nieobecnego w Krzeczynie Małym od 1945 r., kiedy opuścił go ostatni niemiecki właściciel, hrabia Harrach. Rodzina de Nicolay ma swoje korzenie w średniowiecznej Francji. Przez wieki wyszli z niej królewscy kanclerze i książęta Kościoła.

To rojalistyczne przywiązanie do tradycji i obrządku rzymskokatolickiego doprowadziło kilka osób z ich rodziny na szafot rewolucji francuskiej. Pozostali, zmuszeni do emigracji, zamieszkali najpierw w Szwajcarii, a później w Belgii. Tam rodzina de Nicolay wybudowała dla siebie rodową rezydencję Loupoigne. Niedaleko niej jest uniwersytet katolicki, do którego w latach 80. ub. wieku przyjeżdżali często księża profesorowie z KUL-u. Kiedy belgijskiemu uniwersytetowi zabrakło dla nich miejsc noclegowych, poproszono hr. de Nicolay o pomoc. Tak zaczęła się przygoda de Nicolayów z Polską. – Do tamtej pory o tym kraju nie wiedziałem właściwie nic. Owszem, znałem bardzo dobrze polską arystokrację, ale Lubmirscy, Zamoyscy czy Czartoryscy to przecież nie cała Polska – mówi hr. G. de Nicolay. Ale zaraz pokazuje drzewo genealogiczne rodu ze znajomo brzmiącymi: Kazimierzem Jagiellończykiem i jego córką Barbarą. – Te wywody mogą nas zaprowadzić aż do Mieszka I – zapewnia hrabia. Zainteresowanie belgijskich arystokratów naszym krajem nie gasło. Pod koniec lat 90. ub. wieku. Nicolayowie wybrali się na urlop do Karpacza. – Ja nie jeżdżę na nartach, więc zwiedzałem okoliczne zrujnowane pałace. Wtedy pomyślałem po raz pierwszy o kupnie jednego z nich – wspomina hr. Ghislain de Nicolay. Ministerstwo, do którego się zwrócił, wskazało mu Krzeczyn Mały. Przyjechał, zobaczył i... kupił. Właśnie urodził mu się syn Charles, więc może już wtedy myślał o schedzie dla spadkobiercy? Pałac w Krzeczynie Małym był przez kilkadziesiąt powojennych lat własnością PGR-u. Później opuszczony, niszczał. – Z parteru było można zobaczyć słońce – wspomina hrabia. Po pegeerze zostali także jego niegdysiejsi pracownicy, teraz w dużej części bezrobotni. Kiedy de Nicolayowie kupili 100 ha wokół pałacu, kupili też dzikie ogródki pracownicze. Relacje hrabia–postpegeerowcy stanęły pod znakiem zapytania. Hrabia przeniósł im ogródki w inne miejsce, dosadzając kilka drzew. Atmosfera się rozładowała. Przez następne 20 lat wielu z nich pracowało przy odbudowie pałacu. Sumiennie i fachowo. Młody hrabia de Nicolay, Charles, mówi, że właściwie wychował się razem z tymi ludźmi. – Biegałem z nimi po wsi i łaziłem po drzewach. Razem chodziliśmy do szkoły w Lubinie i na zakupy – śmieje się hrabia Charles, który dzięki temu świetnie włada polskim. Oprócz życiowego doświadczenia młody hrabia ma też za sobą solidne wykształcenie na kilku europejskich uczelniach. Jednak teraz, na stałe, mieszka w pałacu w Krzeczynie Małym. Raz w miesiącu przyjeżdża na kilka dni ojciec. Pałac na nowo żyje, zamieniony z ruiny w prawdziwy, rodzinny dom. Wnętrza urządzono ze smakiem: kominki, stare meble, sztychy na ścianach i królujący w salonie portret Ludwika XVIII, któremu ta rodzina wiele zawdzięcza. Ale nie ma tu atmosfery pensjonatu czy muzeum. Przeciwnie – jest domowo i rodzinnie. I tak pozostanie, zapewniają de Nicolayowie. Kiedy tylko mogą, spotykają się tu z przyjaciółmi, m.in. proboszczem z niedalekiego Brunowa (choć na Msze św. chodzą do filialnej świątyni w Gorzycy). Ciągle pracują nad pałacem i jego otoczeniem. W planach jest własna kaplica, być może pw. św. Karola Boromeusza, patrona rodu. Ale to tylko plany. Rzeczywistość to hodowla alpak, a później produkcja wełnianych kołder i odzieży. Tym zajmuje się młody hrabia do spółki z dwoma kuzynami. – Myślałem o też o uprawie ziemniaków czy kukurydzy, ale z ziemniakiem nie można porozmawiać – śmieje się. Rodzina de Nicolay na własnej skórze przez dekady obserwowała zmiany, jakie zachodziły w Polsce po upadku komunizmu. – Kiedyś było więcej biurokracji. O ten pałac walczyliśmy dwa lata. Teraz jest znacznie lepiej – uważa hr. Ghislain de Nicolay. Razem z synem obserwowali w Polsce śmierć Jana Pawła II i katastrofę smoleńską. To nimi wstrząsnęło najbardziej, bo nigdy w życiu nie wiedzieli tak tłumnie modlących się ludzi. Ale pamiętają też zabawne historie. – Jednego wieczora przed pałac zajechał samochód – opowiada hrabia Charles. – Wysiadł z niego mężczyzna i, wskazując na pałac, zapytał: „Jeszcze czynne?”.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma