Nowy numer 44/2020 Archiwum

Spuszczone oczy świętego

S. Agnieszka Wieczorek CSSE, dyrektor Centrum Opiekuńczo-Wychowawczego w Legnicy, o interesownych prośbach, miłości od drugiego wejrzenia i kilku kartonach kubków.

Jędrzej Rams: U sióstr w ogródku od niedawna stoi figura św. Józefa. Dlaczego?

S. Agnieszka Wieczorek CSSE: Ponieważ nie wyobrażam sobie bez niego pracy i posługi w domu dziecka. Święty Józef jest mi bliski z wielu powodów, ale głównie dlatego, że on przecież... adoptował Jezusa! Jest więc wzorem dla ojców, no i całych rodzin, które adoptują dzieci. Ujmuje mnie w nim to, że choć Bóg w kółko zmieniał mu jego plany życiowe, on Go słuchał. I tego się od niego uczę.

Moja przyjaźń z nim i miłość do niego kwitnie od wielu lat. Dlatego nie wyobrażałam sobie, by mi nie towarzyszył, gdy przeszłam na placówkę w Legnicy. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam, było przygotowanie mu godnego miejsca, a takim na pewno jest ten postument w ogródku przed domem i rzeźba świętego. Św. Józef opiekuje się nami. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Wiele rzeczy, o które go prosimy – całkiem interesownie, co tu kryć – on nam załatwia.

Gdzie Siostra zakochała się w Józefie?

Kult do tej postaci po prostu przewijał się przez całe moje życie. Moja mama go czciła, mój dziadek miał na imię Józef, a do tego pochodzę z diecezji kaliskiej, której św. Józef jest patronem. Patronuje też naszemu zgromadzeniu. Ale nie była to od początku wielka zażyłość; nie stałam się jego czcicielką natychmiast po wstąpieniu do zgromadzenia. Rozwinęła się, kiedy trafiłam do Bolesławca po raz drugi. Za pierwszym razem, oczywiście, zawsze modliłyśmy się Koronką do św. Józefa i jeździłyśmy do Kalisza, do tamtejszego sanktuarium; dom i kaplica są w końcu pod jego wezwaniem. Ale później pojechałam na misje i pojawili się w moim życiu inni święci. Jednak gdy trafiłam do Bolesławca po raz drugi, już jako dyrektor, wiele się zmieniło. Pojawiła się miłość i mam nadzieję, że będę go kochała do końca życia. W końcu codziennie modlę się do niego o dobrą śmierć.

Dlatego w Siostry gabinecie są jego dwa wizerunki?

Mój kult do niego jest tak duży, że chciałam mieć jego własną figurkę. Mój przyjaciel podarował mi tę, która stoi na regale. Jest ona obmyta wodą z Lourdes. Ten Józef jest szczególny, bo ma spuszczone oczy. Dlaczego? Pod jego stopą zawsze są jakieś moje karteczki z prośbami do niego. On na nie patrzy. Ruch karteczek jest bardzo duży, wcale nie leżą tam miesiącami. Wymieniam je bardzo często i w dużych ilościach. W ten sposób „wymuszam” na nim załatwienie tych spraw. Na nim czasem trzeba coś wymusić. W ubiegłym roku szukaliśmy sponsora samochodu, bo stary był zdezelowany. Przez wiele miesięcy na podwórku, przy dużej figurze, stał zabawkowy samochód. Ludzie przychodzili i mówili: „Siostro, dzieci zostawiły zabawkę koło św. Józefa”. A to ja zostawiłam. I po kilku miesiącach znalazł się sponsor i samochód został kupiony. Z natury jestem optymistką, a jeżeli coś się przeciąga, to wtedy grożę Józefowi! On wtedy pomaga. Jeżeli coś się przeciąga dalej, to widzę w tym Bożą Opatrzność. Tutaj nie ma przypadków.

To nie jest tak, że po prostu siostra szukała sponsora na samochód, aż w końcu ktoś się dowiedział i zechciał pomóc?

Ja wiem, że to on pomaga. Doświadczyłam tego przez 10 lat. Proszę nawet w drobnych sprawach. Prosiłam kiedyś, by przysyłał nam kogoś, kto nam kupi kubki. Prozaiczna sprawa, ale cóż, wymagała pieniędzy. Prosiłam więc o ładne kubki. I po południu trzy osoby, niezależnie od siebie, przyniosły nam kartony po 50 sztuk pięknych kubków. Św. Józef przysyła nam także rodziny pragnące adoptować nasze dzieci. Modlę się o to, a on je przysyła. Dlatego później daję tym rodzinom modlitwę – Telegram do św. Józefa. I mówię: „Módlcie się do niego, a on pomoże!”. Miałam wiele telefonów od rodzin z informacją, że święty pomagał im rozwiązać kłopoty. Proszę nawet o drobne sprawy – pieluchy, czy słodycze. Nie uważam, żeby było to zabieganie o sprawy materialne. To są rzeczy potrzebne nam do normalnego funkcjonowania. Św. Józef na co dzień troszczył się o Jezusa i Matkę Bożą, więc pragnie troszczyć się też o każdą dzisiejszą rodzinę. Polecam go jako patrona ludziom, którzy nie mogą mieć dzieci, czy po prostu mają zmartwienia w rodzinach. Św. Józef jest po prostu „the best”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama