Nowy numer 44/2020 Archiwum

SMS sprzed półtora wieku

Ida Kohn i Willi Ulbrich. Nie wiemy, jak wyglądali ani jak potoczyły się ich losy. Wiemy tylko, że przez pięć lat pisywali do siebie miłosne... pocztówki.

Ida i Willi byli Niemcami Sudeckimi. Od czasu do czasu spotykali się w Jabłońcu nad Nysą, niedaleko, po drugiej stronie Karkonoszy. Ona tam mieszkała na stałe, on wędrował po Europie. Ich korespondencja szczęśliwie przetrwała do naszych czasów, bo ktoś kiedyś zebrał ją w jednym albumie. Teraz pocztówki należą do prof. Pawła Banasia, historyka sztuki na Uniwersytecie Wrocławskim.

– Oni pisali do siebie bardzo zdawkowo: „Willi, kiedy przyjedziesz? Tęsknię za Tobą”. „Ido, moje myśli stale są przy Tobie. Nie mogę doczekać się chwili, kiedy znowu Cię zobaczę” – zaznacza prof. Banaś. Ta zdawkowość wcale nie musiała jednak oznaczać, że ich uczucie nie było gorące. – Tekst napisany na kartce był widoczny dla każdego, kto po drodze zetknął się z taką pocztówką. Dlatego zakochani stosowali w tamtych latach cały system szyfrów lub umownych znaków. Jeśli na pocztówce znajdowały się gołąbek lub serce, oznaczało to, że list jest miłosny – zdradza prof. Banaś. Znane są także inne teksty pisane na pocztówkach miłosnych, które opatrzone są niezrozumiałymi dla nas znakami. Często korespondencja taka układa się w „pasjans z samych serc”, co podpowiadać może, że zakochanych łączyło naprawdę namiętne uczucie. – Związek Idy Kohn i Williego Ulbricha jest dla nas wielką zagadką. Z jednej strony ich korespondencja to jedno z najlepiej i najpełniej udokumentowanych źródeł tego typu. Z drugiej jednak strony o samych zakochany nie wiemy zbyt wiele – mówi historyk sztuki. Każde z nich, z przyczyn nam nieznanych, co jakiś czas zmieniało miejsce pobytu. W pewnym momencie, być może po ich ślubie, korespondencja się urywa. Uzupełniona kartkami od znajomych obojga, znalazła się w jednym albumie i nienaruszona dotrwała do naszych czasów. – To bardzo cenna dla nas dokumentacja prawie anonimowej miłości sprzed lat – mówi uczony. Lakoniczne, choć bardzo romantyczne wyznania, czynione na specjalnie do tego celu produkowanych kartach „romansowych”, pojawiły się w Europie w połowie XIX wieku. Apogeum swojej popularności osiągnęły na przełomie stuleci. Rozkwit tego typu piśmiennictwa zahamowała dopiero I wojna światowa. Po niej już nigdy więcej nie powrócono do tego rodzaju dialogu zakochanych. Jak mówi prof. Banaś, zmieniła się wtedy obyczajowość ludzi wstrząśniętych koszmarem Wielkiej Wojny. „Cisza, pogoda na jasnym niebie. Smutno i tęskno mi pani bez Ciebie!”. „Kartkę otrzymałem, za którą dziękuję. Gniewam się, czemu starasz się być taką uszczypliwą, czy zasłużyłem na to? Całuję rączki, Stach”. Po wojnie już prawie nikt nie pamiętał, że można być aż tak romantycznym... A jak dziś ludzie wyznają sobie uczucia? Czy da się to w ogóle porównać z tamtymi czasami? Prof. Banaś zwraca przede wszystkim uwagę, że nie ma już w sprzedaży kartek „romansowych”. Zastąpiły ją inne formy. – Kiedy jadę pociągiem czy tramwajem, albo kiedy siądę na skwerku, to wkoło widzę młodzież z komórkami. „Aśka, gdzie jesteś?”. „Koło ratusza”. „Jak przyjdziesz na plac Solny, to zadzwoń do mnie”. Tak to mniej więcej dziś wygląda. A jeszcze 10 lat temu pisali na murach, że kogoś kochają. A wcześniej, nawet na drzewach – przypomina. Czy przez to dziś wyznawanie uczuć w takiej formie i przez tak długi czas, jak to czynili Ida i Willi, jest już niemożliwe? – Tego nie wiem. Myślę jednak, że miłość jest rzeczą wieczną, tylko w różnych wiekach przybiera inne formy. Dlatego nie śmiałbym mówić, że kiedyś ktoś zakochany z Jablonca czy ze Lwowa kochał bardziej niż ktoś, kto dziś telefonuje z komórki w Sochaczewie czy pisze SMS-a w Lublinie – mówi prof. Banaś. Wrocławski uczony zwraca uwagę, że kiedyś, tak samo jak i dziś, dla zakochanych najważniejsze było, aby wiadomość do ich drugiej połówki dotarła jak najszybciej. A 150 lat temu bywały z tym kłopoty obyczajowe. – Przezorni chętniej niż z poczty korzystali z zaufanych posłańców – mówi. – Dopiero jednak pierwsze pocztówki otworzyły zakochanym bramy do raju czułej korespondencji. Należało jedynie przełamać opory, stłumić lęk przed jawnym wyznaniem – dodaje. Prof. Paweł Banaś jest jednym z najlepszych w naszym kraju znawców tematyki wyznań miłosnych i właścicielem największego w Polsce ich zbioru. Z wykształcenia jest historykiem sztuki i kulturoznawcą, twórcą Działu Sztuki Współczesnej w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. W 2005 roku wydał monumentalne dzieło „Orbis Pictus. Świat dawnej karty pocztowej”. Jest także członkiem Wrocławskiego Towarzystwa Naukowego oraz Rady Muzeum Karkonoskiego w Jeleniej Górze.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama